Blog dla ludzi, którzy dbają o swoje pieniądze

Aplikacja Robinhood i fascynujące liczby z prospektu!

Aplikacja Robinhood jeszcze kilka lat temu była rynkową ciekawostką zza oceanu, a dzisiaj jest jednym z najważniejszych startupów na rynku finansowym, który właśnie zmierza na amerykańską giełdę. Lektura dokumentu S-1 jest niezwykle ciekawa i pokazuje chociażby jak aplikacja Robinhood maksymalizuje zyski z usługi, która… dla inwestora indywidualnego jest darmowa. 

Na ten prospekt emisyjny czekał sam Warren Buffett. Podczas ostatniego walnego zgromadzenia akcjonariuszy Berkshire Hathaway, Warren najpierw ostro skrytykował to w jaki sposób popularna aplikacja Robinhood uczy młodych ludzi inwestować, a później dodał, że czeka z niecierpliwością na pojawienie się dokumentu S-1, czyli informacji o spółce przed debiutem.

 

Skoro sam Buffett czekał tyle miesięcy na lekturę prospektu, to tym bardziej warto zainteresować się tematem i poczytać lub posłuchać o domu maklerskim, który swoim nietypowym podejściem do biznesu wprowadził dużo zamieszania do skostniałej od lat branży.

Nic Za Darmo: Odcinek 42

Aplikacja Robinhood to temat przewodni odcinka podcastu Nic Za Darmo #42. Można go posłuchać tu na stronie z wklejonego poniżej playera lub wybrać dowolne inne źródło podcastowe tak, żeby było wygodniej.

Odcinki i dyskusję z nimi związaną znajdziecie również na moim kanale YouTube, zachęcam do brania udziału i komentowania:

Czym jest aplikacja Robinhood?

Robinhood to spółka, która została założona w 2013 roku przez duet Vladimir Tenev i Baiju Bhatt. Obaj mają dzisiaj udziały szacowane na ponad miliard dolarów każdy, więc aplikacja Robinhood powstała gdy byli ledwie dwudziestoparolatkami na rynku startupowym. 

 

Dzisiaj Robinhood zatrudnia aż 2 tys. pełnoetatowych pracowników i idą na amerykańską giełdę po 100 mln dolarów w ramach IPO. Właściciele chcą sprzedać sporą część akcji drobnym inwestorom, bo deklarują że aż 20-35% emisji ma trafić do inwestorów indywidualnych. 

 

Model biznesowy aplikacji Robinhood mówi jasno, że inwestowanie trzeba demokratyzować, więc musi być to dostęp łatwy i przyjemny – mówiąc wprost – darmowy. Dzięki temu startup rzucił solidne wyzwanie WallStreet, które na prowizjach zarabiało krocie. 

Na przestrzeni 8 lat spółka zyskała aż 31 milionów klientów. Jednak w 2015 roku mieli ich raptem 0,5 miliona. Sam doskonale pamiętam jak aplikacja Robinhood była traktowana jako ciekawostka – mały startup, który testuje bezprowizyjny handel akcjami, ale mało kto daje mu szanse na przyszłość.

 

Czy da się handlować bez prowizji i jednocześnie zarabiać na tym grube pieniądze? Tak robi aplikacja RobinHood, ale sposób zarabiania pieniędzy budzi tu wiele kontrowersji. 

Jak zarabia aplikacja RobinHood?

Kluczem do rozszyfrowania modelu biznesowego Robinhooda jest payment for order flow (PFOF). RobinHood nie jest brokerem, który wykonuje zlecenia giełdowe. Jest on tylko pośrednikiem, który je przekazuje do brokera zajmującego się bezpośrednio realizacją zleceń. Warto jednak mieć na uwadze, ze Robinhood jest za to brokerem rozliczeniowym, którego zadaniem jest rozliczanie transakcji swoich klientów.

 

Skoro Robinhood nie realizuje zlecenia, to kto to robi? Bardzo często jakiś „market maker” jest wtedy drugą stroną transakcji inwestora detalicznego. I tu my pierwszą kontrowersję, ponieważ jeśli broker jest drugą stroną transakcji to mamy naturalny konflikt interesów.

 

W tym modelu biznesowym, kojarząc w ten sposób zlecenia kupna i sprzedaży, pośrednicy zatrzymują dla siebie dużą (lub całą) różnicę, generując na tym rosnące przychody. Jednymi słowy mają prowizję od każdej transakcji zawieranej, chociaż prowizji nie płaci de facto ich klient bezpośrednio. Jak podpowiada nam prospekt emisyjny, aż 75% przychodów spółki pochodzi właśnie z payment for order flow.

 

Co ciekawe, pionierem i wielkim zwolennikiem tego modelu biznesowego był w latach 90-tych… Bernie Madoff, twórca wielkiej piramidy finansowej. Jeszcze jako znana osoba w branży finansowej, forsował on zalety tego modelu, ponieważ pośrednicy napędzali w ten sposób klientów brokerom realizującym transakcje – jednymi słowy, biznes kręcił się jednym i drugim, a przez to rosła również płynność na rynkach. Gdybyśmy nie mieli tu żadnego konfliktu interesów, to pewnie nawet moglibyśmy mu przyznać trochę racji, aplikacja Robinhood napędza klientów na rynek.

 

Liczby mówią same za siebie. W 2019 roku przychody spółki wynosiły 278 milionów USD, a w 2020 aż 959 mln USD. Tak, to procentowy wzrost o 245%! Jednak prawdziwy fenomen tych zysków polega na tym, z jakiej bazy klientów są one generowane. Wartość depozytów klientów jest bardzo niska, mediana to raptem 240 dolarów, średnia arytmetyczna raptem 5,000 dolarów. To relatywnie małe pieniądze jak na sektor finansowy, natomiast aplikacja Robinhood potrafiła osiągnąć tzw. ARPU (wskaźnik średnich rocznych przychodów na użytkownika) na poziomie 137 USD.

aplikacja RobinHood ARPU

Robi wrażenie, prawda? 137 dolarów z klienta, który ma wszystko za darmo! To się właśnie uzbiera z tych centów zgarnianych od każdej transakcji jako pośrednik. I co bardzo ważne, to absolutnie nie są zyski jedynie z akcji. W pierwszym kwartale 2021 Robinhood zrobił łącznie 522 mln dolarów przychodu, z czego aż 197 na opcjach (38%), 133 na akcjach (25%) i 87 na handlu na krypto (17%). Warto mieć na uwadze, że wyniki są bez wątpienia wyśrubowane pod wejście na giełdę, a pomogły rynki finansowe w 2020 roku (z punktu widzenia historii, skala ruchów w tym roku jest wręcz anomalią, więc ciężko będzie szybko taki rok powtórzyć).

Jeszcze więcej kontrowersji

Już sam model biznesowy budzi wiele kontrowersji na rynku, ale sprawą coraz częściej interesują się w amerykańskim Kongresie. Można śmiało założyć, że zmiany w legislacji to aktualnie bardzo poważne ryzyko dla Robinhooda i zarazem paliwo dla tych, którzy już myślą o tym jak shortować spółkę, gdy ta wejdzie na giełdę.

 

A na tym nie koniec. Już w grudniu 2019 roku Robinhood otrzymał 1,25 mln USD kary od Financial Industry Regulatory Authority (FINRA) za „naruszenie reguł dobrej egzekucji zleceń giełdowych” w październiku 2016 roku i listopadzie 2017 roku. To był dopiero wstęp do kar. Robinhood opublikował tzw. dokument S-1 w związku z wejściem na giełdę, dosłownie dzień po tym jak otrzymał od FINRA najwyższą karę w historii tej instytucji, wynoszącą 70 milionów dolarów za techniczne usterki w 2020 roku. Technologia jest niezwykle istotna, szczególnie dla traderów, bo można stracić pieniądze nie tyle z powodu złej inwestycyjnej decyzji, co złej jej egzekucji.

 

Ostatni wątek to oferowanie usług finansowych w formie wręcz grywalizacji bardzo początkującym inwestorom. To może się skończyć bardzo źle i jedna taka sytuacja doprowadziła już dosłownie do… śmierci klienta. 20-letni student z Nebraski popełnił samobójstwo po tym jak aplikacja Robinhood wyceniła jego portfel opcyjny na minus 750 tysięcy dolarów, przy depozycie 16 tys. dolarów. Dostał on wtedy wezwanie do natychmiastowego uzupełnienia rachunku o 178 tys. dolarów. Po tej informacji załamał się i niestety popełnił samobójstwo. Zaraz po tym rodzina pozwała Robinhooda, a z materiału dowodowego wynika, że chłopak nawet nie wiedział czym są opcje, więc widząc straty kilkukrotnie pisał do obsługi klienta z prośba o wyjaśnienie skąd wziął się wynik na minusie? Odpowiedzi nigdy od brokera nie otrzymał.

 

Trudno ocenić jaka była skala strat podobnych klientów, ale warto mieć z tyłu głowy, że kryptowaluty zaliczyły najgorszy kwartał w historii (mówiłem o tym w odcinku podcastu nr 41), co przełożyło się na największe straty netto inwestorów indywidualnych.

Aplikacja RobinHood… uzależnia?

Zaangażowanie to największa broń RobinHooda i coś, czego zazdrości im każdy chyba broker na świecie. Patrząc na dane z S-1 można odnieść wrażenie, że aplikacja RobinHood wręcz uzależnia swoich użytkowników. Liczba aktywnych miesięcznych użytkowników to 17,7 mln. Natomiast liczba aktywnych dziennych użytkowników wynosi niemal 9 mln. Aż 47% klientów to aktywni dzienni użytkownicy! Dodajmy przecież badanie, gdzie 50% klientów deklaruje się jako „first-time investors”.

 

Spółka w dokumencie S-1 pokazuje również, że ma kilkukrotnie wyższe wskaźniki niż czołowe firmy z branży fintech w kontekście liczby dziennych logowań, czyli tych najbardziej zaangażowanych klientów. Logujecie się do czegoś 7 razy dziennie? Duża część posiadaczy aplikacji RobinHood właśnie tak robi.

 

aplikacja RobinHood

Historia spółki i sama konstrukcja aplikacji RobinHood pokazuje, że zaangażowany klient to klient, na którym można bardzo dużo zarobić. Aplikacja jest głównym narzędziem służącym do zawierania transakcji, więc sama jej budowa ma za zadanie sprawić, że inwestowanie będzie niczym gra. Aplikacja RobinHood jest bardzo mądrze zaprojektowana – interfejs, elementy grywalizacji, sprowadzanie handlu akcjami do zabawy, wywoływanie emocji i nadawanie kontekstu „demokratyzacji” rynków – to działa i bez wątpienia pokazuje innym domom maklerskim drogę.

Obserwuję i mam wątpliwości

Przyznam szczerze, mam bardzo mieszane uczucia na temat RobinHooda, pomijając sam fakt, że zawsze jestem mocno podejrzliwy, gdy coś jest całkowicie za darmo na rynku finansowym.

 

Spółka zarabia na najbardziej niedoświadczonych i chociaż ogromne zaangażowanie użytkowników jest wielkim biznesowym plusem firmy, to jednak moim zdaniem uzależnienie części traderów od użytkowania aplikacji nie jest dobrą wiadomością na długi termin. Od marca 2020 roku wielu początkujących inwestorów żyje w przeświadczeniu, że rynki tylko rosną, a inwestowanie to doskonała zabawa, więc obawy w takim kontekście są moim zdaniem jak najbardziej wskazane.

 

Oczywiście aplikacja RobinHood ma wpływ również na polskich inwestorów, chociaż jest to wpływ mocno pośredni. Coraz więcej domów maklerskich obniża prowizje albo zaczyna oferować akcje i ETF-y bez prowizji (najlepszym tego przykładem w Polsce jest od kilku miesięcy X-Trade Brokers). Dosłownie kilka dni temu opłatę miesięczną zniósł jeden z największych na świecie graczy – Interactive Brokers.

Korzystajcie z prospektów emisyjnych!

Nawet jeśli aplikacja RobinHood jest kompletnie poza naszym polskim zasięgiem, nie chcemy inwestować w ten biznes i nie obchodzą nas kontrowersje wokół tego biznesu, to i tak warto korzystać z wiedzy zawartej w prospektach emisyjnych, gdy takie firmy wchodzą na giełdę. Nie na darmo Warren Buffett mówił, że czeka na możliwość przeczytania dokumentów – prospekt emisyjny to cenne źródło wiedzy, o którym często zapominamy, a który jest kopalnią biznesowej wiedzy nawet dla ludzi, którzy nie chcą inwestować na giełdzie, ale mogą się czegoś nauczyć w ramach prowadzenia swojego biznesu. Nie zapominajcie o tym!

Tomek Jaroszek

Tomek Jaroszek

Jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst? Podziel się nim!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on facebook
Share on pocket
5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Barbara
Barbara
2 miesięcy temu

Dziękuję za super opis, z wyjaśnieniem i szczegółami.

Tomasz Jaroszek

Tomek Jaroszek

Cześć! Jestem Tomek. Pewnego dnia rzuciłem pracę na etacie i założyłem własną firmę oraz tego bloga. To była doskonała decyzja, a jeśli chcesz poznać tę historię lepiej, to koniecznie przeczytaj więcej o samym blogu.

Ulubione teksty
1
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x