Żadna praca nie hańbi. Kropka.

Żadna praca nie hańbi doradcatv

Żadna praca nie hańbi. Tego mnie nauczyli w domu. Warszawska Szkoła Reklamy kilkoma plakatami zdążyła wkurzyć tysiące ludzi. Jeśli zabieg był celowy, to udało im się bezbłędnie. Jednak głupi przekaz znowu poszedł w świat.

Zacznijmy od nieszczęsnej kampanii, która wisi w warszawskim metrze. Tu też pojawia się zdanie „żadna praca nie hańbi”, ale w innym kontekście. Tutaj możecie zobaczyć mogliście zobaczyć te złe zawody, które czekają młodzież, która nie przyjdzie na studia do Warszawskiej Szkoły Reklamy. EDIT: Szkoła skasowała nieszczęsne reklamy, dorzucam link do Antyweb, gdzie znajdziecie je wszystkie.

Nie będę się rozpisywał o stereotypach, przekłamaniach czy kompleksach. Mnie ta kampania wkurzyła z bardzo osobistych przyczyn.

Babcia za ladą

Moja świętej pamięci babcia pracowała całe życie w sklepie i była z tego cholernie dumna. Czuła się z tego powodu ważna. W czasach PRL duży sklep był osią spotkań wielu ludzi. Tętniło tam życie, a ona uwielbiała rozmawiać z ludźmi i handlować. Spełniała się w tej pracy i spędziła tak całe zawodowe życie.

Wtedy nie było hipermarketów – babcia nie obsługiwała mechanicznej kasy, tylko stała za ladą. Wcześniej wyładowywała towar, ustawiała na półkach, na koniec dnia podliczała utarg. Pracowała po godzinach, nadwyrężyła sobie kolana i kręgosłup (kiedyś nie było wózków widłowych) i przeszła na wcześniejszą rentę zdrowotną.

Dzięki pracy w sklepie zdołała kupić mieszkanie, w którym się wychowałem. Jestem z niej dumny.

Smutna definicja sukcesu

Koniecznie w garniturze i w dużym mieście. Najlepiej w korporacji, tak żeby móc dojeżdżać godzinę na Domaniewską. I żeby zostawać dłużej, bo kariera sama się nie zrobi, a po 21.00 w tramwajach jest przecież dużo luźniej. No i robota zabierana do domu, bo sukces sam się nie osiągnie. Taki sobie wymyśliliśmy symbol sukcesu. Naprawdę? A jak ktoś nie pracuje za biurkiem i nie robi kariery to jest gorszy?

Ostatnio zaproponowano mi pracę dokładnie taką jak powyżej. W warszawskim Mordorze, za biurkiem, w firmie z ładnie brzmiącą angielską nazwą i z takim zakresem obowiązków, że dołączają śpiwór do umowy. I odmówiłem zanim usłyszałem do końca ofertę. Bo ja swój sukces właśnie osiągam, tylko na własnych zasadach. I mam zupełnie inną definicję. Nie chcę kłamać jak ktoś mnie zapyta czy lubię swoja pracę.

Wkurza mnie kampania, która utwierdza w przekonaniu, że ludzie pracujący w niektórych zawodach są gorsi. Tak po prostu, po ludzku mnie to wkurza i chciałbym żeby te plakaty zdjęto. Pożyjemy, zobaczymy.

Żadna praca nie hańbi

Tu chodzi o szacunek. Tylko tyle i aż tyle. Po prostu nie lubię jak ktoś nie szanuje innych ze względu na takie czynniki jak praca, wykształcenie czy posiadany majątek. I nie chciałbym promowano coś takiego. Doczytałem jaki miał być cel kampanii:

Zwracamy się do młodych ludzi, którzy nie mają pomysłu na swoje życie zawodowe, przez co gotowi są na podjęcie jakiejkolwiek dostępnej pracy. Sami przed sobą usprawiedliwiają się powszechnie znanymi frazesami, często niemającymi potwierdzenia w rzeczywistości. Wykreowane przez nas postacie są formą przestrogi przed takim nastawieniem. Chcemy uświadomić, że w Polsce można zarabiać godziwie, a zarazem być dumnym ze swojego stanowiska – wyjaśnia Adrian Madziar, specjalista ds. marketingu WSR. (źródło)

Tysiące negatywnych opinii w sieci i już pojawiło się oficjalne stanowisko prezesa Wyższej Szkoły Reklamy:

Niech to będzie cenna lekcja. Kampanie reklamowe mogą być kontrowersyjne, prowokacyjne… ale nie w ten sposób. Nie wolno łamać jednej zasady – szacunku do drugiego człowieka. Tylko tyle i aż tyle.

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.