Jak inwestować w zagraniczne akcje?

inwestowanie w zagraniczne akcje

Zagraniczne akcje wydają się nam odległe i drogie, więc często nie dajemy sobie szansy i ograniczamy się jedynie do polskiego parkietu. Chciałbym obalić kilka mitów, pokazać Wam ciekawe instrumenty u brokerów i możliwości, jakie dają nam zagraniczne akcje.

Inwestowanie w zagraniczne akcje wydaje się trudne. Doskonale rozumiem. Nie dość, że samo inwestowanie nie należy do najłatwiejszych zajęć, to jeszcze pojawia się kwestia obcych rynków, innego języka, innych podatków i obcej waluty… jeśli chcemy szukać wad innych rynków, to spokojnie je znajdziemy. Zróbmy sobie jednak solidne zestawienie tych wyzwań wraz z zaletami, które poniekąd widać na wykresach. Zagraniczne akcje dają zarobić w długim terminie z kilku powodów.

aktualizacja tekstu: 25 lipca 2018 (zaktualizowałem też wykresy i oferty domów maklerskich)

Moje podejście do polskich akcji nie ulega zmianom – to mój rodzimy rynek, zdecydowana większość portfela to nasza GPW. Nie oznacza to jednak, że będę udawał, że nie widzę pięknych spółek z całego świata, które dają inwestorom zarabiać od dziesięcioleci.

Ominęła nas hossa

Trzeba przyznać, że jest to z roku na rok inwestowanie w Polsce robi się coraz trudniejsze. Spółki Skarbu Państwa to dramat, który ciągnie główny indeks mocno w dół. Ryzyko polityczne drastycznie wzrosło, wcześniej rozwalono cały system OFE, który zburzył zaufanie inwestorów i obniżył płynność… nie wygląda to dobrze i trzeba dobrze szukać i ostrożnie prowadzić transakcje, żeby w miarę spokojnie pomnażać oszczędności. Być może w długim terminie okaże się, że właśnie te problemy rynku sugerowały idealne miejsce do kupowania akcji, ale to można ocenić dopiero z biegiem lat.

Nie namawiam nikogo do rezygnacji z polskiego parkietu, ale warto pomyśleć o dywersyfikacji. Pokaźne zyski uciekają nam, gdy omijamy całkowicie zagraniczne akcje! Są też spółki na tyle globalne, że aż szkoda w nie nie zainwestować – niezależnie od tego gdzie są notowane. Zobaczmy małe porównanie: nasz WIG20 vs. główny indeks z USA i sąsiednich Niemiec.

WIG20 – 5 lat

zagraniczne akcje wig20

DAX – 5 lat

zagraniczne akcje dax

SP500 – 5 lat

zagraniczne akcje sp500

Sami rozumiecie – od kryzysu finansowego nasz główny indeks nie chodzi już tak równo jak zagraniczne rynki.
Google (a właściwie Alphabet), Facebook, Tesla, Apple, Adidas, Coca-Cola, Amazon, BWM… mógłbym tak długo wymieniać. Większość z tych firm znamy wszyscy, bo to największe spółki na świecie, do których z reguły nie mamy dostępu jako inwestorzy. A możemy mieć. 3 drobne przykłady:

Google – 5 lat

zagraniczne akcje google

Netflix – 5 lat

zagraniczne akcje netflix

Apple – 5 lat

zagraniczne akcje apple

Już rozumiecie, dlaczego widzę w tym potencjał zysków? ;) USA to największy rynek na świecie, więc trudno się dziwić, że strumień pieniędzy z całego świata idzie właśnie w stronę ich giełdy.

Jak inwestować w zagraniczne akcje?

Metod jest kilka i oczywiście każda ma plusy i minusy. Wszystko zależy do tego, ile mamy czasu na edukację i inwestowanie, jaką mamy tolerancję na ryzyko, jaką kwotą dysponujemy, itp. Koniec końców, musimy wybrać produkt, który daje nam ekspozycję na zagraniczne akcje – pośrednio lub bezpośrednio. Mamy zatem:

Fundusze inwestycyjne – forma, której zdecydowanie nie lubię, chociaż mam na swoim koncie kilka eksperymentów z inwestowaniem w nie. Instrumenty oparte są z reguły o całe indeksy lub koszyk spółek, mają duże opłaty za zarządzanie i nie jest łatwo umorzyć od ręki jednostki, gdy będą jakieś poważne zawirowania na rynku.

ETF – to ciekawe rozwiązanie, bo instrumenty oddają zachowanie indeksów, sektorów lub nawet całych regionów. Wolę to od funduszy, bo zysków nie zjadają opłaty. Jednak nie pozwalają na inwestowanie w konkretne spółki.

CFD – kontrakt odwzorowujące ruchy instrumentu, który naśladuje. Ma dźwignię i opłaty za utrzymanie pozycji.

Akcje syntetyczne – nietypowe CFD, które oddają akcje 1:1, ale nie mają dźwigni i opłat swapowych (tak jak klasyczne CFD).

Akcje zagraniczne – normalne papiery wartościowe, kupowane przez konto z dostępem do danego rynku. W zależności od rynku i konta, mogą występować różne opłaty za transakcje i inaczej wygląda kwestia dywidendy w poszczególnych krajach.

Miałem przygodę z akcjami syntetycznymi (pokazywałem to m.in. na youtube, na spekulacji na Deutsche Banku). CFD służą do spekulacji, funduszy nie lubię, ETF są ok, ale i tak wolę sam wybierać zagraniczne akcje do portfela. Po wielu próbach i testowaniu różnych rachunków u brokerów, ostatecznie sam dobieram zagraniczne akcje do portfela i nie wydziwiam z innymi instrumentami.

Jak wygodnie kupować akcje zagraniczne?

Mam bardzo dużo różnych kont bankowych i maklerskich, testuję te usługi jako bloger. Nie powiem, że przetestowałem wszystko co jest na rynku, ale przetestowałem na tyle, że mogę subiektywnie pokazać tu przegląd możliwości inwestycyjnych, zaczynając od ulubionych.

X-Trade Brokers – dom maklerski zdecydował się zrezygnować z akcji syntetycznych i dać klientom dostęp do solidnej oferty normalnych akcji zagranicznych. Co w tym nadzwyczajnego? 5 pierwszych transakcji (do 30 tys. euro) w miesiącu jest bez prowizji. Jeśli nie robicie dużo transakcji, to ta oferta bije na głowę konkurencję, bo dom maklerski ma świetną platformę, wysyła PIT, ma dużo narzędzi, a przy tym brak prowizji to gigantyczne oszczędności względem polskiej konkurencji.

Robiłem w temacie tej oferty cykl: Akcje zagraniczne w 3 krokach. Zdecydowanie polecam to przeczytać i obejrzeć (są tam 2 godziny nagrań). Tutaj macie z kolei wykład o zagranicznych akcjach:
wykład

DeGiro – ten holenderski dom maklerski jest wyjątkowy z kilku różnych względów. Ma bardzo tanie akcje z przeróżnych rynków na całym świecie, ale sama konstrukcja domu maklerskiego jest nieco inna niż to, co z reguły zobaczycie na rynku. Jest tanio ze względu na to, że broker zarabia na różnych operacjach (np. pożyczaniu akcji) oraz wydaje pieniędzy na duże akcje marketingowe i narzędzia dla inwestorów. Znajdziecie tu dużo instrumentów i bardzo niskie prowizje. Z minusów, to zagraniczny broker, więc nie dostaniecie PIT i liczycie sami. Osobiście nigdy nie miałem z nimi problemu – nadaje się do budowy portfela, nie nadaje się do aktywnego tradingu. O DeGiro pisałem recenzję, tekst i całą serię tematów o globalnym inwestowaniu – od ochrony kapitału w czasie spadków, przez hossę Trumpa po ETF na złoto.

Z polskim domów maklerskich mogę wyróżnić Dom Maklerski mBank ze względu na akcje zagraniczne na IKE. Opłaty są wprawdzie wysokie, ale to chyba jedyna dostępna w Polsce opcja kupowania akcji zagranicznych bezpośrednio w III filarze emerytalnym.

Osobiście mam jeszcze konto w DM BOŚ, ale ze względu na opłaty pozostaje ono nieużywane, założyłem je hurtem kilka lat temu wraz z IKE i IKZE. Mają dobrą obsługę klienta, więc rachunek jest w gotowości.

Zagraniczne akcje a ryzyko walutowe

W przypadku inwestowania w zagraniczne akcje – właściwie mógłbym powiedzieć, że ryzyko jest takie samo jak dla spółek w Polsce, na GPW – jeśli nie chcesz poświęcić trochę czasu na edukację i pilnowanie swoich inwestycji, to dla własnego bezpieczeństwa zostań przy wzbieraniu najlepszych lokat na rynku.

Jednak dla akcji spółek zagranicznych, przede wszystkim istotne jest ryzyko walutowe. Kupując akcje w USA mamy kurs dolara, w Niemczech w euro, w Wielkiej Brytanii w funcie (szaleństwo na GBP po Brexit). Warto mieć to na uwadze, może zdarzyć się sytuacja, że zagraniczne akcje mogą rosnąć, a nasz portfel maleć przez ryzyko kursowe. Na szczęście działa to w obydwie strony, więc bez paniki.

Jeśli miałbym dodać jeszcze jakieś inne ryzyko, to moim zdaniem ważna jest kwestia dostępu do informacji. Trzeba zacząć czytać zagraniczne media, przeglądać serwisy o innych giełdach i w zasadzie przerzucić się nieco na język angielski. Dla niektórych to może być sporym wyzwaniem, ale jeśli znacie angielski to odkryjecie drugą stronę medalu – kopalnię wiedzy, blogów i serwisów zagranicznych zajmujących się inwestowaniem. USA to raj dla inwestora i wcale nie trzeba się przeprowadzać, żeby z tego skorzystać.

Dywidenda i prawa inwestora

Jako akcjonariusz, ma się np. prawo do udziału w walnym zgromadzeniu. I właściwie tyle. Takie prawo nabywacie kupując bezpośrednio akcje zagranicznych spółek. Tylko pytanie po co, skoro na takie spotkanie trzeba wybrać się za Ocean?

Chociaż faktycznie, raz na takim spotkaniu byłem, ale to nie było zwykłe walne zgromadzenie… to była impreza Warrena Buffetta, czyli największe walne zgromadzenie na świecie. Możecie o tym poczytać o w cyklu Śladami Warrena Buffetta.

Kolejna sprawa, o wiele ważniejsza, to dywidenda. Zagraniczne akcje dają ogromne możliwości inwestowania w spółki dywidendowe, które dzielą się zyskami dużo częściej i chętniej niż polskie spółki. W USA dywidendy płaci się kwartalnie bądź miesięcznie.

Podatki od inwestycji

Każdy inwestor musi rozliczyć się z zysków i strat. W polskich domach maklerskich jest łatwiej, ponieważ dostaniemy PIT-8C, który dajemy księgowej do rozliczenia lub sami to rozliczamy. Jeśli zarabiamy tylko na wzroście cen akcji, to nie będzie problemów z rozliczeniem. Sprawa komplikuje się, gdy mamy brokera zagranicznego (sami wpisujemy w PIT liczby na podstawie zestawienia od domu maklerskiego) lub mamy portfel spółek dywidendowych z różnych krajów.

Niektóre rynki mają swoje dodatkowe opłaty, np. Wielka Brytania. Inaczej płaci się podatki od spółek w UK, w USA, a jeszcze inaczej od spółki brytyjskiej notowanej w USA. Same podatki są pobierane od razu przez domy maklerskie, co jest bardzo wygodne. Dostajemy dywidendę i od razu pobierany jest automatycznie podatek lub podatki (bywa i kilka). Więcej pracy jest z rozliczeniem tego podatku, bo jeśli jest on niższy niż nasz 19%, to musimy jeszcze zapłacić podatek w Polsce, ale z odliczenie tych zapłaconych w innych krajach. Opisałem to dokładniej w tekście: Akcje zagraniczne w 3 krokach.

Scenariusz kryzysowy

To jest coś, o czym myślę od dawna. Hossa w USA jest szalona i przez ostatnie lata spółki dały zarobić inwestorom krocie. Właściwie wystarczyło kupić akcje silnych, dużych spółek z rynku amerykańskiego w 2009 roku i można na nich siedzieć do dzisiaj. Jednak każda hossa musi się kiedyś skończyć, a ta pretenduje do miana najdłuższej w historii.

Ja też wierzę, że kiedyś to się wywali i wpadniemy w bessę, ale nie zamierzam ryzykować zgadywania kiedy to się stanie. Miała się wywalić Grecja (3 razy), miał zbankrutować Deutsche Bank (czytam to od 2013 roku), włoskie banki mają problemy (od 2011 roku), bańka na startupach (od 2012 roku)… Mógłbym tak długo wymieniać. Kryzysowych scenariuszy jest dużo, ale hossa trwa nadal.

Jeśli to kiedyś pęknie i zaczniemy bessę, to dostęp do akcji zagranicznych może być bardzo potrzebny. Ostatni kryzys doskonale pokazał, że można kupić bardzo przecenione akcje w związku z paniką i dłużej poczekać na pokaźne zyski. Poza tym każdy moment jest dobry na naukę – nie trzeba od razu kupować akcji pod korek – można zacząć się uczyć i czekać na dobrą okazję. Takie podejście szczerze polecam.

Chcesz czytać dalej?

1. Koniecznie zajrzyjcie na cykl o Warrenie Buffecie. Akcje zagraniczne pojawiają się w wielu wątkach, a cykl jest cały czas rozbudowywany.
2. Cykl akcje zagraniczne w 3 krokach – w tym 4 nagrania na kanale youtube.
3. Globalne inwestowanie – kolejny cykl z różnymi tematami z globalnego rynku.

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.