Na rynku liczą się wykresy i wolumen – Tomasz Rozmus [wywiad]

tomasz rozmus wolumen inwestowanie

Trading to jest nic innego jak studiowanie wykresów. Żeby je studiować, dobrze analizować, trzeba posiąść odpowiednią wiedzę (…) Są różne filozofie, różne szkoły tradingu. Ja wybrałem wolumenową i szczególnie zachęcam do pójścia w tym kierunku, bo to jest bardzo zrozumiałe, logiczne, bardzo szybko można tego kogoś nauczyć. – mówi Tomasz Rozmus, gość wywiadu na Doradca.tv.

Miałem okazję przeprowadzić dłuższy wywiad z Tomkiem Rozmusem – traderem, przedsiębiorcą i podróżnikiem, który prowadzi firmę Smart Trader University i od lat zgłębia tajniki spekulacji na rynkach finansowych.

Znam Tomka od kilku lat, sam si od niego sporo nauczyłem i chcę Wam również przybliżyć to, czego możecie się spodziewać po relacji z podróży do Tajlandii. To właśnie z jego firmą Smart Trader University wyruszam do Azji.

Byłem również z Tomkiem na tygodniowym campie u Birgera Shaefermeiera, który również znajdziecie na blogu. Kopalnia wiedzy – to oni uświadomili mi, że „granie na forex po pracy” to bardzo zły pomysł i albo podchodzi się do tego poważnie albo wcale.

Kim jest Tomasz Rozmus?

Tomasz Rozmus to przedsiębiorca, ale przede wszystkim trader w całości oddany swojej pasji – rynkom finansowym. Jest jednym z najlepszych w Polsce ekspertów metod bazujących na wolumenie, czyli starej analizie amerykańskiej szkoły Richarda Wyckoffa. Praktyczne doświadczenie zdobył pracując jako trader inwestuje ramię w ramię z Birgerem Schaefermeierem w jego biurze Tradac w Niemczech. Obecnie inwestuje i szkoli przyszłych graczy giełdowych w SmartTrader University w Krakowie gdzie prowadzi własny Trading Room.

Swoją przygodę z rynkami finansowymi zaczynał kilka lat temu, a etap podręczników i kursów bardzo szybko zamienił na podróżowanie po świecie i lekcje bezpośrednio u najlepszych inwestorów. Doświadczenie praktyczne zdobywał w Polsce, USA i w Niemczech, szkoląc się u boku m.in. dr. Alexa Eldera, Kerry’ego Lovvorna, Davida Weisa oraz przede wszystkim Birgera Schafermeiera.

Jako pierwszy w Polsce stworzył Forex Live Trading Room – gdzie od wtorku do czwartku można śledzić wszystkie jego transakcje na żywo oraz uczestniczyć w komentarzach rynkowych. Tam szkoli swoich kursantów oraz pokazuję praktyczne podejście do inwestowania. 

Czego dowiesz się w wywiadzie:

  • jak zaczęła się przygoda Tomka z inwestowaniem
  • co to jest metoda wolumenowa,
  • od kogo uczył się Tomek,
  • jak połączyć trading z podróżowaniem,
  • jak wygląda dzień z życia tradera,
  • co to jest overtrading

A na końcu znajdziesz też kilka linków do stron, które warto odwiedzić w związku z działalnością Tomka Rozmusa i metodami opisanymi w wywiadzie.

Tomasz Rozmus wolumen doradcatv

Wolumen i wykresy – pełna treść wywiadu

Tomku, ile czasu zajmujesz się rynkami finansowymi?

Miałem dwa podejścia do rynku. Pierwsze podejście miało miejsce w 2001 roku, kiedy założyłem konto akcyjne w polskim banku, handlowałem polskimi akcjami. Oczywiście ta przygoda była bardzo krótka, gdyż wtedy nie miałem jeszcze odpowiedniej wiedzy na temat inwestowania, bardzo szybko poległem na tym rynku. Drugie podejście miałem w 2008 roku, a od 2010 zabrałem się za to na poważnie. Śmiało więc mogę powiedzieć, że 6 lat już mocno na rynku jestem.

Zawsze pytam o te kluczowe daty, bo to daje obraz, od czego zaczynaliśmy. Ktoś zaczął na bańce spekulacyjnej, ktoś zaczął na bańce dotcomowej, a jak ktoś zaczął w 2008, to w ogóle ma bardzo ciekawe doświadczenia na samym początku.

Ja w ogóle zacząłem, bo chciałem zarabiać. Miałem taką wizję z w głowie, że wystarczy kupić, poczekać chwile i sprzedać, a kasa sama wpadnie. Jednak rynki szybko na początku zweryfikowały moją wiedzę i wtedy dopiero zrozumiałem, że tego naprawdę trzeba się zacząć uczyć i pojąć pewne zasady, które obowiązują na rynku, wypracować swoją technikę inwestycyjną. Dopiero wtedy możesz zacząć inwestować. Wydaje się, że początki są bardzo proste, bo to jest chyba najszybszy zawód na świecie, jaki możesz zdobyć.

Dzisiaj możemy dosłownie nawet z telefonu zacząć tradować…

Wystarczy założyć konto, wpłacić pieniądze i już możesz powiedzieć, że jesteś traderem i inwestujesz na rynkach. Jednak efekty tego widać na pewno dopiero wtedy, kiedy masz do tego odpowiednią wiedzę.

Od razu zapytam. Mówisz, że efekty w Twoim wypadku były różne, na początku nie było zbyt kolorowo. Rozumiem, że jakiś portfel wyzerowałeś…

Tak, wyzerowałem i to nie jeden. To nie jest reguła, że musisz wyzerować portfel, ja pierwszy portfel wyzerowałem w czasie trzech miesięcy, ale po trzech tygodniach nie było już połowy portfela. Nie była to duża suma wprawdzie, ale na tamte czasy i jak dla mnie… Na pewno to trochę przeżyłem.

Słyszałem takie powiedzenie: tak, jak niektórzy nie ufają ludziom, którzy w ogóle nie przeklinają, tak niektórzy na rynku finansowym nie ufają tym, którzy mówią, że nigdy nie wyzerowali portfela.

Na rynku finansowym jest tak, że większość traderów, których znam i którzy rzeczywiście dobrze inwestują, gdzieś tam wcześniej zaliczyli jakieś porażki. Nie robiłbym z tego reguły, ale w większości przypadków tak jest. Natomiast jeśli chodzi o nietracenie w ogóle na giełdzie, myślę, że nie ma tradera, który może powiedzieć, że nie tracił. Oczywiście w tradingu są i lepsze, i gorsze dni, więc straty się zdarzają i są normalną rzeczą, wpisaną w ten biznes.

Jak już wspomniałem, jesteś traderem, przedsiębiorcą, ale też podróżnikiem. Kawał świata już zjeździłeś i to nie tylko w sprawach biznesowych. Były też podróże związane właśnie z tradingiem. Jak to było? Uznałeś, że nie ma co się uczyć w Polsce, więc znajdziesz trenera i pojedziesz z nim na drugi koniec świata?

Kiedy zaczynałem i doszedłem do wniosku, że rzeczywiście czas znaleźć kogoś, kto mnie wprowadzi w ten biznes, w Polsce nie było wtedy takich szkoleniowców, którzy mogliby zdradzić mi takie tajniki. A jeśli już tacy się znaleźli, żadna z tych osób, u których byłem, nie chciała mi pokazać rachunku, chociaż nie mówię tu o zaglądaniu komuś w rachunek. Nikt nie chciał mi pokazać jak to robi na żywym rynku! Szukałem więc osób, które rzeczywiście grają i mogą nie tylko przekazać dobrą wiedzę, ale też pokazać, jak to fizycznie zastosować. W Polsce każda z osób, u których byłem, powtarzała na szkoleniach, że muszę wypracować swoją metodę. A ja zadawałem sobie wtedy pytanie: do cholery, to co ja tutaj robię? Przecież właśnie przyszedłem po jakąś metodę inwestycyjną. Nie za bardzo wiedziałem, o czym oni mówią.

Dopiero później znalazłem swojego pierwszego mentora. To był Alex Elder. Nawiązałem z nim kontakt, pojechałem do niego na siedmiodniowy camp aż do Guatemali, później do Stanów Zjednoczonych, a jeszcze później byłem z nim w Austrii na czterodniowym spotkaniu inwestycyjnym. To mi dało duży obraz giełdy i dużą znajomość rynków finansowych. Następnie miałem coaching z Davidem Weisem i tu myślę nastąpił mój przełom w tradingu. Później pojawił się Birger Schäfermeier w Niemczech, u którego miałem możliwość pracować w biurze tradingowym przez pewien czas. Na dobrą sprawę Alex pierwszy pokazał mi trading, Davida uważam za takiego swojego głównego mentora, który pokazał mi rynek od troszeczkę innej strony, pokazał mi logikę na tym nielogicznym rynku, pokazał mi jak podążać za smart money, dużymi operatorami rynku, jak rynki rzeczywiście są manipulowane. Natomiast Birger Schäfermeier pokazał mi taki prawdziwy daytrading, dzięki niemu mogłem zobaczyć taką typową, że się tak wyrażę, rzeźnię na rynku – tradera z dużym kontem w akcji, który naprawdę nie boi się zawierać transakcji, który nie tylko uczy, ale i inwestuje naprawdę duże pieniądze. Widziałem jego potężne zyski, widziałem też straty, ale najważniejsze – widziałem jak ten gość gra i miałem możliwość uczyć się od niego. To była taka dobra, praktyczna szkoła, praktyczne podejście do inwestowania.

Czyli od każdego z nich coś zyskałeś. Pamiętam swoje spotkanie z Alexem Elderem. Nauczył mnie na przykład analizować na wyższym interwale czasowym. Taka mała rzecz, która całkiem sporo zmieniła. Ale jak zobaczyłem to, co on ma na komputerze, ile tam jest wskaźników, ile tam jest linii i innych rzeczy, stwierdziłem, że to chyba nie będzie moja droga na rynku. Ale, jak powiedziałem, każdy chyba musi znaleźć coś dla siebie, czerpać z różnych źródeł.

Przyznaję, że od każdego coś wyciągnąłem. Jeśli chodzi o Alexa, to był mój pierwszy w ogóle mentor, który dał mi cały system inwestycyjny. To on stworzył przecież swoje koperty „elderowskie”, używa wskaźnika MACD i RSI i to wszystko połączył w jedną całość. Ma swoją filozofię. I on mnie tego tak na dobrą sprawę nauczył. Powiem szczerze, jako świeżak jeszcze wtedy na rynku, chcąc nie chcąc musiałem to zaimplementować. Pamiętam, że jak wróciłem do kraju z tym systemem, myślałem sobie, że mam już wszystko, co trzeba i teraz będą już tylko zyski. Ten system całkiem nieźle płaci, natomiast ja go nigdy nie czułem z racji tego, że inwestowanie w oparciu o wskaźniki polega na tym, że coś ci się przecina, coś zmienia kolor na wykresie, bo tak też były te wskaźniki zaprogramowane, że dawały jakieś sygnały i obraz rynku. Nie mogę powiedzieć, że na tym systemie nie zarabiałem. Zarabiałem, ale nigdy nie byłem zadowolony, nawet z zyskownej transakcji. Zyski oczywiście cieszą, ale ja nigdy nie byłem pewny, dlaczego właściwie ja ten trade musiałem teraz zakończyć i czy to, że zarobiłem to nie jest w tym momencie czysty przypadek. Straciłem czucie od rynku, nie wiedziałem, dlaczego kupuję, dlaczego sprzedaję. Przecięły się jakieś dwie średnie, jakaś dywergencja się pojawiła, ja kupowałem lub sprzedawałem. Ta filozofia inwestowania na pewno ma jakiś sens, ale ja go kompletnie nie czuję. Ale dzięki Elderowi poznałem Davida Weissa, który z kolei w ogóle nie używał wskaźników. Byłem w ciężkim szoku, kiedy uczestniczyłem pierwszy raz w wykładzie Davida, kiedy ten włączył zwykły wykres, podłączył pod wolumen i opowiadał naprawdę niesamowite historie o tym, co w tym momencie się dzieje na tym wykresie, co ten wykres może robić i budował scenariusze na podstawie tylko obserwacji świeczek, zamknięcia tych świec, obserwacji wolumenu.

To do mnie przemówiło – ja dzisiaj nie używam żadnych wskaźników.

I dzisiaj wolumen jest bardzo istotny w twoim tradingu. To jedna z rzeczy, która się powtarza u ciebie, niezależnie od sposobu, strategii – wolumen jest dla ciebie istotny.

To, co zrozumiałem któregoś razu to to, że bardzo ważne jest podążanie za dużymi graczami.

I trzeba sobie szczerze powiedzieć, że wszystkie rynki są mniej lub bardziej manipulowane. Taki daytrading nie jest nawet inwestycją, jest po prostu zwykłą spekulacją.

Żeby dobrze spekulować na rynku, musisz zawsze wiedzieć, po której stronie są włożone pieniądze, kto ma przewagę w danym momencie: czy kupujący, czy sprzedający. To najważniejsza rzecz. Wtedy stosujesz jakąś metodę inwestycyjną do zawarcia transakcji. Metody są dla ciebie takim drogowskazem, pomagają się poruszać. A wracając do wolumenu, jestem pod tym względem nauczony i preferują starą szkołę amerykańską Richarda Wyckoff, który jest ojcem analizy technicznej w oparciu o obserwację cen i wolumenu. I to ma dla mnie sens. Jak dzisiaj zrobię dobry trade, to wiem, że dobrze przeczytałem rynek, wiem dlaczego, wiem, że gdzieś byli podpięci duzi gracze, wiem, w którą stronę powinien iść rynek, więc mogę też się w odpowiednią stronę ustawić. Nawet jak przegram tę transakcję, nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie wszystkie transakcje są zyskowne. Ja przynajmniej wiem wtedy, że żaden wskaźnik mnie nie zmylił: albo ja zrobiłem błąd, albo rynek po prostu zagrał inaczej. Czytanie wolumenu i price action jest dla bardzo logiczne, dla mnie ma sens i jest łatwe. Ułatwia mi poruszanie się po giełdzie.

Na zakończenie tego wątku szkoleniowego i opowieści, skąd to wszystko się u ciebie wzięło i skąd czerpałeś wiedzę, zapytam: czy kiedykolwiek policzyłeś, ile w sumie wydałeś na szkolenia? Muszę przyznać, że jesteś rządny wiedzy, ale jak się zsumuje to wszystko, gdzie ty byłeś, jak długo i ile się nauczyłeś… powiedz, liczyłeś to kiedyś?

Nigdy nie siedziałem z kartą papieru czy arkuszem kalkulacyjnym, ale myślę, że można się zamknąć w granicach 600 czy nawet 700 tysięcy złotych, wydanych łącznie z tymi przegranymi pieniędzmi, które zaliczam do tego „funduszu edukacyjnego”.

Oczywiście nie był to wydatek jednorazowy, tylko rozłożony na kilka lat. Trzeba przyznać, że dużo mnie to wszystko kosztowało, nie mówię też, że byłem bardzo odporny na tą wiedzę (śmiech). Rzeczywiście – te wszystkie wyjazdy, wszystkie szkolenia, różnego rodzaju wskaźniki kupowane na samym początku – nie powiem, spora kwota.

Pytam, ponieważ sam często dostaję pytania typu: od czego zacząć, czy są jakieś szybkie darmowe szkolenia, szybkie metody. Mało kto zdaje sobie sprawę, że to jest daleka droga, jeżeli chcemy zająć się tradingiem bardzo profesjonalnie. Biznes biznesem, ale w pierwszej kolejności jesteś traderem, mam rację? Jak wygląda taki twój dzień tradingowy?

W 90% przypadków trading zajmuje mi większą część dnia. Zazwyczaj jestem w pracy przed godziną 8.00, zanim rynki w Europie się otwierają. O 8.00 otwierają się rynki kontraktowe, o 9.00 startują rynki cashowe. Dlatego ja chcę być przygotowany do rynków już przed 8.00. Wtedy patrzę, co Azja zrobiła w nocy, jak Stany się w nocy zamknęły, czytam kalendarz ekonomiczny, czy są jakieś newsy dawane na rynek i robię jakieś analizy. A mianowicie rozrysowuję wykres przede wszystkim, robię tzw. strukturę rynku, badam trend, w którą stronę podąża rynek i zaznaczam na wykresie ostatnie high i low z dnia, cenę otwarcia i zamknięcia z dnia poprzedniego. Staram się zaznaczyć punkty, które mogą być ważne na wykresie, niekoniecznie te, które zagrają. Raczej te, w których ja będę najbardziej czujny w momencie, w którym się cena tam pojawi.

Czyli masz takie ostrzeżenie, że w tym momencie coś się może wydarzyć. 

Przede wszystkim musisz zrobić analizę rynku – więc wrócę do tego. Musisz wiedzieć, w którą stronę rynek podąża. To jest najważniejsze na rynku i z trendem nie ma się co kłócić. Zresztą, lubimy trendowe rynki. To po pierwsze. Po drugie, w tradingu bardzo ważną rolę odgrywają takie punkty, jak high i low z poprzedniego dnia, cena otwarcia, cena zamknięcia rynku. Dlatego zawsze robię taką analizę. W momencie, kiedy rynki się otwierają o godzinie 8.00, mamy też swoje strategie poranne, które zagrywamy, to są strategie statystyczne. Przed 8.00 rano chcemy być już przygotowani na rynek. Takie przygotowanie zajmuje około piętnastu, może dwudziestu minut maksymalnie.

Dalej, rozumiem, zaczyna się rynek…

Dalej zaczyna się rynek. Jeśli jest jakaś strategia do zagrania w pożądanym, oczywiście, kierunku i zgodna z jakąś naszą strategią, to wtedy gramy. Jeżeli nie – czekamy na godzinę 9.00. Nic na siłę. W momencie zawarcia transakcji nie jesteś już w stanie nic zrobić. Myślami nie pchniesz tego wykresu. Możesz wyłącznie kontrolować, zarządzać pozycją. W następnej części dnia obserwujesz cały czas rynek. I tak, jak mówiłem, jeśli mamy wyznaczone jakieś ważne punkty, które nas interesują, na wykresie, czekamy, aż cena dojdzie do danych punktów, patrzymy jaka jest akcja i wolumenowa, i cenowa w tych okolicach. I wtedy podejmujemy jakieś decyzje. To nie jest tak, że siedzimy przez osiem godzin skupieni i cały czas wpatrzeni w monitory.

Powtórzę się, ale przygotowanie jest kluczową częścią tradingu.

Jeżeli, przykładowo, wiem, że dzisiaj cały układ wskazuje na to, że będę chciał dzisiaj kupić rynek niemiecki DAX, to szukam wtedy kupna, a nie sprzedaży. Czasami w ciągu sytuacja potrafi się zmienić na wykresie. Tym zajmuję się w dalszej części dnia. Zazwyczaj pracujemy do 11-12, później mamy przerwę, przynajmniej dwie godziny. Dopiero 14.00-14.30 wracamy na rynek. Wtedy zwykle są jakieś dane i drugą część sesji rozgrywamy od 14.30 do 17.00. Czasami zdarza się, że jak już jesteśmy w pozycji, to zostaniemy i do 19.00 w pracy. Jednak generalnie dzielę sesję na dwie części: europejską, w której najważniejsze godziny handlu to 8.00 do 11.00, oraz amerykańską od 14.00-14.30 do godziny 17.00.

Przypomniało mi się inne powiedzenie, i myślę, że każdy, kto troszkę posiedział na rynku będzie wiedział, o co chodzi. Najtrudniejsza pozycja to brak pozycji. Czyli, jeśli wkręcimy się za bardzo w rynki finansowe, szukamy na siłę próby zarobienia, a niektórzy, kiedy zaczynają przygodę z analizą techniczną, szukają na siłę formacji, których tam wcale nie ma. Też miałeś taki etap, że są wyznaczone godziny, scenariusze, strategie i zaczyna się szukanie?

Oczywiście, że tak. Na początku, jak najbardziej. Praca tradera kojarzyła mi się z byciem cały czas w jakimś tradzie. Miałem też taki okres w swoim tradingu, że po zarobionej transakcji, od razu szukałem następnej transakcji. W momencie, kiedy generowałem zyski, chwilę później generowałem straty, zerowałem zyski z danego dnia. To jest tzw. overtrading, czyli przetradowanie.

Dobry trader jest jak myśliwy, po prostu poluje na okazję. Brak pozycji, to też jest pozycja. Uważam, że czasami jest to najlepsza pozycja. My musimy czekać.

Na tym właśnie polega praca tradera, że jeżeli masz swoją metodykę, umiesz analizować rynek, powinieneś czekać na okazję i reagować w danym momencie. Ale bycie cały czas w pozycji jest oczywiście błędne i prowadzi tylko do jednego – do wyzerowania konta. Wcześniej czy później tak to się kończy.

Masz swoje metody, masz swój dzień tradera, w pewnym momencie dorzuciłeś jeszcze tę małą część szkoleniową. Po tych wszystkich szkoleniach, które ty przebyłeś na całym świecie, stwierdziłeś, że już jesteś na tym etapie, że możesz przekazać część swojej wiedzy? Znajdujesz siebie samego w tych ludziach z sali szkoleniowej czy z webinarów? Oni też szukają wiedzy tak jak Ty kiedyś. 

Zakładając Smart Trader University z Tomaszem Stasikiem, powiedzieliśmy sobie jedno na początku, że będziemy uczyć, tak jak chcielibyśmy sami być wcześniej uczeni, bo z tym mieliśmy duży problem. Przynajmniej ja miałem taki problem na początku, żeby znaleźć osobę, która mi pokaże fizycznie i praktycznie, jak można stosować dane metody na rynku. Część szkoleniowa wypełnia część naszego dnia. Jak już powiedziałem, po zrobieniu jakiegoś planu, my nie robimy więcej w ciągu dnia niż może sześć-siedem transakcji – to i tak jest dużo, czasami są dwie lub trzy, rzadko zdarza się, że w ogóle nie mamy transakcji. W momencie, kiedy wejdziesz w rynek, masz resztę dnia wolne. Ten czas poświęcamy na robienie analiz, na robienie notatek, na prowadzenie swojego dziennika transakcyjnego, ocenianie swoich transakcji, ale również znajdujemy czas, żeby prowadzić klientów i od czasu do czasu, z reguły co 2-3 miesiące robimy duże campy inwestycyjne, gdzie zagrywamy na żywym rynku.

Charakterystyczne jest to, że my nic innego nie robimy niż na co dzień, po prostu prowadzimy campy od poniedziałku do piątku, czasem jakieś dwudniowe eventy, ale tylko i wyłącznie na żywym rynku. To jest dodatkowy dochód dla mnie i dla firmy. To uzupełnienie tej części dnia. Trader nie powinien być cały czas w pozycji, więc jeżeli obserwujesz jakiś rynek i czekasz, masz na tyle czasu, żeby zająć się czymś innym. To bardzo dobrze. Uważam, że każdy powinien móc zająć się czymś innym i mieć dodatkowe zajęcie, bo siedząc cały dzień przed komputerem i nie mając pozycji, w ciągu godziny będziesz znudzony i coś sobie na rynku wyszukasz. Jakąś perełkę, która będzie oczywiście tylko w twojej głowie. Po przeanalizowaniu, po wykonaniu trade’u albo ci przez przypadek rynek po prostu zagra, albo zrobisz taką gafę, że jakbyś trzeźwo spojrzał na rynek, w życiu byś tego nie zagrał. Zostanie bez pozycji również jest więc trudne, dlatego mamy dodatkowe zajęcia i trzymamy się sticte naszych planów.

Zmierzam do tego, że coraz częściej odróżnia się na polskim rynku szkoleniowym to, o czym mówiłeś na początku, że przez kilka lat miałeś problem, żeby znaleźć kogoś, kto ci pokaże na żywym rynku to, co robi, a nie tylko na wykresie na slajdach. Sądzisz, że w tę stronę pójdzie rynek szkoleniowy? Coraz częściej traderzy wymuszą na rynku szkoleniowym to, że wyłącznie teoriom mówimy „dziękuję”?

Szczerze mówiąc, nie mnie oceniać ten rynek. Uważam, że rynek zawsze jest weryfikowany przez jego odbiorców. Słabi trenerzy po prostu wypadną. Mogę tylko powiedzieć, że jako pierwsi wprowadziliśmy w Polsce live trading. Prowadzimy go przez trzy dni w tygodniu. Pokazujemy otwarcie, co robimy: każdą jedną transakcję możesz śledzić w ciągu trzech dni – wtorek, środa, czwartek. Powiem szczerze, że jeśli chodzi o ten rynek, każdy klient, który do nas przychodzi, on jest naszym weryfikatorem. Dużo klientów z nami zostaje. Co więcej, ciężko mi samego siebie oceniać i oceniać działalność. Po każdym campie mamy bardzo dużo pozytywnych komentarzy, co można sprawdzić na naszym kanale youtube czy na stronie internetowej, od osób, którą są z nami na tych szkoleniach i widzą, jak my gramy. Uczymy jakieś strategii, uczymy jakiejś filozofii inwestycyjnej i od razu mówimy, słuchajcie, zróbmy trade – oczywiście na siłę nie robimy w danym momencie, tylko robimy trade, a potem wyjaśniamy, dlaczego zrobiliśmy trade albo się przygotowujemy, w zależności od tego, jaką mamy strukturę w tych dniach. Natomiast osoby, które uczymy dostają strategię i od razu widzą, jak my je implementujemy na rynku. Czasami jest tak, że przegramy jakąś transakcję, ale każdy, kto jest w tym biznesie wie, że nie ma się czego wstydzić. Zatem klient widzi zarówno wygrane, jak i przegrane transakcje.

A jak to jest z pogodzeniem dnia tradera z byciem przedsiębiorcą, z robieniem czegoś innego? Trochę to jest inaczej niż my sobie wyobrażamy, prawda? Pamiętam swoje pierwsze szkolenie kilka lat temu, każdy wyobrażał sobie, że usiądzie po pracy na godzinkę, coś zarobi. Wiesz, każdy ma inne wyobrażenie dotyczące tradingu, dotyczące rynków finansowych. Jak dzisiaj do tego podchodzisz? Na przykład przychodzą do ciebie ludzie na salę szkoleniową, widzą, że ty cały dzień jesteś przed komputerem, masz swoje wyznaczone godziny i nagle ten obrazem im nie pasuje do tego, co oni sobie wymyślili. Obalasz im te mity, jak wygląda zarabianie na rynkach?

To jest pewnego rodzaju mit właśnie, że trader cały czas jest w pozycji, cały czas szuka jakiejś pozycji. Gramy przede wszystkim na sticte określonych rynkach, mamy tych rynków 6-8 i tylko tym rynkom się przyglądamy. To wynika z tego, że uważam, iż powinniśmy się specjalizować w danym produkcie, żeby dobrze nim handlować i poznać jego specyfikę. To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz to to, że nie wszyscy mają czas na poświecenie ośmiu godzin na to, by być przy komputerze. Wtedy zalecam przejście w ogóle z rynku forex, z rynku kontraktów terminowych na rynek akcyjny. Zdecydowanie prościej jest inwestować młodemu graczowi w akcje. A jeżeli ktoś już chce handlować walutami i być na rynku forex, przechodzić na wyższe interwały czasowe i dokładnie tę samą metodologię i ten sam obraz rynku, czy techniki inwestowania stosować na wyższych interwałach. Wtedy można poświęcić godzinę, pół godziny na analizę i z wyższych interwałów zagrywać. To trochę inna specyfika, musisz większe stopy postawić, inaczej wyliczyć wielkość pozycji – jest tam kilka takich tajników. Aczkolwiek ten biznes jest dla osób, które rzeczywiście nie dysponują dużą ilością czasu. Mimo wszystko, takiej osobie, która nie może więcej czasu na to poświęcić, ja osobiście zalecałbym inwestycje w akcje. Zdecydowanie.

Pamiętam jeszcze nasze rozmowy o tym, że niekoniecznie w tej naszej europejskiej strefie czasowej gra się fajnie. Można grać wygodniej, na przykład z Azji. Trochę czasu w życiu spędziłeś na tamtym kontynencie. Myślisz jeszcze o tym, żeby spełnić sen wielu traderów, żeby sobie na pięknej wyspie czy plaży wyjść na słońce z komputerem, z drinkiem – bo tak to czasami wygląda na reklamach brokerów… Jak dzisiaj do tego podchodzisz, z perspektywy Krakowa?

Tak, w tym momencie przebywam i prowadzę biuro w Krakowie. Natomiast a propos Azji, ona miała w ogóle wpływ na to, że zostałem traderem. Jeżdżąc wcześniej dużo po świecie i robiąc różnego rodzaju biznesy, stwierdziłem w pewnym momencie, że na dobrą sprawę da się handlować wszystkim, bo od tego są rynki, i na dobrą sprawę możesz to robić z każdego miejsca. Ja uwielbiam Azję, jestem w Azji zakochany, szczególnie w Tajlandii. Prawdą jest, że to jest rzeczywiście inna strefa czasowa, tak na marginesie mieliśmy okazję handlować stamtąd parę razy…

Dodam dla czytelników, że campy inwestycyjne coraz częściej organizujesz poza Polską.

Jak najbardziej. Organizowaliśmy już campy w Niemczech, w biurze Birgera Schäfermeiera, jak i wyjazdy do Azji – Tajlandii i na Filipiny. Wtedy handlujemy w innej strefie czasowej, jest przesunięcie około sześciu godzin, więc zaczynamy pracę o 2 po południu i jest zupełnie inny klimat. Handlujemy do godziny 21-22. Na sesję amerykańska już się, niestety, nie łapiemy. Ale można popatrzeć na rynki azjatyckie, one też są ciekawe. My akurat się w nich nie specjalizujemy, ale tam też można pohandlować i też można zarobić.

Da się handlować z każdego miejsca na świecie i to jest właśnie piękne w zawodzie tradera, że nie masz ograniczeń w przemieszczaniu się.

Jest trochę mitem, że wystarczy tylko laptop zabrać, wsadzić w walizkę, kupić bilet lotniczy, jechać gdziekolwiek i podłączyć się do internetu. Jest mit głównie dlatego, że musisz mieć przede wszystkim porządną stację tradingową, żeby handlować na dłuższą metę handlować. Jeżeli o mnie chodzi i o wyjazdowy sprzęt, biorę ze sobą zawsze dwa monitory i laptop, więc mam stację przenośną. Chodzi po prostu o wygodę handlu. To mi pozwala przemieszczać się i handlować. Natomiast na dłuższą metę handlowanie z plaży i siedząc na leżaku jest troszeczkę mitem, bo potrzebujesz też chwili, żeby się skoncentrować i zrobić dobre analizy. To jest mit. Natomiast, nie przeczę, że przyjemnie handluje się w klimacie, gdzie jest ciepło, palmy dookoła, woda – ja uwielbiam takie klimaty, szczególnie kuchnię tajską. To robi fajny klimat. Docelowo chciałbym gdzieś na dłużej wyjechać i myślę właśnie o Tajlandii.

Bardzo fajny mit obaliłeś w tym momencie. W tej chwili wyobrażam sobie te reklamy, że ktoś leży na leżaku z jednym laptopem, a ty pakujesz do walizki dwa monitory po to, żeby być mobilnym traderem na innym kontynencie. Więc to faktycznie jest spory mit.

Obalę jeszcze jeden mit – to nie jest walizka, to jest plecak. Mam porządny plecak, monitory wkładam oczywiście pakując je w folię bąbelkową, wszyscy się ze mnie śmieją, bo biorę dużo okablowania ze sobą. Cały ekwipunek tradingowy – wyjazdowy waży do 11 kg, mam ciężkiego laptopa, ale jest naprawdę wytrzymały na wszelkiego rodzaju wstrząsy.

Podręczy jedenastokilowy zestaw tradera w podróży… Tomek, w takim razie na sam koniec. Ty zacząłeś swoją przygodę z rynkami kilkanaście lat temu, a jakbyś dzisiaj tym początkującym miał coś doradzić… Dzisiaj też zaczyna się inaczej, są agresywni brokerzy, dostęp jest niesamowity, możemy w pięć minut założyć konto i grać na drugim końcu świata na instrumentach z bardzo dużą dźwignią, więc ten dostęp z jednej strony jest gigantyczny, z drugiej strony ryzyka też jest sporo. Co byś dzisiaj doradził tym absolutnie początkującym, którzy dzisiaj Cię czytają i poważnie myślą o tym, że 11 kilo w plecaku ich nie odstraszyło i oni też chcieliby kiedyś spróbować swoich sił w tradingu?

Wydaje mi się, że dzisiaj przede wszystkim dużo łatwiej zdobyć wiedzę, bo bardzo dużo darmowego materiału można znaleźć w internecie, zresztą sami też dużo takiego materiału tworzymy prowadząc kanał youtube. Dostępność różnego rodzaju szkoleń jest ogromna.

Natomiast, według mnie, najważniejsze jest poznanie zasad funkcjonowania rynku. Cały czas będę się upierał przy technikach walumenowych, jeśli chodzi o filozofię handlu.

Nie szukałbym takich, szybkich rozwiązań, prostych strategii, bo osoby, które chcą teraz zacząć taki biznes, łapią się na jakąś prostą strategię inwestycyjną, która uczyni ich zamożnymi. To jest mit po prostu, który tutaj obalam. Trading to jest nic innego, jak studiowanie wykresów. Żeby je studiować, dobrze analizować, trzeba posiąść odpowiednią wiedzę. Jeśli chodzi w ogóle o rynek brokerski, pamiętam, jak na samym początku grałem instrumentami pochodnymi. Myślałem, że kupując ropę, ja rzeczywiście kupuję ropę, nie wiedziałem wtedy jak rozróżnić rynek CFD od kontraktów futures. Dlatego bardziej zagłębiłbym się w kierunku poznania tego środowiska, poznania rynku, poznania instrumentów – to jest bardzo ważna rzecz. A następnie znalezienie jakiejś techniki inwestycyjnej, którą się zgłębi. Mogą to być techniki wskaźnikowe, mogą to być techniki z wykorzystaniem poziomu Fibonacciego. Są różne filozofie, różne szkoły tradingu. Ja wybrałem wolumenową i szczególnie zachęcam do pójścia w tym kierunku, bo to jest bardzo zrozumiałe, logiczne, bardzo szybko można tego kogoś nauczyć.

Tomku, pięknie dziękuję za rozmowę i rady dla początkujących.

Dziękuję również i pozdrawiam. Życzę wszystkim dobrych transakcji i dużo ostrożności na rynku.

Smart Trader University i wolumen – przydatne linki:

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.