Mój tato pokazał mi jak uczyć dzieci finansów

jak uczyć dzieci finansów

Dzień Ojca to idealny moment na ten tekst. Mój tato był moim pierwszym nauczycielem przedsiębiorczości i finansów. Nawet jeśli niektórych rzeczy uczył mnie nieświadomie, to i tak zrobił kawał dobrej roboty w mojej edukacji finansowej. 

Naszymi pierwszymi nauczycielami są rodzice. Uczą nas świadomie i aktywnie: tłumacząc nam różne rzeczy, wyjaśniając jak co działa itp. Uczą nas też nieświadomie – swoim zachowaniem każdego dnia. Tutaj objawia się spójność lub jej całkowity brak, bo można strofować dzieci za to, że bałaganią i samemu robić bałagan lub potwierdzać swoje słowa zachowaniem na co dzień. Niestety rozumie się to dopiero jako dorosły ;)

Nie każdy wie jak uczyć dzieci finansów, ale każdy uczy, dając dobry lub zły przykład.

Mój tato nauczył mnie dużo rzeczy, które przydają mi się dzisiaj. I chodzi mi bardziej o postawy, a nie jakieś konkretne sztuczki. Tymi czterema chciałbym się podzielić na blogu, bo dotyczą w dużej mierze edukacji finansowej i przedsiębiorczości.

Jak uczyć dzieci finansów i oszczędzania

Jak oszczędzać pieniądze, Metoda Małych Liczb i wszystkie teksty o oszczędzaniu, które się tu pojawiają, wynikają w dużej mierze z tego, czego nauczyłem się jeszcze jako dzieciak. Może wtedy nie wiedziałem, że trzeba mieć poduszkę finansową, ale wiedziałem, że nie można zostawać całkowicie bez kasy. Zawsze musi być jakieś zabezpieczenie na „czarną godzinę”. Dostawałem kieszonkowe, ale zawsze wiedziałem, że wydanie go do końca jest bez sensu – kieszonkowe są jak wypłata, a zarządzanie moim dziecięcym domowym budżetem to całkowicie moja sprawa.

No i oszczędzanie powinno się promować! Zawsze podaję ten przykład w dyskusjach o nieruchomościach (nie podoba mi się idea Mieszkania dla Młodych ani Rodziny na Swoim, jestem fanem premiowania oszczędzających na mieszkanie). Dokładnie na tej samej zasadzie zbierałem pieniądze na komputer, a kiedy już uzbierałem, np. połowę, to wtedy dopiero wchodziło w grę dofinansowanie zakupu. Biorąc pod uwagę ile kosztowały wtedy komputery – było to konkretne wyzwanie dla dzieciaka!

W ten sposób nauczyłem się oszczędzać na określony cel – wcześniej wybierałem komputer, robiłem research, określałem cel oszczędzania i myślałem jak regularnie na to odkładać i jeszcze dorzucać nadwyżki – im szybciej, tym lepiej.

Chociaż myślałem o tym, żeby działał WarCraft, Diablo, Age of Empires czy Heroes of Might and Magic, to w trakcie tego procesu uczyłem się regularnego odkładania pieniędzy na konkretny cel. Tylko na jeden cel nie było żadnych wątpliwości, że kasa się zawsze znajdzie – edukacja.

Całodobowy przedsiębiorca

Tego nauczyłem się dopiero prowadząc własną firmę, chociaż przebłyski przedsiębiorczego myślenia miałem już wcześniej. Jak to działa? Wszędzie jest okazja do zrobienia biznesu. Trzeba się tylko dobrze rozglądać. Ktoś potrzebuje jakiejś usługi, którą Ty masz, a w zamian ktoś pomoże Tobie. Nie trzeba być właścicielem holdingu, żeby zrobić barter. Jeśli jesteś uczniem i pomagasz komuś w matematyce, a ktoś Tobie w biologii, to właśnie masz za sobą pierwszy barter! – wymiana usług, tadam!

Mój tato zawsze potrafił tak działać. Widział okazję tam, gdzie ja się zastanawiałem o co chodzi. Tak działają przedsiębiorcy. Oczywiście też w biznesie popełnił wiele błędów, jak każdy na swoim, ale nigdy nie zrzucał winy na nikogo. Szukał kolejnych okazji. Obserwowałem to przez lata, chociaż nie zawsze wiedziałem o co tak naprawdę chodzi.

Chociaż prowadzenie firmy oznacza często zarywanie nocy, przepracowane weekendy czy nawet lata bez urlopów, to jednak taki styl życia jest uzależniający. Nawet wtedy gdy jest źle, bo przecież czasem biznes nie przynosi zysków – wręcz przeciwnie.

Ostatnio zaproponowano mi pracę w dużej firmie, którą odrzuciłem z marszu – nie chciałem nawet słyszeć ewentualnej kwoty. Po prostu żaden etat nie wchodzi w grę, bo ja już nie umiem zrobić kroku w tył.

Dzisiaj mogę zadzwonić do taty nie tylko jako do rodzica czy przyjaciela, ale też po radę jak przedsiębiorca do przedsiębiorcy. To naprawdę mega wsparcie i wiem, że ta relacja działa w obie strony.

Karteczka i długopis

Znacie to uczucie, gdy wpadacie na genialny pomysł, na kilka minut przed zaśnięciem? Albo pod prysznicem? Każdy to ma i jest już nawet sporo badań naukowych jak nasze fale w mózgu pracują w tych momentach. Jednak pytanie, co z tym robisz? Bo ja zapisuję na kartce. I już, mogę iść spać. Pomysł się nie zgubił. Robię to od kiedy pamiętam, bo dokładnie ten obraz pamiętam z dzieciństwa – karteczkę i długopis w mieszkaniu, w biurze, wszędzie!

To już styl pracy, którego się nauczyłem od taty. Próbowałem różnych aplikacji, Nozbe, Asana, Evernote, ale kartka papieru wygrywa ze wszystkim! Nawet czytając książki Briana Tracy’ego czy Metodę Getting Things Done, to i tak zawsze widziałem wyższość swojej karteczki zapisanej wieczorem z dobrym planem zadań na kolejny dzień.

To dzisiaj moja metoda pracy, planowania, a nawet prowadzenia wstępnego kosztorysu projektów – kartka i długopis.

Szacunek do książek

Książki i prasa były wszędzie od kiedy pamiętam. Półki już się uginały, więc… kładliśmy je na podłodze, na fotelach, pod stołem. Mamy do dzisiaj w domu jeden stolik, w którym już prawie nic się nie mieści. Bo co? Bo gazetki. Ale nie 3-4, tylko 40 numerów. Tu akurat mama zostawiła coś, czego jeszcze nie doczytała albo musi do tego wrócić. Serio, potrafiliśmy zrobić z mieszkania kiosk i sprzątanie tego co jakiś czas było jak rytuał.

Pamiętam, że zawsze tato przynosił do domu tygodniki i też co najmniej 2-3, żeby zestawić punkt widzenia różnych autorów. To tylko prasa, a przecież jeszcze książki! Stosy książek! Do dzisiaj stoją na półkach podręczniki z politologii, masa fachowej literatury, a do tego dziesiątki powieści, które dołożyła mama. No i tak mieszkałem, w bibliotece ;) Bo czytanie książek było naturalną potrzebą – jak spanie czy jedzenie. Dzieci patrzyły na mnie jak na dziwaka, gdy szedłem po kolejne do biblioteki. Ja patrzyłem z równie wielkim zdziwieniem na tych, którzy się ze mnie nabijali – w moich oczach dziwni są ludzie, którzy nie czytają.

Jedna sytuacja zostanie mi w pamięci do końca życia. Wyjeżdżaliśmy z parkingu. Nie wiem gdzie i po co. Pamiętam, że była śnieżna i mroźna zima. Byliśmy już w aucie i mieliśmy wyjechać, kiedy tato się zatrzymał przy śmietnikach. Zauważył, że ktoś wyrzucił stos książek. Wyszedł z auta sprawdzić jakie to książki i czy coś jeszcze da się uratować. Z wyraźnym oburzeniem powiedział co myśli o ludziach wyrzucających książki i pojechaliśmy dalej.

Powtórzę raz jeszcze: dziecko uczy się nie przez słowa, ale przez emocje i postawy.

PS. Muszę się przyznać do czegoś. Wyrzuciłem jedną książkę. Na szczęście był to ebook, więc mnie to jakoś strasznie nie boli. Była to… „sztuka minimalizmu”. Kazali mi wyrzucić zbędne rzeczy, przestać zbierać pamiątki i duperele, wyczyścić biurko. No i pozbyć się książek, które przecież już czytałem. Bez sensu. „Wyrwałem chwasta” ;)

Jak uczyć dzieci finansów? Dowiem się!

Mam nadzieję, że kiedyś też będę ojcem. Kilka lat temu tego nie kumałem, ale takie rzeczy przychodzą z wiekiem. Edukacja finansowa będzie wielkim wyzwaniem, ale zamierzam uczyć dzieci finansów głównie dając im przykład. Nie ma gorszej rzeczy niż brak spójności w tym co rodzic mówi, a w tym co robi.

Dziecko nigdy mi nie uwierzy, że jestem uporządkowany i trzeba mieć wszystko poukładane w pokoju (kiedyś pokażę na blogu swoje biurko) – nie, nie ma opcji. Ale akurat finanse to moja praca i zarazem hobby, więc jest duża szansa, że będę w stanie przekazać dzieciom sporo wiedzy nie tylko teoretycznej. Na pewno jak znajdę świetną metodę jak uczyć dzieci finansów, to podzielę się tym na blogu ;)

Czasami na kanale YouTube piszą do mnie dzieciaki z całej Polski i pytają o różne rzeczy związane z podstawami edukacji finansowej. Jak czytam czasem komentarz, że dzięki mnie ktoś zaczął oszczędzać to wręcz podskakuję z radości przed komputerem. Dzieci trzeba uczyć o finansach, bo szkoła nie jest obecnie w stanie tego robić. Dlatego trzymam kciuki za wszystkich rodziców, piszcie jeśli mogę jakoś pomóc! A wszystkim ojcom życzę dzisiaj wszystkiego najlepszego!

Wszystkiego najlepszego Tato! :)

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.


  • Jako młody stażem tata;) mocno sobie wziąłem do serca akurat ten kawałek edukacji i wychowania swojego syna. Stąd blog, który prowadzę. A edukowanie i zajmowanie się tym tematem daje mi sporo radości. I zgadzam się, że postawa, emocje, dawanie przykładu i praktyka są tutaj kluczowe.