Po co się ubezpieczać i na co uważać wybierając ubezpieczenie?

po co się ubezpieczać

Pesymiści kolekcjonują polisy, a optymiści traktują brak polisy jako zbędny wydatek lub nawet sprytną oszczędność. Obie postawy są skrajne i oczywiście gdzieś miedzy nimi jest złoty środek. Zastanówmy się w takim razie po co się ubezpieczać i na co zwracać uwagę, gdy już się zdecydujemy.

Walczymy z budżetem domowym, staramy się oszczędzać na każdych zakupach, odkładamy drobne pieniądze do skarbonki, a na koniec… bierzemy pierwsze ubezpieczenie jakie zaproponuje nam znajomy agent albo w ogóle lekceważymy temat, bo to zbędny wydatek. What?!

Jeśli znacie mój tekst o błędach w oszczędzaniu to już wiecie, że możemy popełniać sporo błędów i kompletnie nie zdawać sobie z nich sprawy. Wydaje nam się, że oszczędzamy, ale tak naprawdę jesteśmy na minusie, gdy spojrzy się na liczby. Ubezpieczenia to dokładnie ten sam przykład.

Brak polisy może się okazać pozornym oszczędzaniem, bo konsekwencje będą nas kosztować majątek. Z kolei źle dobrany produkt daje nam poczucie bezpieczeństwa, ale może się okazać, że kompletnie nie jest do nas dobrany.

Spróbujmy w takim razie rozprawić się z tematem.

Po co się ubezpieczać?

Robert Kiyosaki mawia:

Ryzyko zawsze istnieje, więc uczmy się kontrolować ryzyko, zamiast go unikać.

Niby oczywiste, ale jednak. Gdyby wymienić potencjalne ryzyka, jakie na nas czekają w życiu, zrobiłaby się naprawdę długa lista – od chorób, przez wypadki, kradzieże i wszystkie inne kataklizmy.

Na wiele z nich nic nie poradzimy, ale możemy zmniejszyć skutki samego problemu. Traktując temat ubezpieczeń w ten sposób, będziemy w stanie podejść do tego w racjonalnie.

Po co się ubezpieczać? Transfer ryzyka!

Wiele podręczników do finansów traktuje „ryzyko” jako oddzielny dział. Ryzyko można podejmować, starać się go unikać, można go też ograniczać różnymi metodami lub można ryzyko… transferować. Brzmi poważnie, ale dokładnie o to chodzi w ubezpieczeniach. Przejdźmy do przykładów.

Ktoś ukradnie mi auto – nie mam czym jeździć, jest to dla mnie duża strata finansowa, muszę ponieść dodatkowe koszty na transport… chyba, że mam autocasco, które zapewni odszkodowanie pokrywające całość lub większość strat materialnych.

Spali mi się mieszkanie – jedna iskierka wystarczy, aby spalił się majątek przechowywany w nim. To poważna strata, a do tego doliczmy wysokie koszty dodatkowe, bo przecież trzeba jakoś zapewnić sobie powrót do normalnego życia. To finansowa tragedia, jeśli nie mamy dobrze dobranego ubezpieczenia.

Co się tak naprawdę dzieje w każdej z tych sytuacji?

W zamian za składkę ubezpieczeniową, przenoszę ryzyko finansowe zdarzenia na ubezpieczyciela.

Tylko tyle i aż tyle.

Wiemy już po co się ubezpieczać, teraz czas na kilka konkretnych wskazówek. Pewnie znajdziecie w sieci wiele zestawień z radami dotyczącymi różnych rodzajów ubezpieczeń, ale to jest moje subiektywne podejście do ubezpieczeń jako całej klasy produktów. Nie ma znaczenie czy to OC, ubezpieczenie turystyczne czy mieszkaniowe – to zasady, które stosuję kupując dowolny produkt ubezpieczeniowy.

1. Ubezpieczenie to nie inwestycja!

Polisa inwestycyjna, lokata z polisą, polisolokata, fundusz w formie ubezpieczenia – sektor finansowy tworząc coraz to nowe produkty, kompletnie rozmył znaczenie ubezpieczenia w naszym życiu. W bankach wciskają nam skomplikowane produkty inwestycyjne, ubrane jedynie w formę ubezpieczenia. To całkowite pomieszanie pojęć, które wynikało z korzyści prawno-podatkowych. Kilka lat temu modne były lokat ubrane w polisę, ponieważ były zwolnione z podatku Belki.

Ustalmy sobie jedno: celem inwestycji jest pomnożenie oszczędności. Kropka.

Służy do tego naprawdę wiele instrumentów, o których możecie chociażby przeczytać w tekście o inwestycjach 2017 roku. Nie ma wśród nich ubezpieczeń. Pewnie nie zgodzi się ze mną wielu doradców finansowych, którzy sprzedają głównie tego typu produkty, ale dla zdania tu nie zmienię: ubezpieczenia mają nas chronić, a inwestycje pomnażać pieniądze.

2. Ubezpieczenia obowiązkowe i dobrowolne

Warto to wiedzieć żeby po prostu nie dać się nabrać. Nie twierdzę, że doradcy ubezpieczeniowi w ten sposób wykorzystują niewiedzę klientów, ale naprawdę znam osoby, które potrafią przedłużać AC, OC i Assistance hurtem, nie wiedząc, że tylko jedno ubezpieczenie jest obowiązkowe.

Dobrym przykładem są właśnie ubezpieczenia komunikacyjne. Przypomnę tylko, że OC chroni ubezpieczonego od finansowych konsekwencji szkód, jakie może on wyrządzić osobom trzecim lub w mieniu w związku z ruchem swojego pojazdu. Skoro jest to ubezpieczenie, w którym ochrona będzie taka sama, ale ceny mogą być różne, to powinniśmy wybrać tańsza ofertę. Akurat w tym przypadku to jest naprawdę takie proste, ale musimy znać podstawowe założenia.

3. Sprawdzaj, pytaj, porównuj

Nawet jeśli korzystamy z pomocy doradcy ubezpieczeniowego, to nie znaczy, że nie warto czegoś przeczytać na temat ubezpieczeń i porównać ofert samodzielnie. Lubimy zrzucać z siebie odpowiedzialność za finanse, w szczególności, gdy mamy pod ręką jakiegoś pracownika instytucji. („to nie ja chciałem kredyt we frankach, to ten zły człowiek z banku mnie namówił”).

Nawet jeśli macie spotkanie z doradcą, możecie wcześniej zobaczyć jakie są ceny na rynku, co zawierają poszczególne ubezpieczenia i na co zwrócić uwagę. Dobre porównywarki oprócz narzędzi dają też klientowi konkretne porady, które mają pomóc mu w podjęciu decyzji. Zajrzyjcie sobie do Akademii mfind.pl – 800 tekstów na start, zanim jeszcze zaczniecie porównywać ubezpieczenia.

4. Wyłączenia ochrony ubezpieczeniowej

Na czym skupiamy się szukając ubezpieczenia? Wysokość składki, kwota na jaką się ubezpieczamy, zakres ochrony… i często dalej już nie idziemy. Jak to zwykle w finansach jest jakaś gwiazdka w ofercie. W przypadku ubezpieczeń jedną wielką gwiazdką są wyłączenia ochrony ubezpieczeniowej. Każdy z nas powinien dokładnie sprawdzić wszystkie, zanim podpisze umowę. Być może kupujemy ubezpieczenie z myślą o ochronie czegoś, za co ubezpieczyciel nie zamierza brać odpowiedzialności.

Przykładowo, ubezpieczam mieszkanie ze względu na kolekcję obrazów, którą odziedziczyłem. Brzmi logicznie, dopóki nie wczytam się w OWU. Częstym wyłączeniem ochrony ubezpieczeniowej w ubezpieczeniach mieszkań są właśnie przedmioty zabytkowe, dzieła sztuki i kolekcje. Jeśli zależy nam na ochronie dzieł sztuki w mieszkaniu, to być może potrzebujemy zupełnie innego produktu, który je ochroni.

5. Najważniejsze jest OWU

OWU to skrót od Ogólnych Warunków Ubezpieczenia. Nie ma znaczenia jaki to rodzaj ubezpieczenia, zawsze warto traktować OWU jako najważniejszy dokument, którego nie można pominąć.

W biznesie jest takie powiedzenie, że umowy zawiera się na złe czasy. W dokumentach zawarte są zapisy mające, do których odwołujemy się, gdy pojawia się jakiś problem, np. konsekwencje wynikające z opóźnień w realizacji zamówienia. Nikogo to nie interesuje do momentu, gdy zamówienie jest wykonywane na czas. Umowa przydaje się, gdy pojawi się pierwsze opóźnienie. Dokładnie w ten sposób działa OWU. Gdy pojawia się jakaś sporna sytuacja, szukamy odpowiedniego zapisu w OWU, który tłumaczy jak działa bądź nie działa ubezpieczenie w danej sytuacji.

OWU to dokument, który trzeba przeczytać bardzo dokładnie i zwrócić uwagę na elementy, które dotyczą konkretnie naszej sytuacji.

6. Kłamstwo ma krótkie nogi

Mamy czasem taki paskudny zwyczaj, że chcemy zaoszczędzić za wszelką cenę i w tym celu potrafimy nawet naginać prawdę. Ceny ubezpieczeń zależą od bardzo wielu danych, jakie podamy ubezpieczycielowi. W czasie ostatnich podwyżek OC, które widzieliśmy w Polsce, nasiliło się zjawisko manipulowania danymi w celu obniżenia składki.

Inny kod pocztowy miejsca zamieszkania lub zameldowania, inne przeznaczenia samochodu, nieco podkręcone lub zaniżone liczby – to może powodować istotne zmiany w składce. Sprytnie, prawda? No właśnie nie! To pozorna oszczędność, za którą przyjdzie nam zapłacić, gdy coś się faktycznie wydarzy i ubezpieczenie ma prawidłowo zadziałać (już pomijam oczywisty fakt, że to po prostu oszustwo).

7. Nie rozumiesz? Nie podpisuj!

Czasem głupio nam się przyznać, że czegoś nie rozumiemy. To prosty, ludzki mechanizm, który może wpakować nas w niezłe kłopoty. Wystarczy, że podpiszemy w banku umowę, której treści do końca nie rozumiemy.

Nie rozumiesz czegoś w OWU albo konstrukcji ubezpieczenia? Pytaj. Pytaj aż do skutku. W końcu to jest w Twoim interesie.

Piszę o finansach od 2008 roku, mam konta w większości komercyjnych banków w Polsce, testowałem przeróżne produkty i… zadaję czasem takie pytania w banku, że pracownicy zastanawiają się, czy jestem pierwszy raz w życiu w oddziale. Po prostu chce mieć pewność, że dokładnie rozumiem produkt. Jak pracownik coś mówi, to ja parafrazuję jego słowa i pytam na konkretnym przykładzie. I tak do skutku, aż nie jestem przekonany, że wszystko ok. Nie chodzi o to, że jestem bankowym trollem ;) Po prostu chcę rozumieć produkt, który kupuję niekiedy na długie lata.

Co dalej?

Ubezpieczenia nie są łatwymi produktami, ale są bardzo potrzebnymi produktami, jeśli już wiemy po co się ubezpieczać. W związku z tym, w kolejnych wpisach postaram się pomóc wam zrozumieć podstawowe zagadnienia związane z różnymi ubezpieczeniami. Będę miał też sporo konkretnych, merytorycznych wskazówek od specjalistów z mfind.pl, partnera serii o ubezpieczeniach ;)

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.