Miliarderzy na mnie pracują – Mac Walen [wywiad]

mac walen doradcatv

„Giełda to taki biznes na doczepkę. Ja nie prowadzę danej spółki, ale podczepiam się do niej poprzez kupienie jej akcji i mam korzyść z jej zysków i rozwoju. Miliarderzy na mnie pracują.” – mówi Mac Walen, inwestor i przedsiębiorca, od kilkunastu lat mieszkający w Tajlandii.

Jeśli czytaliście tekst z zapowiedzią „inwestowania w azjatyckim raju, to już wiecie, że ze szkołą SmartTrader, w sierpniu odwiedzę Mac’a Walen’a w jego szkole w Bangkoku i będę dla Was robił relację z tego szkolenia. Dowiem się też jaka jest specyfika azjatyckich rynków i czy z perspektywy Polaka – jest to ciekawa opcja. Zanim jednak postawię stopę na azjatyckim kontynencie, chcę Wam przedstawić lepiej Mac’a Walen’a – najlepszego polskiego specjalistę ws. inwestycji w azjatyckie rynki giełdowe.

Wywiad: Mac Walen

Tomasz Jaroszek: Maciej, jesteś z Gliwic, paszport masz australijski, a od 15 lat mieszkasz w Tajlandii. Możesz mi jakoś przybliżyć tę historię? 

Mac Walen: Jak miałem 25 lat, to wyemigrowałem do Australii. Byłem takim „emigrantem z umiejętnościami”. Mieszkałem tam kilka lat, dostałem też australijski paszport, a później poleciałem odwiedzić rodziców i po drodze zatrzymałem się w Tajlandii. Już wcześniej chodziła mi po głowie ta Tajlandia. Trochę pozwiedzałem, spędziłem 2 tygodnie na północy, potem 2 tygodnie na południu. Jak wróciłem do Australii, to byłem już tak zakochany w Tajlandii, że myślałem tylko co tam zrobić biznesowego. Ostatecznie poszedłem w stronę szkół językowych.

Wiesz, Australia to przepiękne miejsce, gigantyczna plaża, cudowni ludzie, duża energia… Natomiast nie ma tam elementu egzotyki, a Tajlandia to dla mnie totalny odlot i trochę miłość od pierwszego wejrzenia. Zakochałem się w tym miejscu i już zostałem.

Od tamtej wizyty, wróciłem tylko na 6 miesięcy do Australii, uporządkować sprawy. Później poleciałem jeszcze na taki biznesowy wywiad, żeby zweryfikować swój pomysł. Jestem tutaj już 15 lat. Jestem też stałym rezydentem Tajlandii i planuję zostać obywatelem.

Kiedy zainteresowałeś się giełdą i rynkami finansowymi?

Już w Australii interesowałem się rynkami finansowymi, ale inwestowałem w fundusze powiernicze. Szybko zrozumiałem, że ta droga nigdzie nie prowadzi. Jednego roku dostałem 1,500 dolarów podatku za dodatkowe unity, a wysokość funduszu spadła. Mam niby więcej unitów, ale mam mniej pieniędzy i muszę dopłacić do tego biznesu. Stwierdziłem, że nie tędy droga.

Jedna z moich studentek była dentystką, ale przestała się zajmować swoją profesją i handlowała na tajskiej giełdzie. Zaczęliśmy o tym rozmawiać, powiedziałem jej że też myślę o inwestowaniu w Tajlandii, ale innym niż w Australii i tak od słowa do słowa odwiedziłem jej brokera, który miał po sąsiedzku siedzibę firmy. Wdrażałem się powoli, uczyłem się jak to tutaj działa.

Są ludzie, którzy potrzebują wykresów. Są tacy, którym wystarczą głownie ceny które pamiętają. Ja należę do tych, którym rysują się wykresy w głowie, wystarczą mi informacje o cenach i nie muszę często sprawdzać wykresów. To się nazywa tape-reading – czytanie taśm. Załapałem się jeszcze na starą szkołę gdzie się mniej sprawdzało wykresy a więcej ceny.

Po sprzedaniu pierwszej szkoły językowej dostałem duży zastrzyk finansowy. Wtedy zająłem się biznesem inwestowania na większą skalę.

Jestem inwestorem z Polski, przyjeżdżam do Tajlandii, chcę otworzyć konto, sprawdzić podatki. Na co mogę liczyć? Jakie warunki mogą spotkać mnie w Azji?

Zajmuję się głównie Tajlandią, Hong Kongiem i Singapurem. z tych 3 miejsc możesz handlować na całym świecie. W Tajlandii głównie… Tajlandia do inwestowania, w pozostałych dwóch masz już cały świat na wyciągniecie ręki, a z Hong Kongu masz bezpośrednie połączenie z rynkiem w Szanghaju. Dodatkowo będzie też połączenie z chińską giełdą technologiczną, taki chiński Nasdaq. To jest siła inwestowania w Azji.

Tu się nie płaci podatków od zysków kapitałowych z giełdy. Jak ja słyszę, ze komuś podatek od zysków kapitałowych zabiera jedną piątą… W Anglii jest 19 proc, w Polsce też. Na giełdzie 19 proc. To bardzo dobry wynik. Gdyby tak robić co roku 19 proc. to naprawdę po 10 latach uzbiera się mała fortuna – czas i procent składany robią swoje.

Moim zdaniem oddajemy rządowi fortunę, której już nigdy nie odzyskamy. Ale jeśli możemy legalnie, wykorzystując prawa, które jako obywatele świata mamy, to trzeba z nich skorzystać.

Dzisiaj Polak jest już obywatelem świata. Mam 44 lata, za moich młodych czasów w Polsce trzeba było mieć książeczkę walutową a paszport po przyjeździe z NRD oddawać. Moje pokolenie załapało się full na komunę.

Tomek Rozmus często porusza temat optymalizacji koszów transakcyjnych, o których kompletnie nie myślą początkujący inwestorzy. Jak do tego dorzucić optymalizację podatkową, to robi nam się bardzo duża oszczędność.

Jeden z moich uczniów nie mógł zrozumieć dlaczego ludzie nie korzystają z optymalizacji podatkowej, skoro jest dostępna. Tylko, że ludzie tego nie wiedzą i w interesie kraju nie jest to, żeby np. reklamować w telewizji, ze np. w Azji można nie płacić podatków.

Oczywiście to nie jest na wyciągnięcie ręki, ale warto pomyśleć o korzyściach. Optymalizacja podatkowa doda nam finansowo wiatru w żaglach. Obecnie w Polsce też mam otwarte pozycje i płacę koszty transakcyjne, ale już nie płacę za to podatku. I to jest całkowicie legalne.

Wracając do samej Tajlandii, trzeba wstępnie pokazać jakieś dokumenty, np. jest się studentem w szkole językowej. Broker wymaga z reguły rachunku bankowego. Tutaj jest trochę inaczej w porównaniu do Polski: dywidendy nie są wpłacane z powrotem na konto brokerskie, tylko są wpłacane na twoje konto bankowe. W Tajlandii płacą dywidendy jak szaleni – to jest zupełnie inna filozofia. Dużo spółek jest w rękach rodzin, które zarabiają poprzez płacenie dywidendy. A jak płacą sobie, to płacą i Tobie. To jest inaczej niż w krajach, gdzie większość spółek jest prowadzonych przez najemnych prezesów, którzy dbają bardziej o swój interes niż akcjonariuszy. W Tajlandii jest więcej biznesów w stylu Facebook’a czy Amazon’a – czyli właściciele mają udziały we własnych spółkach i dbają o to aby te spółki się rozwijały.

Giełda to taki biznes na doczepkę. Ja nie prowadzę danej spółki, ale podczepiam się do niej poprzez kupienie jej akcji i mam korzyść z jej zysków i rozwoju. Miliarderzy na mnie pracują.

A jak z dostępem do instrumentów? Sesja w Tajlandii nie jest tak rozbudowana jak np. w Chinach.

Tajlandia jest nieco zamknięta, co ma swoje plusy i minusy. Ten rynek jest dość łatwy do czytania, do przewidzenia. Na giełdzie jak widzisz że coś idzie w danym kierunku to łatwo zarobić… a ten rynek jest dosyć przewidywalny. Na tajskiej giełdzie sesja trwa tylko 4.5 godziny, od 10.00 do 12.30, później 2h przerwy i od 14.30 do 16.30 i koniec. Inwestorzy mają tutaj naprawdę łatwe życie. Możesz dłużej pospać, możesz się cieszyć bardziej życiem towarzyskim bo masz 2h na lunch, nie musisz bać się wyjść na lunch w trakcie notowań.

Z samej Tajlandii nie można handlować na rynkach międzynarodowych, ale z Singapuru po sąsiedzku, lub Hong Kongu mając tam konta można już handlować przez internet wszędzie.

A mogę przez konto azjatyckie inwestować na polskim rynku?

Tak, jest takie rozwiązanie, są akcje polskich spółek i też CFD (kontrakty na różnicę). Można nawet mieć konto w polskich złotówkach jako jednej z walut przy odpowiedniej wielkości rachunku. To też ciekawe rozwiązanie ze względu na różnice kursowe i przewalutowania. Możemy trzymać pieniądze w walucie, która ma perspektywę iść do góry. To nie forex sensu stricte, ale jest to dobra opcja jak się chce trzymać pieniądze w walucie która jest często używana do zakupów lub forma spekulacji na kursie bez otwierania pozycji.

Polska giełda to dla mnie przy tym epoka kamienia łupanego. Mam też w Polsce jakieś konto założone 10 lat temu. Jak zalogowałem się po latach, to jakby się nic nie stało. Czas nie ma dla nich znaczenia, żadnych udoskonaleń. Dalej nie mogę handlować bezpośrednio na stronie bez instalowania dodatkowych programów które nie działają na Mac’u. Szczerze, są lepsze narzędzia do inwestowania.

Dla młodych graczy inwestowanie to forex, duża dźwignia i mały kapitał. Akcje w Polsce cieszą się coraz mniejszą popularnością. Co możemy z tym zrobić? Brokerzy reklamują się, ze z 1000 zł możesz zrobić 100 tys.?

Trzeba do tego podejść kompleksowo. Musimy sobie zadać kilka pytań: czego chcemy. Ja nie jestem traderem, uważam siebie za inwestora. Raczej żółw, „slow and steady win the race”. Mniej więcej w ten sposób myślą inwestorzy: w cyklach, długoterminowo, robią plan na życie. Dźwignia to miecz obosieczny – można dużo zarobić i można dużo stracić i to drugie zazwyczaj ma miejsce.

Problem polega na tym, że są brokerzy, którzy są naprawdę brokerami: maja dobre systemy, są godni zaufania itp. I są pseudo brokerzy, którzy są nieuczciwi, dają astronomiczny lewar i czyszczą pozycje twierdząc, ze był spike, stop-lossy urwało itp. Cypryjscy brokerzy na przykład – z nimi nie jesteś w stanie się sądzić, trudno coś udowodnić bo trudno ich sprawdzić. Dobry broker daje rozsądną dźwignię nawet na forexie.

Jak wchodzicie w transakcję, to mając doświadczenie niektóre rzeczy widzicie i czujecie. To kwestia nie tylko doświadczenia, ale też dobrego wyszkolenia i intuicji inwestorskiej. Jak otwierasz pozycję na forex albo kupujesz jakiś fundusz turbo (ETF agresywny) lub CFD (kontrakty) to musisz bardzo uważać.

Jeżeli ktoś ma 10 czy 20 tys. zł, to już takimi kwotami można zarobić fajne pieniądze. Ale jeśli myślimy długoterminowo, to i tak trzeba od jakiegoś poziomu zacząć. Ktoś ma 10 tys. dolarów, po kilku cyklach z takiej małej kwoty można mieć dostatecznie dużo pieniędzy żeby udać się na emeryturę. Dla mnie 10 tys. dolarów to jest bardzo dużo. To jest doskonała kwota żeby zacząć inwestować a nie ryzykować tego kapitału na spekulację.

Ja osobiście nie polecam początkującym instrumentów które maja duży lewar, bo to daje ogromną złudę i zazwyczaj się źle kończy.

O właśnie, a jaka jest Twoja filozofia handlu?

Ja jestem studentem Grahama i Buffeta. Myślę, że najważniejsza jest wartość. Są bardzo proste zasady. Jeżeli jaka spółka jest tania albo wykres pokazuje, że jest okazja do zarobienia, ale spółka jest fundamentalnie kiepska, to nie wchodzę w ten biznes.

Prowadzę swój szkolny biznes i nie mogę poświęcić dużo czasu na inwestowanie. Nie mam czasu na szukanie idealnego momentu wejścia i wyjścia z transakcji. Wiem, ze jeśli kupię dobrą spółkę, która dobrze się rozwija i kupię ją w odpowiednim czasie… np. lotnisko po zamachu – kupowałem świetną spółkę w momencie, gdy drastycznie traciła. Tak samo ze szpitalem, który jest jednym z najlepszych na świecie, ale był tam przypadek SARS i na akcjach była panika. Okazja do zakupu.

Jako inwestujący w wartość, kupuję z marginesem bezpieczeństwa. Jeżeli się pomyliłem, to jestem w stanie wyjść z transakcji mniej więcej po tyle, za ile kupowałem. Nie gram na spadki. Jeśli patrzyłbym na okazje tak, że jak spada cena, to tnę stratę i zrobię tak wielokrotnie – to nagle stracę dużą część kapitału. Ja podchodzę do tego inaczej.

Trzeba być cierpliwym. Trzeba zidentyfikować dobre spółki. Ja uczę, że nie więcej niż 20, bo człowiek nie powinien inwestować więcej jak 5 proc. w dany papier. Jak jesteś tutaj na miejscu, to widzisz dużo więcej. Czasami na jednych akcjach robię wiele transakcji. Jeden z banków w Tajlandii kupowałem i sprzedawałem już wiele razy w ciągu lat zawsze z zyskiem. Czekam na dobry moment.

W USA są tysiące spółek, skanery, analizy. Ja wolę prościej – wybrane spółki, które śledzisz, które obserwujesz. Masz czas żeby analizować, żeby zauważyć, że coś się dzieje. Ciężko być dobrym inwestorem, jeśli się mało interesujesz tematem. Po prostu dużo więcej widzisz jak obserwujesz co się dzieje.

Jak już jestem w Azji, widzę lepiej co się dzieje w Tajlandii, a co u sąsiadów, na Filipinach czy w Chinach. Tutaj nie ma unii politycznej, ale zaczęła się ekonomiczna „unia” krajów tego regionu wiec będzie dużo ciekawego się działo w najbliższych latach.

Ale masz na pewno określone strategie wyznaczania momentu zakupu?

Często robię zakupy w jednym miesiącu – sierpniu. Statystycznie jest wtedy dużo okazji. Poza tym są spółki, które są pięknie w kanałach, spadają i wracają do poziomów cen. Jak zobaczysz jak kanał działa, to możesz kupować taniej, sprzedawać drożej i na tej samej spółce ciągle zarabiać. To zupełnie inaczej niż w tradingu. Trader często handluje na spółce, której nazwy nawet nie zna i zupełnie nie wie czym ona się zajmuje. Skaner znalazł potencjalne szanse na handel, widzisz wykres i to wystarczy. Ja tak absolutnie nie robię.

Mam takie porównanie, ze łatwiej się ożenić z kimś kogo znasz od lat ;) Jest też takie włoskie przysłowie, „najlepsza żona jest z tej samej wsi”. Na rynku akcji spełnia się to doskonale.

Widzisz też różnice pomiędzy kontynentami? W gospodarce, prowadzeniu biznesu? W mentalności ludzi?

Załóżmy, że mamy 2 spółki, które robią dokładnie to samo. Jedna jest w Azji, np. w Tajlandii czy Filipinach, a jej odpowiednik w Europie. Czasem w Azji ten sam model biznesowy szybko się rozwija, a w Europie bankrutuje ze względu na koszty pracy i regulacje prawne itd. Inna sprawa – demografia.

Zobacz jak dużo jest młodych ludzi w Azji, a Europa się starzeje. W Tajlandii jest też duży głód finansowy – ludzie muszą pracować, muszą zarabiać, nie ma takiego „socjalu”. To kraje głodne sukcesów i zysków, są nastawieni na zarabianie, muszą też sami zazwyczaj zadbać o emeryturę i swoich starych rodziców. To zupełnie inna mentalność niż w Europie.

Ja prowadzę tutaj biznes 15 lat. Zarobiłem kilka milionów dolarów. Nie byłem nigdy wezwany na żadne przesłuchanie w urzędzie skarbowym ani nie miałem ani jednej kontroli. Jak wypłacałem dużą dywidendę ostatnim razem, to już byłem przekonany, że tym razem będzie jakieś wezwanie aby sprawdzić i skontrolować – może pierwsze po 15 latach. A tu dalej nic!

Pieniądze są tu łatwiejsze do zarobienia niż w Europie pod warunkiem że wiecie co robicie. Metoda której używam i której uczę jest doskonała dla ludzi, którzy np. maja swój biznes, swoją działalność lub karierę zawodową która zabiera im dużo czasu, ale mają nadwyżki finansowe i chcą je pomnażać.

Nie mają czasu na siedzenie cały czas przed monitorem i przeglądania wykresów – jest mnóstwo ludzi, którzy nie chcą trading’u i chcą zarabiać np. z dywidend i wzrostu ceny akcji. To w zupełności wielu inwestorom wystarczy do szczęścia.

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Bangkoku!

camp_inwestc_1200x628

Wyjazd jest w sierpniu (swoją drogą, cena jest niższa do końca czerwca). Na blogu zobaczycie wywiady z prelegentami i materiały edukacyjne. Będzie też relacja dzień po dniu i sporo ciekawostek biznesowych z samej Azji. Po tygodniu w Bangkoku ruszam dalej, więc oprócz samej giełdy, postaram się przywieźć kilka ciekawostek z Singapuru i południa Tajlandii. Jestem bardzo ciekaw jak faktycznie wygląda tam życie a jak prowadzenie biznesu, bo dużo źródeł w Internecie mówi całkowicie sprzeczne rzeczy.

Jeśli nie chcecie nic przegapić z relacji, to zachęcam do zapisania się na newsletter ;)

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.