Jim Simons – „Człowiek, który rozszyfrował rynki finansowe”

jim simons

Po dłuższej przerwie od finansowych lektur wpadła mi w ręce książka „Człowiek, który rozszyfrował ryki finansowe”. Bohaterem tej książki jest Jim Simons, matematyk, który całe życie chciał zarabiać na giełdzie dzięki algorytmom i dzięki niebywałemu uporowi, udało mu się zarobić na tym fortunę.

W pierwszych miesiącach pandemii na rynkach finałowych działo się tak dużo, że zamiast kolejnych publikacji o finansach czy giełdzie sięgałem po sagę Wiedźmina czy inne tego typu pozycję. W końcu trzeba zachować jakąś higienę umysłu i oderwać się na chwilę od giełdy. Po dłuższej przerwie sięgnąłem po historię wybitnego matematyka, którego Wall Street zna jako miliardera i właściciela funduszu hedgingowego, który generuje gigantyczne zyski dla swoich klientów. „Człowiek, który rozszyfrował ryki finansowe” to historia Jima Simonsa, do której powinni sięgnąć miłośnicy giełdy.


Kim jest Jim Simons?

82-letni bohater książki to miliarder, matematyk, twórca wybitnego funduszu hedgingowego i filantrop. Poznacie go po zamiłowaniu do palenia papierosów i… braku skarpetek niezależnie od pory roku. To postać mało znana dla polskich inwestorów, ale jego nazwisko jest bardzo ważne w historii Wall Street.

Jego fundusz Medallion (w ramach Renaissance Technologies) w latach 1988-2018 osiągał 66% średniorocznej stopy zwrotu przed opłatami, czyli 39% po opłatach. Już same opłaty są absurdalne – oprócz 5% za zarządzanie, fundusz pobiera też 44% proc. zysków swoich klientów. Jednak przy takich wynikach, nikt nie narzeka, a klienci chcą z roku na rok lokować tam jeszcze więcej środków. Sam fundusz zarabia dzięki algorytmom, wymyślanym przez programistów, matematyków i fizyków. Nie ma tam miejsca na intuicje i subiektywne podejście do rynków poszczególnych zarządzających.

Jim Simons i jego tajemnice

Cały fundusz owiany jest tajemnicą – trudno powiedzieć jak działają algorytmy, skąd biorą się tak genialne wyniki, jakie są zasady otwierania transakcji czy metodologia według której fundusz działa. Pewnie dlatego książka „Człowiek, który rozszyfrował ryki finansowe” nie potrzebowała w USA wielkiego marketingu. Każdy kto interesował się funduszem po prostu musiał ją przeczytać.

I tu przechodzimy płynnie do recenzji książki i tego co w niej znajdziecie lub nie. Moim zdaniem jest tu opisana historia spółki i jej założyciela, którą powinien znać każdy miłośnik Wall Street i świata inwestycji giełdowych.

Jeśli jednak szukamy wielkiej tajemnicy funduszu, który zarabia na algorytmach, to tak naprawdę odpowiedz na to pytanie nie dostaniemy. Wprawdzie książka pozwala nam lepiej zrozumieć czego poszukiwał przez lata Jim Simons i dlaczego było to takie trudne, ale nie daje nam wprost żadnych odpowiedzi. Przyznaję, że liczyłem na nieco więcej pod tym względem.

Zaskoczyłem się jednak sprytnym wplataniem historii ze świata Wall Street w oś czasu Jima Simonsa i jego firmy. Pojawia się Warren Buffett i jego Berkshire Hathaway, są konkurencyjne fundusze, odbijani pracownicy z IBM, Ray Dalio i Peter Lynch. Sąsiadem Jima Simona jest sam George Soros, a w drobnych wątkach znajdzie się nawet miejsce dla Jeffa Bezosa i początków Amazona. To ogromny plus książki, znając inne historie najważniejszych nazwisk Wall Strett, łatwo będzie położyć na osi czasu także historię Jima Simonsa.

Firma i jej ludzie

Po lekturze nabiera się wrażenia, że Jim Simons to genialny… rekruter i zarządzający firmą, który uparcie przechodził przez wszystkie poważne problemy i wyzwania. Gdy mówimy o nim jako o genialnym matematyku, łatwo zastosować skrót myślowy i pomyśleć, że to on sam pisał algorytmy i stworzył fundusz niemalże własnoręcznie. Tajemnica Simonsa to odpowiednie dobieranie ludzi, rekrutowanie talentów i wybitnej kadry naukowej, która usprawniała z roku na rok działanie algorytmów. W całej historii dowiesz się jak trudno było zarządzać dużymi pozycjami na poszczególnych instrumentach i jak wiele lat zajęło chociażby wejście w rynek akcji – wcześniej Jim Simons najwięcej zarabiał na rynku surowców, walut czy kontraktów, akcje stanowiły ogromne wyzwanie.

Poznając wszystkich partnerów Simonsa można się… zmęczyć. Pada tu dużo nazwisk i chociaż to są ciekawe historie, to jednak dużo faktów jest dosyć męczące, bo nie

Dla kogo jest to książka?

Nie muszę przekonywać nikogo, kto interesuje się matematyką, programowaniem, algorytmicznym tradingiem, metodami ilościowymi czy samą historią Jima Simonsa i jego funduszu. Zakładam, że wszystkie te osoby już książkę mają na półce.

Dla mnie to przede wszystkim pozycja pokazująca kolejny fragment historii Wall Street, na którym algorytmy odgrywają dzisiaj ogromną rolę. To historia uporu człowieka, który chciał rozszyfrować ruchy rynków na Wall Street dzięki nauce i algorytmom dużo wcześniej niż pozwalała na to technologia. Bez wątpienia nie były jedyny, ale jako jeden z niewielu miał wytrwałość, upór i kapitał żeby marzenie zamienić w maszynę do robienia pieniędzy. Dzisiaj zajmuje się w dużej mierze filantropią spierając naukę matematyki w USA.

Początkujący inwestor znajdzie tu ciekawą historię firmy, ale może zniechęcić go wiele nazwisk i mało konkretów. Ta książka absolutnie nie uczy jak inwestować i nie powinno się jej w taki sposób traktować.

Jim Simons dla początkujących

Moim zdaniem najłatwiejszym testem czy interesuje Cię w ogóle postać Simonsa, będzie posłuchanie lub obejrzeniu kilku wywiadów z nim. Podrzucam ciekawe materiały poniżej. Jeśli historia wkręci Cię na tyle, ze zechcesz poświęcić jej dodatkowych kilka godzin, to sięgnij po książkę. Tu bezpośrednio do strony wydawnictwa

Jim Simons na TED (polskie napisy)

I kolejny wywiad, tym razem Jim Simons już po angielsku:

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.