7 rzeczy, których nauczyła mnie szkoła kaskaderów

szkoła kaskaderów intro

Tak, szkoła kaskaderów. Tego pewnie o mnie nie wiesz. Skończyłem roczną szkołę kaskaderów tylko po to, aby coś sobie udowodnić. To były lekcje zapamiętane na całe życie i chciałbym Ci o nich opowiedzieć.

Zacznijmy od wyjaśnienia, że to nie dowcip. Wprawdzie zajmowałem się dziennikarstwem finansowym, studiowałem dziennikarstwo i generalnie moje życie kręci się wokół giełdy, banków i biznesu, to jednak miałem kilka nietypowych przygód, totalnie oderwanych od reszty. Ta akurat trwała rok, kosztowała mnie masę wyrzeczeń, ale i dała ogromną satysfakcję.

Szkoła kaskaderów – geneza

W zasadzie zaczęło się od… Teleexpressu. Oglądałem go z przyjaciółmi, lecząc kaca po udanej studenckiej imprezie (tak, teleexpress jest o 17.00 i wciąż mieliśmy kaca). Byliśmy akurat w Toruniu. I wtedy zobaczyliśmy 30 sekund materiału, który zmienił nasze plany na najbliższy rok.

„Szkoła kaskaderów 13”, bo o niej mowa, to prywatna szkoła prowadzona przez Marka Sołka, jednego z najlepszych kaskaderów w Polsce. Z materiału filmowego dowiedzieliśmy się, że podczas jednego, rocznego kursu, będziemy spadać z dużych wysokości, ćwiczyć sztuki walki, szermierkę, wypadki samochodowe i inne cuda. Szkoła kaskaderów miała wszystko w jednym kursie! Nie pamiętam już czy bardziej chodziło o przygodę i frajdę, czy raczej o sprawdzenie się – czy damy radę zrobić coś tak ekstremalnego – ale zaskoczyło od razu. Kilka dni później szykowaliśmy się już do naboru do szkoły i myśleliśmy jak uzbierać kwotę na treningi (kilka tys. zł na start).

szkoła kaskaderów

Jak wyglądała szkoła kaskaderów?

Żebyście lepiej zrozumieli o czym mówimy, opiszę w skrócie o co chodziło w szkole kaskaderów, kiedy do niej uczęszczałem kilka lat temu. Być może dzisiaj działa to nieco inaczej, ale jedyne co mogę zrobić to odesłać bezpośrednio na stronę Marka Sołka.

Jeśli dobrze pamiętam – szkoła kaskaderów to 6 miesięcy treningów podstawowych, jeden kilkugodzinny trening w każdą niedzielę. Później 8 tygodni specjalizacji, czyli druga część szkoły. Tutaj była już praca ze sprzętem i pod kątem pracy w filmach, np. potrącenia samochodowe, skoki na poduszkę, rozmaite „katapulty” itp. No i każdy zjazd to pełna sobota i niedziela.

Realnie musieliśmy trenować cały czas na własną rękę, żeby być w stanie nadążyć z pracą w niedzielę. To tak jak z własną firmą – niby masz więcej czasu dla siebie, ale tak naprawdę masz go mniej ;)

szkoła kaskaderów podpalenie

Czego nauczyła mnie szkoła kaskaderów?

Przejdźmy do konkretów. Ta przygoda nauczyła mnie dużo więcej niż tylko sztuczek sportowych. Wbrew pozorom, rozwój fizyczny był tutaj na drugim planie.

1. Sami rezygnujemy

To najcenniejsza lekcja ze wszystkich. Nie chcę zostawiać jej na koniec i ryzykować, że ktoś przerwie Ci czytanie i do niej nie dotrzesz ;)

Najpierw był egzamin. Trwał może 2 godziny zegarowe. Wykonywaliśmy przeróżne ćwiczenia z kilku dziedzin, a trener nas obserwował. Na koniec wszyscy usiedliśmy na macie, a właściwie padliśmy ze zmęczenia, a trener powiedział mniej więcej coś takiego:

Przyjmuję wszystkich. Sami odejdziecie w trakcie trwania szkoły. Większość sama rezygnuje.

I miał rację. Było nas około 80 osób z kilku miast w Polsce. Do końca okresu specjalizacji wytrzymało ledwie 30. Warunek skończenia kursu był w gruncie rzeczy prosty – trzeba było systematycznie pracować, trenować i dbać o formę przez cały czas. Tylko tyle i aż tyle. Z tygodnia na tydzień treningi były coraz trudniejsze. Kto nie pracował cały tydzień, nie był w stanie nadążyć w niedzielę.

Z większości marzeń rezygnujemy sami. Jeśli na coś potrzeba kilku lat ciężkiej pracy, to nawet się tego nie podejmujemy albo wybieramy łatwiejsze rozwiązania po drodze.

2. Jednorazowa motywacja nie działa

Na pewno kojarzycie kongresy motywacyjne, które dają „energetycznego kopa” na jakiś czas, prawda? Sam brałem w tym udział także z perspektywy organizatora i musiało minąć sporo czasu żebym w wyniku obserwacji zobaczył tę zależność. One dają „kopa”. Dobry nastrój na jakiś czas, czasami nawet kilka dni. To motywacja w długim terminie daje efekty, nie jednorazowy strzał. Szkolenie może dać impuls do czegoś, ale prawdziwa praca zaczyna się później.

Trzeba mieć ogromną determinację do wykonania realizacji swojego celu. Jednorazowe skoki motywacyjne kończą się prawie zawsze wielkim zawodem. Cała sztuka realizacji dużych marzeń, to konsekwentne dążenie do celu. Podtrzymanie motywacji jest często ważniejsze niż ten jeden strzał, który marzenie zapoczątkował.

Chcieć być kaskaderem – to był początek. Później weryfikacja i cel: chcę skończyć ten kurs, ciężko pracując tydzień po tygodniu, żeby udowodnić samemu sobie, że potrafię.

3. Zbierz drużynę!

Było nas trzech. Jeden padał ze zmęczenia, dwóch niosło go z powrotem na matę. I na zmianę. Jednemu brakowało sił żeby wstać o 6 rano, to dwóch wykopywało go dosłownie z łóżka, bo zaraz trening. Jak ktoś przestawał ćwiczyć, to inni go opierniczali. I tak w kółko, aż do momentu, gdy mogliśmy we trzech świętować ukończenie kursu.

Nie musisz być samotnym wojownikiem. Serio, nawet Batman miał Robina i Alfreda. Przyjaciele są na dobre i na złe. W przypadku realizacji celu, działa to tak samo – jak jest źle, to pomogą, jak jest dobrze, to będą cieszyć się z Tobą.

Do dużych wyzwań zawsze potrzebni są przyjaciele. Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że nie ukończyłbym kursu, gdybym sam się na niego zapisał.

4. W długim terminie możesz więcej niż myślisz

Dwugodzinny egzamin, jaki zafundowano nam na początku był naprawdę wyczerpujący. A każdy kolejny, już normalny trening, trwał kilka godzin. Przyznaję, że po pierwszych tygodniach miałem mieszane uczucia. Czy to się może udać? Umieram ze zmęczenia po każdej niedzieli, a zakwasy czuję prawie do czwartku.

Inwestowanie też jest bardzo trudne – na początku. Każdy sport jest trudny – na początku. Wszystko jest trudne na początku! Pytanie czy wystarczy Ci determinacji, żeby przeskoczyć ten nieszczęsny podstawowy poziom dowolnej umiejętności!

Pamiętam jak uczyłem się biegać. Najpierw 1 minuta biegu, później 4 minuty marszu. I tak 6 razy – razem 30 min treningu, z czego przebiegłem realnie… 6 minut!

Po kilku treningach mogłem iść krok dalej i dodać minutę biegu kosztem minuty marszu. Na koniec kilkutygodniowego przygotowania przebiegłem 30 min! Rozumiesz mechanizm? Nie wkurzaj się, że dostajesz zadyszki po kilometrze. Pomyśl jak przebiec 500 metrów. A później kolejne 500 itd. W długim terminie możesz zdziałać cuda.

5. Metoda małych kroków działa

W kwestii finansów nazywam to Metodą Małych Liczb. Duży cel, rozłożony na mniejsze, może w długim terminie być łatwo zrealizowany. Na liczbach jest łatwiej, na kursie chodziło o spadanie z wysokości… mieliśmy do zrobienia 15 metrów. Na dole poduszka kaskaderska, nic więcej. Brzmi naprawdę strasznie. Wejdź na 3 piętro w bloku i wyjrzyj przez okno. We wrześniu wiedziałem, że wiosną czeka mnie taki egzamin. Bez ściemy – byłem przerażony i nie miałem pojęcia jak można się do czegoś takiego przygotować.

Pierwszym krokiem było upadanie na materac. Później wprowadziliśmy wysokość. Półtora metra ;) Było naprawdę strasznie. Żeby oswoić się w uczuciem spadania robiło się ćwiczenie: stajesz na parapecie tyłem do kolegów i… kładziesz się na plecy. Koledzy Cię złapią, ale musisz im zaufać i oswoić się z uczuciem spadania. To były te malutkie kroki.

Skok z 5 metrów był naprawdę przerażający, ale był kolejnym małym krokiem. No i bolesnym, bo zły upadek czujesz w płucach przez kilka dni. Był też basen z gąbkami (czysta przyjemność) i coraz większe wyzwania. Aż w końcu organizm zaskoczył – małe kroki zbudowały ten duży. Na drugiej części kursu skoczyłem z 15 metrów kilka razy i trener pozwolił mi skoczyć z 20 metrów. Do dzisiaj w to nie wierzę, ale było cudownie. I było to dla mnie dużo łatwiejsze niż skok z 2 metrów kilka miesięcy wcześniej. Małe kroki czynią cuda.

6. Nie oceniaj nikogo

Pamiętam jak na jeden z treningów przyjechał starszy kaskader, który od lat borykał się z poważną kontuzją. Poćwiczył z nami cały dzień. W trakcie rozmowy wyszło, że był też instruktorem kilku sportów walki. Facet miał pokaźne rozmiary – prawie 2 metry wzrostu i na oko co najmniej 120 kg. Wyglądał na takiego, który mógłby zdmuchnąć mnie z ringu jednym uderzeniem, ale zarazem na takiego, który z powodu rozmiarów ledwie zawiąże sznurówki.

Pewnie domyślacie się co teraz powiem. Facet z lekkością baletnicy spacerował na rękach, robił salto bez rozbiegu, szpagat we wszystkie możliwe strony…

Takich historii było więcej. Każdy człowiek na tym kursie miał za sobą kompletnie inną, często bardzo pokręcona historię, a jakiekolwiek ich ocenianie przed poznaniem było zawsze spudłowanym strzałem. Nas też oceniali jako studentów, którzy przyszli dla żartu i zaraz odpadną. A jednak ;)

7. Masz prawo zmienić zdanie

Myśleliśmy, że przygoda z kaskaderką będzie początkiem czegoś większego – może dorywcza praca, może jakaś przygoda na planie filmowym. Dopiero przez rok szkolenia zaczynaliśmy rozumieć jaki jest faktycznie ten zawód. I okazało się, że nie chcemy w ten sposób pracować. Szkoła kaskaderów została jedynie przygodą, która wpłynęła na wiele aspektów życia, ale tak naprawdę nikt z nas nigdy nie wykonał później kaskaderskiego numeru. I jest ok!

Wróć… spadłem ze schodów przy salonie Ferrari na Nowym Świecie! Kręciliśmy wtedy krótkie filmy o finansach i sam zaproponowałem, że nie trzeba kaskadera, bo ja umiem spierniczyć się z kilku schodów ;)

W jednym z filmów na kanale Doradca.tv wspominałem, że całe dzieciństwo marzyłem o pisaniu. Chciałem przyjechać do Warszawy i zostać dziennikarzem, a na emeryturze spokojnie przejść do pisania książek. Okazało się, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż moje wyobrażenie o świecie. Trzy lata temu rzuciłem stałą pracę w mediach i założyłem swoje własne medium – tego bloga wraz z kanałem na YouTube.

Z pisaniem książek nie czekałem do emerytury. Jestem już współautorem jednej książki o inwestowaniu i już pracuję nad samodzielną książką. O emeryturze nie myślę, bo raczej chciałbym pracować do swoich ostatnich dni, a emerytura to tylko umowna nazwa momentu, w którym proponują Ci świadczenia, na które niby płacisz składki całe życie. I też jest ok ;)

szkoła kaskaderów skoki

Ty też możesz być „kaskaderem”

Najpierw myślałem, że szkoła kaskaderów jest niedostępna dla zwykłego śmiertelnika. No i jest droga, trudna i nie mam szans się dostać. No i sprawdziłem. Jest, kosztowała kilka tysięcy złotych i można się tam dostać. Wystarczyło sprawdzić.

Wielu ludzi popełnia ten błąd każdego dnia. Myśli o czymś, ale nawet nie wie czy to jest dostępne lub ile kosztuje, nie mówiąc nawet o próbie zrobienia czegoś w kierunku spełnienia marzenia.

Mam jedną radę, którą przekazuję wszystkim od lat przy każdej możliwej okazji (niektórzy już chyba mają dość):

Konkretyzuj marzenia. W ten sposób sprawisz, że będą realne i zamienią się w cele.

Marzysz o podróży dookoła świata? Zaplanuj ją i policz ile zajmie czasu i ile będzie kosztowała. I już wiesz. Możesz policzyć ile musisz pieniędzy odłożyć, na co się przygotować, możesz policzyć nawet kiedy mniej więcej będziesz gotowy do realizacji marzenia!

Ty też możesz być „kaskaderem” ;)

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.


  • Wojtek Wiedeński

    Fajna historia i niezapomniane przeżycia pewnie. Gratulacje za wytrwałość :-)

    • Dzięki, to była niezapomniana przygoda :)

      • Andrew

        szacun :)

  • Natalia

    Rewelacyjny tekst… dał mi wiele do myślenia i mocno poprawił humor :D pozdrawiam :)

    • I o to chodziło :) mi te wspomnienia często pomagają, w szczególności gdy zaczynam coś kompletnie od zera – wychodząc z tego założenia, postanowiłem je spisać