Co to jest efekt stycznia?

efekt stycznia

Efekt stycznia to jedno z pojęć, które znają świetnie inwestorzy giełdowi. Podobnie jak Rajd św. Mikołaja, urosło do rangi mitycznego zjawiska, które zaczyna się z początkiem roku. Czym jest efekt stycznia, czy faktycznie działa i jakie ma znaczenie dla naszego inwestowania?

Uwielbiamy upraszać rzeczywistość. Przydają nam się do tego różne symbole, daty, poziomy, a nawet święta czy pory roku. Przez to powstaje wiele hipotez, które później przyjmujemy bardziej lub mniej za giełdowe prawdy objawione, które z czasem zmieniają nawet swój pierwotny sens. Wydaje mi się, że efekt stycznia może wpisywać się w takie uproszczenia i nie każdy odczuje to zjawisko w portfelu.

Spróbujmy przeanalizować efekt stycznia krok po kroku.

Efekt stycznia – definicje

Zanim zaczniemy w ogóle zastanawiać się nad procesami, jakie odbywają się w styczniu u inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych oraz jakie ma to przełożenie na rynek, sprawdźmy jak brzmi definicja. Jak efekt stycznia opisuje Wikipedia i inne serwisy?

Za Wikipedią:

Efekt stycznia to występująca dość regularnie (na początku roku) „błyskawiczna” hossa na rynkach kapitałowych, wywołana masową inicjacją nowo realizowanych strategii inwestycyjnych zwłaszcza przez inwestorów instytucjonalnych, dokonujących zakupów w sposób istotny uzupełniających ich portfele inwestycyjne. W pryzmacie psychologicznym uzasadnia się zachodzenie „efektu stycznia” jako reakcję na akcję „dotykającą” uczestników rynku kapitałowego w grudniu, którą jest „przejściowa” bessa – powodowana niejako konieczną sprzedażą części walorów posiadanych przez inwestorów (sprzedażą podejmowaną mimo wszystko we własnym interesie, a związaną z kwestiami rozliczeniowymi odnośnie do podatków giełdowych w mijającym już roku).

Podobnie mówi słownik Forsalu:

Efekt stycznia jest to okres krótkotrwałej „hossy”, który występuje (zgodnie z nazwą) na początku roku. Efekt stycznia występuje dość regularnie przez co przyciąga dużą liczbę indywidualnych inwestorów oraz kapitał zagraniczny. Zwyżki cen akcji notowane na początku roku wywołane są głównie dzięki nowym strategiom inwestycyjnym realizowanym przez podmioty korporacyjne oraz zwiększonemu (w tym okresie) popytowi na akcje ze strony inwestorów indywidualnych.

I na koniec jedno z moich ulubionych źródeł, Investopedia:

Efekt stycznia to sezonowy wzrost cen akcji w styczniu. Analitycy generalnie przypisują ten wzrost wzrostowi zakupów, który następuje po spadku cen, który zwykle ma miejsce w grudniu, kiedy inwestorzy, którzy dokonują strat podatkowych, aby zrekompensować zrealizowane zyski kapitałowe, zachęcają do wyprzedaży. Innym możliwym wyjaśnieniem jest fakt, że inwestorzy korzystają z premii gotówkowych na koniec roku, aby kupić inwestycje w następnym miesiącu.

Czyli generalnie efekt stycznia to wzrost cen akcji w styczniu, wywołany kilkoma czynnikami. OK, idźmy dalej tym tropem i wymieńmy czynniki.

Co zakłada hipoteza efektu stycznia?

  1. W grudniu następuje optymalizacja podatkowa, wiele osób sprzedaje akcje, co przekłada się finalnie na obniżkę cen.
  2. Część inwestorów może chcieć wypłacić sobie premię na koniec roku, sprzedając część akcji.
  3. Źródłem styczniowych wzrostów może być chęć przemodelowania portfeli funduszy i zrobienia zakupów nowych akcji na kolejny rok.

No dobra, tylko to zakłada spadki w grudniu. A gdzie tu Rajd Św. Mikołaja? ;)

Rajd Świętego Mikołaja to z kolei wzrosty cen akcji w grudniu. Idąc zgodnie z hipotezą, inwestorzy indywidualni już w grudniu dokonują zakupu akcji, bo spodziewają się… efektu stycznia! Zakładają zatem, że warto kupić w grudniu i sprzedać akcje już w styczniu.

Czy te zjawiska przypadkiem się trochę nie wykluczają z logicznego punktu widzenia?

Zmierzam do tego, że często traktujemy niektóre zjawiska w bardzo uproszczony sposób, a media jeszcze podkręcają to zjawisko, bo news musi być zawsze prosty.

I w ten oto sposób co roku w grudniu analitycy zastanawiają się czy będzie rajd świętego Mikołaja, a miesiąc później ci sami analitycy muszą pisać i nagrywać o efekcie stycznia.

To może zróbmy jeszcze krok wstecz. Kto to w ogóle wymyślił?

Skąd wziął się efekt stycznia?

Oczywiście z USA. Sidney B. Wachtel, bankier inwestycyjny, po raz pierwszy zauważył ten efekt w 1942 roku i nadał mu nazwę „efektu stycznia”. Odkrył on, że małe spółki mają większe wzrosty cen niż duże spółki właśnie na początku roku. To jest fundament efektu stycznia, chodziło o przewagę stóp zwrotu małych spółek nad dużymi.

Dopiero później zaczęło się szukanie przyczyn i zauważono, że kwestie podatkowe mogą mieć tu znaczenie – na koniec roku tniemy straty, sprzedajemy akcje, przez co pomniejszamy podatek, jaki przyjdzie nam zapłacić. W USA popularne są roczne premie, więc dopisano też kolejny argument za kupowaniem akcji w styczniu. Za otrzymane premie można kupić więcej akcji. Do tego dodano hipotezę o zarządzających funduszami, którzy robią zakupy w styczniu i voila!

Zauważono ten efekt w 1942 roku, dokładnie 75 lat temu, czyli prawie 50 lat przed uruchomieniem polskiej giełdy.

Czy efekt stycznia zawsze działa? Badania!

Zanim w ogóle przejdziemy do polskiego rynku, zajrzyjmy wcześniej do opracowań badaczy z całego świata. To bardzie lektura dla ciekawskich, ale chcę pokazać, że naprawdę wiele osób opracowywało tysiące danych, aby koniec końców i tak dochodzić do różnych wniosków.

  • Mark Haug i Mark Hirschey chyba najdokładniej zbadali efekt stycznia na przykładzie danych z wielu lat
  • An Anatomy of Calendar Effects – zestawia efekt stycznia z kilkoma inny i efektami, w szczególności efektem Halloween (sprzedawaj akcje w maju, kupuj dopiero po Halloween). Według tego opracowania efekt stycznia idzie zawsze w parze z efektem Halloween i to badanie znajduje wiele potwierdzeń wśród inwestorów i specjalistów z rynku

Mamy tu kilka ciekawych artykułów z polskiego rynku. Nie są to naukowe prace, ale opracowania na potrzeby mediów. Przypomnę, że GPW ma 26 lat, z czego szalone lata 90. polskiego kapitalizmu trochę trudno uznać za sensowne dane do badań, więc trudno się dziwić.

  • Bankier pokazał część danych z polskiego parkietu, stopy zwrotu z różnych indeksów na przestrzeni ostatnich lat
  • A tu z kolei opracowanie na temat pierwszych 5 dni stycznia dla polskiego parkietu
  • Garść danych i potwierdzenie tego, o czym pisałem na początku – nie chodzi o to, że indeksy rosną w styczniu, ale o przewagę małych spółek nad dużymi

Problemów z badaniami jest mnóstwo, bo mamy różne próby, różny horyzont inwestycyjny, porównujemy różne indeksy, a niekiedy różne kraje. Pytanie co tak naprawdę badamy, bo pierwotnie chodziło o pierwszy tydzień stycznia, a niekoniecznie cały miesiąc.

Co ciekawe, nałożenie badań na ogólnoświatowe trendy i tak z reguły kończy się tym, że efekt stycznia częściej występuje w czasie hossy niż bessy (kto by pomyślał), jest niezauważalny w latach kryzysowych i ma się najlepiej w trakcie szczytów historycznych. Okazuje się, że badania potwierdzają jedynie proste i logiczne myślenie na temat rynku.

Efekt stycznia a inne wydarzenia

Media bardzo upraszczają rzeczywistość, chyba że mamy do czynienia z mediami bardzo specjalistycznymi. Jest duże prawdopodobieństwo, że czytacie w styczniu artykuł z komentarzami analityków, a tam oczywiście klasyk: „akcje rosną, widać efekt stycznia”. I dalej widać już wykresy i spisane dane z aktualnych notowań – które spółki rosną najbardziej, a które najmniej.

Przypomnijmy sobie wykres ze stycznia 2017 roku. Był to był efekt stycznia?

efekt stycznia

Ba, cały pierwszy kwartał był zjawiskowy i końcówka poprzedniego roku też.

Wydaje mi się, że główną przyczyną była rekomendacja Goldman Sachs, który napisał jeszcze w listopadzie, że warto inwestować w polskie akcje. W raporcie podano nawet konkretny, procentowy potencjał wzrostu i rynek poszedł za tą rekomendacją błyskawicznie.

Kto rozdaje karty?

Jeśli wierzymy w coś takiego jak efekt stycznia, to musimy wiedzieć kto go w ogóle robi. Wydaje mi się, że w Polsce tak naprawdę mamy na rynku 4 grupy:

  • Kapitał zagraniczny
  • Fundusze inwestycyjne
  • Otwarte fundusze emerytalne (jeszcze)
  • Inwestorzy indywidualni

Ci ostatni to niestety margines, a ci przedostatni byli kluczowym graczem na rynku, który regularnie kupował akcje, a dzisiaj są właściwie przedmiotem politycznej szarpaniny i od kilku lat są „w trakcie reformy”.

Realnie zostaje nam „zagranica” i TFI kupujące polskie akcje. Od ich polityki w dużej mierze zależy, czy będą u nas wzrosty czy też nie. A na ich decyzje przekłada się masa innych czynników, które możemy analizować.

Jaką masz strategię?

Najważniejsze pytanie, jakie warto sobie zadać to:

Czy efekt stycznia ma jakiekolwiek znaczenie dla Twojej strategii inwestycyjnej?

Jeśli nie, to całe zamieszanie, jakie dzieje się w styczniu wokół tego zjawiska można uznać za szum informacyjny. Jak nie wiecie o co chodzi w szumie to odsyłam do swojego wykładu i tekstu na blogu.

Efekt stycznia, podobnie jak Rajd Św. Mikołaja, efekt Halloween wpisują się w zjawiska sezonowe, które są ciekawym obiektem badań, ale jeszcze nikt milionerem od tego nie został. Pewnie wielu inwestorów krótkoterminowych potwierdzi, że na przełomie roku ma więcej transakcji, bo jest po prostu większa zmienność (chociażby w porównaniu z okresem wakacyjnym), ale to nadal niewiele zmienia.

Efekt stycznia: 7 x wnioski końcowe

  1. Jeśli w ogóle zachodzi efekt stycznia, to z samej definicji chodzi o większe zyski na małych spółkach. Warto o tym pamiętać, bo większość mediów używa go dzisiaj błędnie.
  2. Nie warto tłumaczyć różnych skomplikowanych zjawisk uproszczeniami takimi jak efekt stycznia. To że jakaś spółka rośnie intensywnie od początku roku wcale nie musi być wywołane efektem sezonowym. Jeśli jakiś indeks mocno rośnie, to warto spojrzeć najpierw na otoczenie rynkowe i miesiące poprzedzające.
  3. Są czynniki dużo ważniejsze, które możemy pominąć, gdy za bardzo upraszczamy niektóre zjawiska. W 2017 roku Goldman Sachs rekomendował polski rynek akcji w swoim raporcie. Przez cały pierwszy kwartał wszystkie indeksy rosły jak szalone. Znajdziecie w mediach teksty, że efekt stycznia się udał. Trochę naciągane rozumowanie, prawda?
  4. Odróżniajmy szum informacyjny od informacji, które mają znaczenie dla naszego inwestowania. Rekomendacja dużego banku inwestycyjnego, rating, prognoza PKB lub decyzja RPP jest sto razy ważniejsza od teoretycznego zjawiska.
  5. Jak jest hossa, to większość zjawisk działa, bo po prostu akcje rosną, a wtedy zjawiska sezonowe są samospełniającą się przepowiednią.
  6. Za każdym „efektem” stoi klasyczny popyt i podaż i to właśnie te elementy powinniśmy analizować – większe zakupy funduszy, większa ekspozycja zagranicznych graczy na Polskę itp. Sporą podpowiedzią może być wolumen.
  7. I tak wszystko zależy od tego jaką stosujemy strategię, a nie jaka jest specyfika sezonowa. Nie ma dobrze udokumentowanych badań dotyczących efektu stycznia na polskim parkiecie.

Uff, i teraz mogę ten wpis przypominać co roku w styczniu i uzupełniać go o ciekawe badania i linki, na które wpadnę ;) Jak macie coś fajnego to wrzucajcie śmiało w komentarzach!

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.