Jak ETF-y i pasywne inwestowanie zmieniły świat

ETF i pasywne inwestowanie

Od lat mówi się o rewolucji pasywnego inwestowania i globalnym sukcesie ETF-ów, które szturmem zdobyły serca i portfele klientów na całym świecie. Biorąc pod uwagę dane z całego świata, trudno założyć, że wspomniana rewolucja ominie Polskę. Jak pasywne inwestowanie w ETF-y zmieniło świat?

Amerykanie uwielbiają proste rozwiązania. Ich rynek kapitałowy dał nam wynalazek, który zrewolucjonizował patrzenie na inwestowanie – fundusze pasywne. Zamiast zastanawiać się jakie akcje kupić czy jak dostosowywać swój portfel do aktualnych warunków, amerykański inwestor dostał rozwiązanie najłatwiejsze: zamiast wybierać co kupić, kup wszystko w jednym instrumencie i podążaj za rynkiem. Ta filozofia znajduje coraz więcej wyznawców poza USA i powolutku dociera do Polski.

Partnerem tego wpisu jest Finax, autor robo-doradcy do pasywnego inwestowania. Jeśli nie znacie tej usługi to od razu odsyłam do recenzji robodoradcy.

To ostatni wpis z serii o pasywnym inwestowaniu z Finax, więc jest i ostatnia szansa na zniżkę dla czytelników i widzów mojego bloga. Wystarczy założyć rachunek w FINAX do 11 października 2020, a przez cały okres trwania umowy macie zwolnienie z opłaty manipulacyjnej, która dla wpłat poniżej 1000 EUR normalnie wynosi 1,2% :)

SKORZYSTAJ Z PROMOCJI DLA CZYTELNIKÓW BLOGA

Czym są ETF-y?

Fundusz ETF, czyli z angielskiego „Exchange Traded Fund” to dosłownie fundusz notowany na giełdzie. To dosyć ciekawe połączenie, bo kupując ETF, dostajemy cząstkę funduszu, który inwestuje w różne inne aktywa, od akcji, prze obligacje, pod bardziej egzotyczne instrumenty. Wspomniane fundusze są jednak notowane na giełdzie, więc można je w każdej chwili sprzedać lub kupić i błyskawicznie reagują na rynkowe zmiany cen – nie maja więc żadnych opóźnień znanych nam z klasycznych funduszy.

Większość ETF-ów to instrumenty przeznaczone dla inwestorów pasywnych i taki też mają charakter. Nie starają się pobić rynkowych benchmarków, tylko odwzorować zmiany instrumentu, który naśladują. Jeśli indeks największych amerykańskich spółek urośnie o 10%, nasz ETF na ten instrument powinien urosnąć tyle samo, a my powinniśmy zapłacić za posiadanie go bardzo małą opłatę.

Ta niska opłata to fundament rewolucji funduszy pasywnych – skoro nie ma aktywnego zarządzania, to nie ma tez wysokiej opłaty za zarządzanie. A skoro fundusze są notowane na giełdzie, to nie trzeba płacić prowizji pośrednikom za ich dystrybucję. Dzięki temu mamy niskie koszty i ogromną dostępność. Chociaż dzisiaj możemy uznać to za rynkowy standard, to gdy prawie 50 lat temu mówił o tym pewien amerykański inwestor i wizjoner w swojej branży, wiele osób nie wierzyło, że pasywne inwestowanie będzie rewolucja rynku kapitałowego.

John Bogle – ojciec pasywnego inwestowania

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że John Bogle jest ojcem pasywnego inwestowania i człowiekiem, który dał to kluczowe narzędzia w ręce inwestorów indywidualnych. Coś w tym jest, że najbardziej korzystne rozwiązania finansowe w pierwszej kolejności ma sektor finansowy dla siebie, dalej są bardzo zamożni klienci tego sektora, a to co zostanie, trafia do indywidualnych. Bogle chciał dać nowe możliwości inwestowania klientom mniej zamożnym, bez konieczności ponoszenia wysokich kosztów za zarządzanie.

Tym sposobem w 1975 roku powstała firma Vanguard, o której sam Bogle mówił jako o eksperymencie. Już rok po starcie, uruchomiono First Index Investment Trust, pierwszy fundusz indeksowy, który odwzorowywał zachowanie indeks S&P500. Dzisiaj znamy ten instrument pod nazwą Vanguard 500 Index Fund i jest to jeden z najpopularniejszych instrumentów na świecie

Dodatkową zmianą w strategii ojca pasywnego inwestowania było wyeliminowanie pośrednika – de facto kolejnego kosztu na drodze pomiędzy rynkiem, a inwestorem indywidualnym. Dzisiaj mamy dostęp do instrumentów z całego świata przy użyciu telefonu komórkowego, ale w latach 70-tych inwestowanie bez maklera czy doradcy inwestycyjnego uważano za prawdziwą rewolucję w branży.

Najlepiej poznacie Johna przez obejrzenie chociażby tego materiału:

Dziś Vanguard w zarządzaniu aktywami na ponad 5 bln dolarów.

Jak zatem pasywne inwestowanie zmieniło świat? Moim zdaniem jest tu kilka istotnych rzeczy, z których nie zdajemy sobie nawet sprawy.

Przewaga indeksu

Indeksy giełdowe maja jedną okrutną przewagę – podlegają rewizjom, więc gdy spółka ma poważne kłopoty, robi się coraz mniejsza i słabsza, z indeksu może po prostu wylecieć, a na jej miejsce wejdzie spółka większa. Tym sposobem amerykański SP500 zawsze będzie miał 500 największych i spółek, nawet jeśli zmieni się przez lata wiele trendów inwestycyjnych. Już to widzieliśmy, gdy największe spółki wydobywcze wiodły prym w indeksach, ale po latach ustąpiły gigantycznym bankom. Te z kolei po kryzysie z 2008 roku nigdy już nie odzyskały swojej pozycji i ustąpiły technologicznym gigantom, które dzisiaj wywindowały indeksy w górę.

Spółki najmniejsze wypadają, a spółki wielkie… robią się jeszcze większe. To doprowadza do pewnego wypaczenia, które przez wielu inwestorów jest uznawane za nieco negatywny wpływ ETF-ów na światowy rynek kapitałowy. Oczywiście nie zgodzą się tym posiadacze funduszy, które odrobiły pandemiczne straty w niebywałym tempie. Posiadając portfel akcji z pominięciem największych technologicznych spółek, prawdopodobnie będziemy poniżej poziomów z początku 2020 roku. Jednak jeśli inwestowaliśmy po prostu indeksowo, straty są już prawie odrobione. To wszystko jest dziełem konstrukcji indeksów, w których największe spółki nie tylko wiodą prym, ale dosłownie windują wycenę całego indeksu.

Pięknie pokazał to visual capitalist na poniższej grafice:

ETF i pasywne inwestowanie

To zjawisko napędza pośrednio wzrosty ETF-ów, a napływ nowych środków do ETF-ów napędza dalsze wzrosty. Jak skończy się ta zależność – pokaże historia.

Łatwe budowanie portfela

W latach 70-tych ETF-y były rewolucją, a przecież nie było jeszcze wtedy mowy o wykorzystaniu nowych technologii do zakupów. Spójrzmy na to przez pryzmat inwestora, który sam inwestuje bez konieczności wizyty w biurze maklerskim. Mamy przecież na wyciągnięcie ręki narzędzia inwestycyjne, o których John Bogle mógł kiedyś tylko pomarzyć.

Mnogość ETF-ów spowodowała, że łatwo jest dobrać potrzebne nam instrumenty do obranej strategii inwestycyjnej. Doskonale pokazuje to Jacek Lempart na swoim blogu System Trader. Możemy dopasować poziom obligacji zwiększających bezpieczeństwo portfela z akcjami, które odpowiadają zarówno za potencjalny wyższy zysk, jak i wyższe ryzyko. Do portfela możemy dorzucać jednocześnie surowce, jak i dzielić ekspozycję akcyjną bądź obligacyjną na regiony świata lub mniejsze sektory.

ETF-y z kolei możemy kupować samodzielnie, korzystając z biur maklerskich lub budować portfele za pomocą pośredników, takich jak m.in. Finax, partner tego tekstu. Na świecie jest coraz więcej firm, które wykorzystują różne modele budowania strategii w oparciu o ETF-y. Jedna i druga forma ma swoje zalety i wady, ale obie dają tak naprawdę bardzo istotną przewagę inwestorowi indywidualnemu – dostęp do ogromnej palety instrumentów z całego świata przy bardzo niskich kosztach zarządzania.

Z mojego punktu widzenia, jako polski inwestor, mogę dzisiaj inwestować dosłownie wszędzie i wcale nie musi to oznaczać gigantycznych kosztów. Rewolucja pasywnego inwestowania bez wątpienia musi rozruszać też polską branżę maklerską i funduszy. Nie można wobec tego przejść obojętnie i patrzeć na klientów, którzy będą z roku na rok odchodzić na rzecz pasywnych form inwestycji.

Nadal ogromna pula klientów w Polsce korzysta z TFI, czyli funduszy aktywnie zarządzanych, które od lat dystrybuowane są przez rozmaite instytucje, z bankami na czele. Wyjaśniałem kwestie opłat w tekście o różnicach pomiędzy pasywnym a aktywnym zarządzaniem w funduszach (link), ale przypomnę, że w Polsce mamy jedne z najwyższych opłat w Europie. Różnica pomiędzy pasywnymi konkurentami jest duża i wydaje się, że ETF-y nabiorą popularności chociażby z tej przyczyny. Poza tym konkurencja na rynku jest zawsze dobra dla klientów, bo może skończyć się też obniżką cen produktów na rynku.

fundusze pasywne aktywne

Zapomnij o szukaniu spółek

Warto jednak pamiętać, że inwestowanie pasywne w oparciu o ETF-y z marszu eliminuje wszystkie piękne historie o giełdowych tysiącach procent zysków na dobrze wyselekcjonowanych spółkach. Nie trafisz na żadną, bo nawet nie będziesz szukać jako pasywny inwestor. To jest „coś za coś” – indeksowe fundusze oddają wieloletnie wzrosty indeksów, ale nie ma znaczenia, czy w środku będą spółki, które urosły kilkaset procent – dla inwestora całkowicie pasywnego liczy się tylko wynik indeksu. Fundusze też nie wybiorą za nas najlepszych firm, wezmą je wszystkie, zgodnie z pasywną zasadą.

„Nie szukaj igły w stogu siana. Po prostu kup cały stóg!” – tak mawiał wspomniany już John Bogle.

Piszę to nieco z przekąsem, bo sam prowadzę swoje portfele i wybieram spółki do nich, ale jestem w pełni świadomy, że idą za tym ogromne ryzyka i pod wieloma względami zazdroszczę inwestorom całkowicie pasywnym i dywidendowym – mają więcej spokoju niż ja 😊

Takie podejście nie wymaga od inwestora ogromnej wiedzy – wymaga jedynie systematyczności w kupowaniu jednostek ETF. To zdecydowanie będzie miało wpływ na rosnąca popularność inwestowania.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie żeby łączyć te metody i korzystać w swoich portfelach zarówno z ETF-ów, jak i kupować pojedyncze spółki, które uznamy za wartościowe. Sam oprócz portfela akcji buduję systematycznie pozycje pasywne, z myślą o bardzo długim terminie – tyle tylko, że ta pozycja jest nie do ruszenia, jedyne co robię, to systematycznie ją powiększam, zwiększając ekspozycje na dużą pulę spółek w indeksach.

Inwestowanie pasywne, skupiające się na dużych indeksach jest zalecane dla początkujących i tych, którzy mają mniej czasu na naukę. Jednak później, gdy inwestor ma potrzebę poszerzać swoje portfolio o akcje pojedynczych spółek, ma na to czas i chęci na naukę, nic nie stoi na przeszkodzie, by do portfela dołączyły też akcje.Ba, Warren Buffett ma w swoim portfelu ETF na SP500, a przecież jest najbardziej znanym na świecie inwestorem akcyjnym!

Polska dopiero na starcie rewolucji

Polski rynek kapitałowy jest bardzo młody (wiekowo młodszy ode mnie!). To sprawia, że niejedna rewolucja dociera do nas później – i nie mówię jedynie o tych pozytywnych trendach. Mieliśmy boom na rynek forex, mieliśmy próbę budowy akcjonariatu obywatelskiego, mieliśmy też głośne upadki spółek, które niczym nie odbiegały od katastrof giełdowych z zachodnich rynków. Mamy też swoją popisową branżę producentów gier, której przedstawiciele są już znanymi zna świecie markami.

Jednak w kontekście dostępnych ETF-ów mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia i ten element rewolucji ewidentnie przespaliśmy.

Podczas gdy Amerykanie czy Europa Zachodnia ma tysiące ETF-ów do wyboru, a sceptycy zastanawiają się już czy nie mamy do czynienia z rodzajem bańki inwestycyjnej, na GPW notowanych jest zaledwie 7 funduszy ETF, z czego 3 są oparte o WIG20. Żeby tego było mało, płynność tych ETF-ów też jest jeszcze relatywnie niewielka, a polski inwestor nie może nawet pasywnie inwestować w szeroki polski rynek (może jedynie WIG20+mWIG40), nie mówiąc o wielu indeksach światowych. Obok starszej oferty Lyxora (która ma już 10 lat), próbę zagospodarowania polskiego rynku pod kątem ETF usilnie podejmuje Beta Securities.

Rynek nie lubi próżni. Jestem przekonany, że rośnie dosyć szybko liczba inwestorów, którzy korzystają z domów maklerskich i usług firm z dostępem do rynków zagranicznych, już ETF-y w portfelu posiadają lub budują całe portfele, takie jak pokazywałem w recenzji robodoradcy. Być może GPW nadgoni i pojawią się nowe firmy oferujące fundusze ETF – aktualnie jest wyraźnie miejsce na nowe usługi dla polskich inwestorów indywidualnych.
Większe zaangażowanie funduszy ETF na polskim rynku miałoby jeden bardzo istotny pozytywny wpływ dla wszystkich inwestorów, bo ETF-y zwiększają płynność na rynku. Fundusze replikujące indeks muszą regularnie nabywać akcje i optymalizować je, więc naturalnie wraz z rosnącą popularnością ETF-ów rośnie płynność na całym rynku.

Pasywne inwestowanie stało się dla wielu inwestorów na świecie „jedynym słusznym podejściem” – jest relatywnie łatwe, a systematyczność i skrupulatność jest tu ważniejsza niż umiejętności inwestycyjne. Z tego punktu widzenia, trudno się dziwić, że to popularna metoda budowania kapitału. Jednak gdy spojrzymy o kilkadziesiąt lat wstecz, zauważymy, że pasywne inwestowanie z wykorzystaniem ETF-ów wprowadziło solidne trzęsienie ziemi na skostniały rynek kapitałowy, a docelowo może stać się gwoździem do trudny sektora klasycznych funduszy inwestycyjnych. Ta historia dopiero się pisze i będziemy jej świadkami jako inwestorzy.

Dowiedz się więcej i przeczytaj pozostałe teksty o pasywnym inwestowaniu:

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.