Inwestowanie pasywne skuteczniejsze niż aktywnie zarządzane fundusze?

inwestowanie pasywne aktywne

Inwestowanie pasywne jest dla wielu polskich klientów nowością, ponieważ przez wiele lat dominowały na rynku fundusze aktywnie zarządzane. Co przyniesie ta zmiana? Czy Polacy zakochają się w inwestowaniu pasywnym jak zachodni inwestorzy?

Chociaż sam jestem aktywnym inwestorem, to nie mam wątpliwości, że takie podejście jest dla większości ludzi nie do zrobienia. Trzeba mieć na to dużo czasu, angażować się w naukę, śledzić masę wskaźników, raportów i samych spółek bezpośrednio. Samodzielne budowanie portfela to zajęcie dla ludzi, którzy to naprawdę lubią i mają na to czas.

Właśnie dlatego dużo częściej sięgamy po fundusze inwestycyjne, chociaż i tutaj istnieje poważna różnica – jedne walczą z rynkiem o jak najlepszy wynik i każą sobie za to sporo płacić, a drugie podążają za szerokim rynkiem, ale za to w bardzo niskich cenach. W tym tekście skupimy się na inwestowaniu pasywnym, które moim zdaniem będzie z roku na rok wypierać aktywnie zarządzane fundusze.

Partnerem publikacji jest Finax, platforma do pasywnego inwestowania, którą testowałem w marcu. Tutaj możesz przeczytać pełną recenzję usługi robo-doradcy, która pomaga dobrać strategię pasywnego inwestowania.

Co to jest inwestowanie pasywne?

W dużym uproszczeniu inwestowanie pasywne to takie skonstruowanie portfela, żeby jak najlepiej odzwierciedlał zachowanie konkretnych indeksów giełdowych lub szeroko rozumianego rynku. Odzwierciedla on tzw. benchmark. Dla przykładu może być to WIG20 albo inny indeks. Nie wnikamy jako inwestorzy pasywni kiedy jest tanio a kiedy drogo, nie skupiamy się próbie oceny wartości poszczególnych składników. Zakładamy, że zakupy trzeba uśredniać i regularnie powiększać kapitał, a rynki w dużym terminie dążą do wzrostów. Poniżej pierwszy z brzegu przykład, syntetyczny ETF na SP500, jedyny dostępny na GPW odzwierciedlający ten indeks.

inwestowanie pasywne sp500

Takie podejście robi się coraz popularniejsze na całym świecie, ponieważ rynki kapitałowe (szczególnie dojrzałe, zachodnie) rosną nieprzerwanie od wielu lat. W Stanach Zjednoczonych fundusze pasywne stanowią już jedną trzecią rynku produktów inwestycyjnych. Trudno się temu dziwić, bo kupowanie miesiąc w miesiąc taniego funduszu ETF jest dużo łatwiejsze od wybierania samodzielnie akcji. Dodatkowo, coraz częściej ETF kupują za nas pośrednicy – spółki technologiczne z narzędziami do budowania pasywnych strategii. Dzięki takim rozwiązaniom, nie musimy samodzielnie kupować funduszy ETF przez konto maklerskie. W ogóle nie musimy takiego posiadać, wszystkie zakupy robi za nas zewnętrzne narzędzie. Trzeba przyznać, że rozwój fintechów sprawia, że inwestowanie pasywne robi się coraz łatwiejsze.

Dla kogo jest inwestowanie pasywne?

Inwestowanie pasywne jest moim zdaniem dla każdego, kto chce czerpać korzyści z rynków kapitałowych w długim terminie, akceptując ryzyko (każde inwestowanie niesie za sobą ryzyko), i decydując się na długoterminowe i regularne przeznaczenie nadwyżek na budowanie kapitału.

Pewnie to samo powiedziałby teraz sprzedawca funduszy aktywnie zarządzających, ale wydaje mi się, że jest tu istotna różnica, którą trzeba zaznaczyć:

Inwestowanie pasywne jest tanie, ale zarabiamy tyle, ile przyniesie nam rynek, który śledzimy i próbujemy odwzorować. Nikt nie próbuje zarobić więcej niż dany rynek, fundusze mają naśladować dany instrument lub instrumenty.

Inwestowanie aktywnie zarządzane to dużo wyższe opłaty, ale w zamian spodziewamy się wyższych wyników niż rynkowy benchmark, np. szeroki indeks. Tutaj zdajemy się na analityków, ekonomistów i zarządzających na pokładzie funduszu, którzy próbują swoim aktywnym zarządzaniem osiągnąć jak najlepszy wynik.

Przykładowo, inwestowanie pasywne to ETF na indeks SP500, a aktywne to fundusz amerykańskich spółek, którego zadaniem jest osiągnięcie lepszego wyniku niż wspomniany indeks.

Teoretycznie jedne i drugie fundusze są dla ludzi, którzy nie mają czasu i chęci na aktywne inwestowanie i samodzielne budowanie portfela. Tyle tylko, że jedne dominowały w Polsce przez długie lata, bo do tych pierwszych był bardzo utrudniony dostęp. Teraz znacząco się to zmienia.

Inwestowanie pasywne na świecie i w Polsce

Wspomniałem, że inwestowanie pasywne cieszy się na świecie dużą popularnością. Oczywiście USA to jak zawsze dominujący rynek, co świetnie pokazuje poniższy wykres. Od 1990 roku wartość środków zgromadzonych w ETF i funduszach indeksowych rośnie z roku na rok, osiągając imponujące wyniki. Poniżej dane publikowane przez Finacial Times:

Chociaż historia inwestowania pasywnego sięga na świecie dobrych kilkadziesiąt lat, w Polsce zaczęto o nich mówić dopiero w ostatnich latach. Nawet gdy pojawiał się w Polsce produkt o konstrukcji spełniającej strategię pasywnego podążania za benchmarkiem, to i tak z reguły nie był to tani instrument, a jego dystrybucja była klasyczna – sprzedawało się go w banku lub poprzez doradców finansowych.

Dopiero ostatnie lata sprawiły, że w Polsce można mówić na poważnie o pasywnym inwestowaniu. Pojawiły się pierwsze polskie fundusze ETF notowane na giełdzie: Beta Securities wypuścił na rynek 3 fundusze i pracuje już nad kolejnymi. Swoją ofertę pasywnego inwestowania pokazało PZU, a na rynek zaczęły wchodzić dynamiczne fintechy takie jak Finax. Tym sposobem polski inwestor dostał w końcu instrumenty, które Amerykanie znają od lat.

Strategia małej łyżeczki

Dlaczego pasywne inwestowanie tak bardzo spodobało się za oceanem? Moim zdaniem głównym atutem jest tu absolutna prostota strategii. Inwestor aktywny czeka na moment, gdy instrumenty, które go interesują są odpowiednio tanie żeby je kupić lub gdy dochodzą do takich wycen, że warto zysk realizować. To tylko brzmi łatwo, ale tak naprawdę wymaga pogłębionych analiz przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji i liczenia się z konsekwencjami, że wykonaliśmy ruch za wcześnie lub za późno. Tymczasem inwestor pasywny kupuje regularnie. Parafrazując stare powiedzenie o listonoszach, „czy deszcz czy śnieg…” – niezależnie od warunków rynkowych, pasywny inwestor dokłada do portfela zgodnie z przyjętą przez siebie strategią. Nawiązując do tytułu akapitu, małą łyżeczką inwestor może się najeść :)

Takie podejście zakłada uśredniane ceny zakupów, ponieważ transakcji dokonujemy zarówno w czasie hossy, jak i bessy. To sensowne założenie dla ludzi, którzy nie interesują się rynkami finansowymi. Dzięki uśrednionej cenie ich portfele wyglądają dosyć imponująco, szczególnie gdy spojrzymy na rosnące od lat zachodnie rynki.

Przyznam szczerze, że najlepsze efekty uzyskują moim zdaniem inwestorzy pasywni, którzy jednak interesują się tym co robią i mają wiedzę na temat rynków finansowych. Są dzięki temu w stanie wykonać bajecznie prostą rzecz – zwiększyć nieco skalę zakupów w czasie, gdy rynki mają słabszy moment. Tyle tylko, że trzeba do tego wiedzy i diabelnej konsekwencji, żeby nie odbiec od własnej strategii i nie ulec emocjom.

Poza tym jak pokazują badania z raportu „Are Passive Funds Really Superior Investments? An Investor Perspective”, wystarczy dosłownie kilka ETF, aby zastąpić prawie wszystkie aktywne strategie. Jeden ETF potrafi inwestować pośrednio nawet w kilka tysięcy akcji, co sprawia, że pasywne inwestowanie może szeroko odzwierciedlać rynek dla inwestorów, którzy nawet nie wiedzą jak bardzo jest on szeroki 😉

Cena, ryzyko i horyzont

Moim zdaniem inwestowanie pasywne ma sens pod kilkoma warunkami.

Po pierwsze, musi być tanie. Cała sztuka kupowania pojedynczych ETF lub budowania z nich portfeli musi opierać się o niskie ceny. Bardzo często nie widzimy dużej różnicy pomiędzy 1% a 2%, bo cały czas skupiamy się na potencjalnych wynikach. Tyle tylko, że w długim terminie (powyżej 10 lat) zmiana w opłatach jest ogromna, gdy spojrzymy na efekt procentu składanego. Ten 1% różnicy przy małych kwotach wydaje się nieznaczny, ale przy uzbieranym przez kilkanaście lat kapitale robi gigantyczną różnicę.

Po drugie, inwestor musi akceptować ryzyko i kontynuować swoją strategię. Jeśli każde wahania na rynkach będą odbierane emocjonalnie, to cała strategia będzie szybko okaże się bezcelowa. Inwestowanie pasywne ma sens tylko wtedy, gdy jest konsekwentnie realizowane. Jeśli emocje wezmą górę i zacznie się naginanie własnej strategii, cała koncepcja przestanie być opłacalna.

Po trzecie, strategia powinna być dopasowana do naszych potrzeb. Powtarzam to od lat, ale każdy inwestor ma nieco inne potrzeby. Dla kogoś istotna jest ochrona kapitału, kto inny może mieć strategię dużo bardziej ryzykowną. I o to chodzi – o strategię dopasowaną do nas samych. Wspominałem o tym w recenzji robo-doradcy, w którym można sprawdzić jaką strategię dobierze narzędzie po wpisaniu odpowiedzi na pytania dotyczące naszych preferencji. Każda strategia pasywnego inwestowania powinna zawierać element dopasowania strategii do nas samych.

Przeczytaj co o zasadach inwestowania piszą na blogu Finax

Na co uważać?

Gdyby to wszystko było tak bajecznie proste, bylibyśmy wszyscy bardzo bogaci. Oczywiście inwestowanie pasywne również wymaga od nas sprawdzenia kilku elementów i trzymania się naszej strategii przez długie lata, żeby odnieść finansowy sukces. Ja polecam zwracać uwagę na kilka rzeczy:

  • Strategia dopasowana do inwestora – nie chodzi o to, aby kupować to co jest aktualnie modne, ale to, co jest dobre dla naszego profilu ryzyka i możliwości finansowych. Zanim weźmiemy się za inwestowanie pasywne, powinniśmy zastanowić się jaka strategia ma dla nas najlepsze zastosowanie,
  • Realne możliwości inwestycyjne – jeśli wpłata ma być regularna, to musimy najpierw obliczyć ile realnie środków możemy przeznaczać na comiesięczne wpłaty. Dobrze to policzyć zgodnie ze swoim budżetem domowym, a nie rzucać dowolne kwoty, tylko regularne wpłaty zapewniają sens danej strategii,
  • Ryzyko walutowe – trzeba się z nim liczyć, gdy inwestujemy globalnie, a nasze fundusze są np. w dolarze bądź walucie europejskiej. Oczywiście można też patrzeć na to w drugą stronę i pozycja w obcej walucie będzie dywersyfikacją walutową. Ważne, żeby być tego świadomym i akceptować ryzyko,
  • Konstrukcja funduszy – fundusz funduszowi nierówny, co pokazują chociażby ETF dostępne na polskiej giełdzie. Są wśród nich chociażby tzw. ETF syntetyczne, czyli odwzorowujące ruch benchmarku, ale zawierające zupełnie inne instrumenty. Tym samym możemy kupować ETF na WIG20, a ten ETF ma w środku niemieckie akcje. Lepiej wiedzieć w co się inwestuje,
  • Tolerancja ryzyka – nie da się inwestować bez ryzyka, wtedy zostaje tylko oszczędzanie w formie obligacji czy lokat. Trwająca ponad 10 lat hossa nie jest gwarantem kolejnych 10 lat wzrostu. Każdy inwestor musi liczyć się z potencjalną bessą czy też dynamicznymi korektami. Dla inwestora pasywnego to teoretycznie łatwiejsze do zniesienia, ale w praktyce i tak sprowadza się do opanowania własnych emocji.

Jeśli wszystkie powyższe punkty układają się w całość, a brakuje czasu i chęci do aktywnego inwestowania, wtedy inwestowanie pasywne faktycznie ma sens. Trudno się dziwić, że zapracowani Amerykanie skupiają się od lat na wykonywaniu swojej pracy, a pieniądze powierzają w rozmaite strategie opierające się właśnie o inwestowanie pasywne.

Dlaczego Warren Buffett poleca inwestowanie pasywne?

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o wyroczni z Omaha. Warren Buffett, o którym napisałem książkę, jako najwybitniejszy inwestor giełdowy, poleca ludziom właśnie inwestowanie pasywne. Wychodzi on z założenia, że większość ludzi nie będzie nigdy aktywnymi inwestorami, ale może czerpać korzyści z rozwoju gospodarki USA.
W liście do akcjonariuszy z 2014 roku pisał:

„Celem nieprofesjonalnych inwestorów nie powinno być wybieranie zwycięzców, ani oni ani potencjalni pomocnicy nie potrafią tego robić, lecz posiadanie udziałów w zróżnicowanej grupie firm, które jako całość poradzą sobie dobrze. Niskokosztowy fundusz indeksowy S&P 500 wywiąże się z tego zadania.”

Oczywiście dla Warrena Buffeta jedyny rynek w zasięgu to rynek amerykański. Z polskiego punktu widzenia świat wygląda nieco inaczej i nie musi ograniczać się jedynie do rodzimego rynku lub tylko amerykańskich giełd. Niemniej jednak koncepcja pasuje Buffettowi, bo wymaga konsekwencji, opiera się na niskich kosztach i magii procentu składanego.

W długim terminie wygrają ETF

Nie pierwszy raz powtórzę, że moim zdaniem polskie fundusze będą mieć poważny problem w długim terminie z rywalizacją z ofertami pasywnego inwestowania. Pasywne inwestowanie będzie zyskiwało na popularności, a aktywne fundusze zmieniają się głównie wtedy, gdy odgórne regulacje wymuszają na nich zmniejszenie opłat. Takie podejście dawało duże zyski przez lata, ale rozwój technologii i dostęp do globalnych rynków będzie stawiał w lepszej pozycji tanie ETF.

Według raportu Komisji europejskiej z 2018 roku, koszty inwestowania w fundusze w Polsce sięgają 4,03% rocznie, w Unii Europejskiej ponad dwa razy mniej, a w Wielkiej Brytanii ponad cztery razy mniej. Jeszcze 2 lata temu mieliśmy najdroższe fundusze w Europie. Już sama cena stawia pasywne inwestowanie na uprzywilejowanej pozycji. Rośnie też świadomość inwestorów i dostęp do technologii, młody klient szybciej sięgnie po aplikację czy robo-doradcę niż umówi się z doradcą w banku, który chętnie sprzeda mu drogie fundusze. Na ten moment, nie widzę innego scenariusza, w szczególności, że zainteresowanie pasywnym inwestowaniem urośnie w czasie rynkowej bessy – wielu początkujących inwestorów w końcu dostanie upragnione niższe ceny na dojrzałych rynkach.

 

 

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.