Dlaczego lokaty są tak nisko oprocentowane?

dlaczego lokaty sa tak nisko oprocentowane

Gdy logujecie się dzisiaj do banków i widzicie oferty depozytów, to pewnie jedna myśl przychodzi do głowy: dlaczego lokaty są tak nisko oprocentowane?! Przecież takie oszczędzanie nie ma sensu! Niestety wyjaśnienie nie jest optymistyczne, bo sytuacja może się szybko nie zmienić.

Jeśli zastanawiacie się dlaczego lokaty są tak nisko oprocentowane, ale nie chcecie przeczytać odpowiedzi naszpikowanej ekonomicznymi wskaźnikami i trudnymi słowami z dziedziny finansów, to dobrze trafiliście – u mnie temat finansów osobistych jest zawsze tłumaczony bardzo prostym i zrozumiałym językiem. Wszyscy oszczędzający mają ten sam problem w kontekście lokat i obligacji. Warto jednak wysilić się nieco, bo niezależnie od sytuacji, powinniśmy próbować znaleźć najlepsze rozwiązanie dla naszych oszczędności.

Niskie stopy procentowe

Jeśli mamy szukać winowajcy dlaczego lokaty są tak nisko oprocentowane, to pierwszym winnym będą niskie stopy procentowe. Pisałem o prawie zerowych stopach procentowych, bo trudno uznać 0.1% za sensowną wartość. Stopy procentowe określają koszt pieniądza na rynku międzybankowym, a ten jest rekordowo tani. Zdecydowała o tym Rada Polityki Pieniężnej i w czasie ostatnich miesięcy walki z pandemią obniżyła trzykrotnie stopy procentowe. Warto dodać, że pierwsze dwie obniżki były raczej spodziewane – to naturalna metoda pobudzania gospodarki i robi tak cały świat. Jednak ostatnia obniżka była sporym zaskoczeniem dla wszystkich – szczególnie dla sektora bankowego, który nie zarobi setek milionów złotych w nadchodzącym roku.

Duża płynność banków

Banki nie mają większych problemów z pozyskaniem depozytów, dlatego nie interesuje ich wyścig o klienta. Szczególnie dobrze widać to na przykładach największych instytucji, gdzie lokaty były oprocentowane bardzo nisko jeszcze pół roku temu, gdy stopy procentowe były wyżej. Nikt nie może zmusić banków do tego, by proponowały swoim klientom wyżej oprocentowane depozyty – to ich niezależna biznesowa decyzja. W związku z tym drugim winowajcą będą oczywiście same banki, które podejmują racjonalną, biznesową decyzję i nie chcą płacić za lokaty. Poza tym pamiętajcie, że przy takich stopach procentowych, banki mogą pożyczać pieniądze po rekordowo niskich cenach na rynku międzybankowym i nie mają ciśnienia na pozyskiwanie depozytów od klientów indywidualnych.

W niektórych bankach znajdziemy symboliczne 0.1% na lokacie. PKO Bank Polski poszedł o krok dalej i przestał oferować depozyty firmom. Po prostu ich nie ma – można trzymać gotówkę na firmowych rachunkach. Klientów może to nieco zdziwić, ale banki, których zyski będą dużo niższe w tym roku, szukają w ten sposób oszczędności. Z kolei im większy bank, tym większy efekt skali przy takiej decyzji.

Gdy w 2008 roku polski sektor bankowy dostał rykoszetem po światowym kryzysie finansowym, płynność była gigantycznym problemem. Banki musiały się niezwykle wysilić by pozyskać kapitał, co doprowadziło do zaciekłej rywalizacji na oprocentowanie lokat. Wielu czytelników może nie pamiętać, ale ten sam PKO Bank Polski oferował w tym czasie 10.5% na 18 miesięcy! Tym samym naraził się UOKiK-owi i dostał sporą karę za wprowadzanie klientów w błąd. Nie zmienia to jednak faktu, że wyścig o depozyty klienta 12 lat temu wyglądał niesamowicie: były lokaty na 6, 7, 8 czy 9% w skali roku!

Tym razem problem płynności nie istnieje – banki mają gotówki aż za dużo, ale ich główne obawy to zdolność i wiarygodność kredytowa ich klientów i kondycja finansowa tych, którzy aktualnie kredyty spłacają.

Nie ma procentów bez ryzyka

Aktualnie jesteśmy w momencie, w którym pokonanie inflacji całkowicie bez ryzyka wydaje się być niemożliwe. Obligacje, które płacą stałą stawkę plus inflację mogą być nieco mylące, ponieważ nieustannie podążają za ubiegłoroczną inflacją – nie rekompensują inflacji, którą mamy teraz. To opóźnienie plus podatek od zysków kapitałowych sprawiają, że obligacje skarbowe nie są sensowną pomocą dla oszczędzających.

W podobnej sytuacji zostawiają nas banki i oferowane przez nie lokaty, bo nawet jeśli jakiś mniejszy bank zaoferuje nieco lepszy depozyt, to i tak po odjęciu 19% podatku od zysków kapitałowych, przebicie inflacji jest niemal niewykonalne.

Tak właśnie działa stopniowe przesuwanie środków stronę inwestycji – widzimy teraz na sobie sytuację, w której przez lata znajdowały się kraje zachodniej Europy czy USA. Stojąc przed dylematem gdzie ulokować nasze oszczędności, jest spora szansa, że skierujemy je w stronę funduszy inwestycyjnych, pasywnych lub bezpośrednio na giełdę w formie akcji. I tak właśnie rodzi się niejedna hossa.

W tej sytuacji najtrudniej jest tym, którzy autentycznie nie chcą ponosić ryzyka inwestycyjnego i nie zamierzają przesuwać środków w fundusze, giełdę bądź lokować w nieruchomości. I te osoby niestety muszą przeczekać najbliższe miesiące (nikt nie wie ile to potrwa) i liczyć na nieco wyższe stopy procentowe przy jednoczesnym spadku inflacji.

Gdy lokaty są nisko oprocentowane… szukaj promocji

Sensownym wyjściem z sytuacji jest rozglądanie się za ofertami promocyjnymi – co jakiś czas banki mają oferty dla nowych klientów czy to za otwarcie konta, czy to w ramach promocyjnej lokaty. Niestety są to prawie zawsze 3-miesięczne depozyty, więc oprocentowanie wyrażone w skali roku. Najsensowniejszych rozwiązaniem, chociaż wymagającym nieco pracy, jest przerzucanie środków pomiędzy najlepiej oprocentowanymi lokatami.

Na moim blogu podpięte są narzędzia, do których warto regularnie zaglądać. Pojawiają się tu różne promocje dotyczące kont bankowych, oszczędnościowych lub lokat. Znajdziecie je tutaj:

Uwaga na niebezpieczne inwestycje!

Podczas gdy wielu konsumentów zastanawia się dlaczego lokaty są tak nisko oprocentowane, niejeden internetowy oszust już myśli jak to wykorzystać, budując jakąś piramidę finansową lub internetowe oszustwo, na które ludzie będą się łatwo nabierać. Działa tu pewien bardzo niebezpieczny mechanizm:

Im niższe jest oprocentowanie na lokatach w bankach, tym niższy potencjalny zysk wydaje się konsumentom kuszący.

Zastanówmy się nad tym – gdy średnie oprocentowanie lokat na rynku wynosi 5%, rozmaite „okazje” w Internecie będą na poziomie 10% lub więcej. Zysk dwukrotnie wyższy niż na lokacie wydaje się kuszący i przy niskiej wiedzy finansowej i braku sprawdzania rzetelności instytucji, tak właśnie wpada się w pułapki. A co, gdy lokaty są tak nisko oprocentowane, że największe banki dosłownie odcinają klientom dostęp do depozytów? Może się okazać, że w najbliższych miesiącach potencjalni oszuści będą łapać swoje ofiary już na 5% w skali roku.

To czas, w którym tym bardziej powinniśmy uważać na każdą firmę, która oferuje nam produkty inwestycyjne (przypominam, że „lokaty” może oferować jedynie bank). Każdą firmę powinniśmy sprawdzać pod kątem rzetelności, podpisywanych umów, bezpieczeństwa, gwarancji ochrony środków, ryzyka inwestycyjnego itp.. Do tego oczywiście sprawdzenie czy nie znajduje się ona na liście ostrzeżeń KNF.

Mam nadzieję, że się mylę, ale moim zdaniem środowisko niskich stóp procentowych będzie po prostu sprzyjać oszustom, bo „próg wejścia” będzie dla nich bardzo niski, a klienci będą za wszelką cenę szukać jakiegokolwiek sensownego oprocentowania powyżej inflacji.

Oszczędzanie a inwestowanie

Zacząłem od niebezpiecznych inwestycji, które docelowo mogą się okazać oszustwami, ale wcale nie trzeba trafić na piramidę finansową żeby stracić pieniądze. Można je również stracić inwestując w coś o bardzo wysokim ryzyku, co jest niekiedy nierzetelnie sprzedawane – mowa oczywiście o obligacjach korporacyjnych. I tu warto odróżnić czym jest oszczędzanie a czym inwestowanie – w przypadku tego pierwszego mówimy o gwarancji ochrony kapitału i walce z inflacją, a w przypadku tego drugiego wchodzi już w grę ryzyko inwestycyjne.

Obligacje korporacyjne to instrument, dzięki któremu firmy mogą pozyskiwać kapitał. Emitują swoje papiery dłużne, obiecując inwestorom konkretne zyski w zamian na kapitał. W ten sposób możemy jako inwestorzy zarobić 2-4% w skali roku w przypadku dużych spółek, ale i nawet 8-10% proc. w skali roku w przypadku mniejszych i bardziej ryzykownych spółek. I tutaj jest właśnie największe niebezpieczeństwo – ryzykujemy cały włożony w obligacje kapitał w zamian za tych kilka procent obiecanych zysków. Jeśli wyemitowane obligacje nie mają odpowiednich zabezpieczeń, może się okazać, że odzyskanie środków w razie upadłości firmy będzie graniczyło z cudem.

W ostatnich latach mieliśmy już sytuacje firm, które wydawały się solidne, ich obligacje były sprzedawane przez banki (duża w tym rola nierzetelnych sprzedawców mówiących o „zyskach pewnych jak na lokacie”), a te stawały się całkowicie niewypłacalne – przed głośną aferą GetBack był przecież deweloper Gant. Warto pamiętać o takich historiach, gdy ktoś mówi nam o relatywnie bezpiecznych obligacjach korporacyjnych.

Czy to stan przejściowy?

Niestety nie mam dobrej wiadomości dla tych, którzy liczą na błyskawiczną zmianę sytuacji. Większość krajów na świecie na bardzo niskie stopy procentowe, a programy pomocowe w czasie pandemii kosztowały tak dużo, że potrzeba niższego płacenia za długi jest dzisiaj priorytetem. W niektórych krajach takich jak np. Japonia środowisko niskich stóp procentowych stało się normą już dawno temu. Od prawie dekady USA i strefa euro również jest nisko bądź bardzo nisko. Dostęp do łatwego kredytu stał się uzależnieniem wielu rynków i trudno mówić o powrocie do starych zasad ekonomii.

Może się okazać, że aktualna sytuacja nie zmieni się bardzo długo, a wielu oszczędzających zdecyduje się na inwestowanie części swoich środków, żeby w jakikolwiek sposób móc walczyć z inflacją i powiększać majątek.

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.