Deflacja w Polsce: czy jest się czego bać?

deflacja w polsce doradcatv

Deflacja w Polsce. Od kilku miesięcy mamy deflację, co objawia się spadkiem cen. Ekonomiści i analitycy są przerażeni, bo za deflacją przyjdzie spowolnienie gospodarcze. W mediach straszą nas kryzysem. Czy aby na pewno? Czemu wszyscy boją się deflacji?

Mam wrażenie, ze deflacja w Polsce działa na wielu analityków jak woda święcona na wampiry. Odwiedzam różne media i ewidentnie panika wokół deflacji robi się coraz większa. Analitycy szukają przyczyn, straszą spowolnieniem gospodarczym i przypominają historyczne sytuacje, w których deflacja niszczyła gospodarki różnych krajów. Pozwólcie, że wyjaśnię o co w tym chodzi. Nie jest tak strasznie – straci budżet, ale zyskamy my – konsumenci.

 

deflacja w polsce
deflacja w Polsce

Inflacja i deflacja – definicje

Jak Jing i Jang, inflacja i deflacja to dwa pojęcia, które w ekonomii nie mogą bez siebie istnieć. Inflacja to spadek siły nabywczej pieniądza, co objawia się wzrostem cen.

Wszystko drożeje, nasz pieniądz jest mniej wart.

Deflacja to odwrotność inflacji – wzrost wartości pieniądza, objawiający się spadkiem cen towarów, usług i aktywów.

Możemy kupić więcej za nasze pieniądze.

Jeśli te definicje nadal sprawiają jakiś problem ze zrozumieniem to wystarczy zapamiętać, że w czasie inflacji ceny rosną, a deflacji – ceny spadają. Ważniejsze jest zrozumienie procesów, które temu towarzyszą, nawet jeśli nie będziemy posługiwać się ekonomiczną terminologią.

Krótka wersja moich wniosków o polskiej deflacji w 5 min video:

 

Są dwie znaczące przyczyny obecnego spadku cen w Polsce. Obie nie są wewnętrzne:

1) Spadek cen ropy. Ten sam czynnik, który niszczy teraz rosyjską gospodarkę, ma również wpływ na nasze ceny. Obecnie cieszymy się ze spadających cen benzyny, jednak ma to również wpływ na naszą deflację.

2) Spadek cen żywności na świecie. Tutaj decydujące jest embargo Rosji na żywność z Unii Europejskiej. Więcej w tym polityki niż ekonomii, więc trudno określić ile to może potrwać.

Oba czynniki są zewnętrzne, nie mamy na nie wpływu, ale jesteśmy od nich zależni.

Dlaczego ekonomiści i politycy boją się deflacji?

Po pierwsze, ekonomiczne zjawiska brzmią groźnie. W Polsce nie uczymy się ekonomii, nie ma edukacji finansowej, nie jesteśmy w ogóle zainteresowani tym tematem. Nie przesadzam – mam wielu bardzo dobrze wykształconych znajomych, którzy nie znają podstawowych pojęć ekonomicznych, nie wiedzą co robi NBP, czym są stopy procentowe itp. Taka sytuacja daje olbrzymie pole do nadużyć, np. mediom i politykom. Niska świadomość klienta/obywatela daje ogromne możliwości wszystkim instytucjom finansowym, bo klient jest zdany na ekspertów.

Po drugie, wspominamy często sytuacje historyczne, podczas których deflacja doprowadziła do kryzysów i wieloletniego spowolnienia gospodarczego. Jest „stracona dekada Japonii”, czyli czas recesji połączonej z trudną deflacją. Mało kto dodaje jednak, że dekada była dopiero po bańce spekulacyjnej. Ponadto Japonia kilkadziesiąt lat temu, a Polska teraz… nasze zamiłowanie do porównywania sytuacji Polski kończy się tym, że można bawić się wnioskami i zawsze brzmi to mądrze w ustach analityka w krawacie.

Inny przykład, który przychodzi mi na myśl, to czas wielkiego kryzysu w USA. Ten był z kolei prawie 100 lat temu i był to jedyny przypadek silnej recesji połączonej z deflacją w USA. Jakakolwiek lektura dotycząca zjawiska wielkiego kryzysu, uświadomi czytelnika, że był to czas szalonych cen, baniek spekulacyjnych, abstrakcyjnych wycen… tego nie można zestawiać z dzisiejszą gospodarką Polski.

Po trzecie, jest niebezpieczeństwo spowolnienia gospodarczego, wywołanego długotrwałą deflacją. To chyba największe zagrożenie. Wyobraźmy sobie proces, którego wszyscy tak się boją.

„Mamy deflację od kilku tygodni, zapowiada się, że będzie trwała dużo dłużej. Słyszymy zapowiedzi, że ceny ciągle spadają. Wstrzymujemy się zakupami, które planowaliśmy… bo przecież za jakiś czas będzie jeszcze taniej. Zahamowanie konsumpcji, czyli naszych zakupów, spowoduje, że firmy będą mniej zarabiać. W końcu mniej kupujemy. Firmy, które mniej zarabiają mogą obniżać zatrudnienie, mniej inwestować, a może nawet zaczną zwalniać. Małymi kroczkami sami sobie zgotujemy spowolnienie gospodarcze, bo wstrzymujemy się z zakupami.” – tego boją się ekonomiści.

Współczesna gospodarka opiera się na konsumpcji. Przypomina mi to teorię żarówki, czyli celowe produkowanie rzeczy niższej jakości, żeby konsument musiał szybciej kupić nową. ZSRR nie zrozumiał tej zasady i ich produkty działały po 30-40 lat, więc nie było potrzeby wymiany na nowe. Skoro nie było potrzeby, to Rosjanie mniej kupowali. I dalej proces już znacie. Żyjemy w czasach, kiedy wszyscy chcą żebyśmy więcej kupowali, bo to nakręca gospodarkę.

Po czwarte, deflacja jest czymś abstrakcyjnym w czasach drukowania pieniędzy, poluzowania ilościowego w USA, pompowania wycen giełdowych spółek, najniższych stóp procentowych. Zarówno budżety państw, jak i założenia ekonomistów ciągle opierają się na inflacji, a banki centralne mają wręcz cel utrzymania inflacji na określonych poziomach. Żyjemy w czasach, gdzie inflacja to normalne zjawisko i chociaż ma ona więcej negatywnych skutków niż pozytywnych, traktujemy ją jako stały element zdrowo działającej gospodarki.

Po piąte, spadek przychodów firm wywoła falę upadku przedsiębiorstw. Teoria nie zakłada jednak, że spadają też koszty, a więc wiele firm nie odczuje problemów z deflacją. Poza tym tak małego spadku cen nie odczujemy znacząco.

Wydaje mi się, że mógłbym jeszcze wymienić kilka powodów, ale nie chciałbym też naciągać żadnych teorii w drugą stronę. Deflacja nie jest na rękę politykom, bo spadają wpływy do budżetu – politykom zależy na tym żebyśmy wydawali więcej. Ma to pozytywny wpływ na gospodarkę i oczywiście więcej pieniędzy wpływa do budżetu. Budżet budżetem, ale raz pomyślmy o obywatelach. Nasz pieniądz jest więcej wart, mamy większą siłę nabywczą i mniej tracą nasze oszczędności.

Zyski dla oszczędzających

Nie jest łatwo być w Polsce oszczędnym. Jeśli mamy lokatę lub konto oszczędnościowe, to nie dość, że walczymy cały czas z inflacją, to jeszcze musimy zapłacić podatek od odsetek, które zarobimy. Do tego mamy najniższe w historii stopy procentowe, a banki są w świetnej kondycji. Po prostu wiele na lokacie nie zarobimy.

Zobaczmy przykład: lokata na 4 proc. w skali roku, przy inflacji na poziomie 3 proc… a z tego 1 proc., który nam zostaje musimy tak naprawdę zapłacić 19 proc. podatku Belki od zysków kapitałowych. Dochodzimy do sytuacji, w której zakładamy lokaty i konta oszczędnościowe tylko po to, aby nie tracić naszych pieniędzy, które leżą na nieoprocentowanym rachunku.

W czasie, gdy nie ma inflacji… cała kasa nasza! No prawie cała, bo jeszcze podatek.

Lokaty/konta dobre na deflację

Jeśli mamy już deflację, to dobrze ją wykorzystajmy. Nasze zyski z lokat nie są pomniejszane o inflację. To może zachęcić ludzi do oszczędzania.

[EDIT – oferty nie są już aktualne]

Wybrałem kilka produktów, które łatwo założyć i nie trzeba mieć od razu rachunku bankowego, żeby mieć sensowne oprocentowanie.

optima

Konto oszczędnościowe w BGŻ Optima to bardzo dobre rozwiązanie dla tych, którzy cenią sobie płynność finansową. Osobiście wolę rachunki oszczędnościowe od lokat, bo w razie sytuacji awaryjnej, mogę bardzo szybko wyciągnąć pieniądze. Lepiej stracić 0.5 pkt na oprocentowaniu, ale zyskać komfort, że moje pieniądze są w zasięgu ręki, a nie obwarowane procedurami bankowymi. W tym przypadku mamy 3.5 proc. na koncie oszczędnościowym.

optima bezkarna

Dosłownie 0.5 pkt na oprocentowaniu więcej mamy na lokacie w tym samym banku. BGŻ Optima specjalizuje się w oszczędnościach – jest to projekt w pełni internetowy, pozwalający na szybkie i łatwe wrzucenie pieniędzy na lokatę. Bank dobrze to wymyślił – z każdym miesiącem zbiera więcej polskich oszczędności.

happy

O Idea Banku już pisałem, przy okazji pierwszego produktu z „wyjadaczy wisienek”. Lokata Happy to akurat jeden z ostatnich przykładów tak wysokiego oprocentowania bez zakładania konta. Tutaj jednak bank na pewno zechce namówić nas na kolejne produkty i sprawić, że zostaniemy z nim na dłużej.

Najpierw sprawdź u siebie

Oczywiście możecie sprawdzić, jakie oprocentowanie jest w Waszym banku. To pierwsza rzecz, jaką powinniśmy zrobić. Jeśli jednak u nas jest ledwie 2 proc. a u konkurencji 4, czyli dwa razy więcej, to warto poświęcić kilka minut na założenie lokaty przez Internet i w czasie deflacji, wyciągnąć z niej ile się da.

I jedno bardzo ważne pytanie. Czy oprócz cen paliw, odczuliście jakikolwiek spadek cen? Może ja mam lekko wypaczone myślenie z powodu mieszkania w centrum Warszawy, gdzie bardziej spodziewam się przylotu kosmitów niż niższych cen w sklepach, ale obawa przed spowolnieniem gospodarczym, spowodowanym deflacją jest dla mnie obecnie mocno przesadzona. Bez paniki, oszczędzamy na lokatach i kupujemy normalnie, a jeśli mamy już wiedzę odpowiednią do inwestowania, to deflacja również nam nie przeszkadza.

type=”text/javascript”>

Tomasz Jaroszek

Przydatne linki, z których czerpałem część informacji do tekstu:

  • http://www.bankier.pl/wiadomosc/Nagly-atak-deflacjofobii-3181256.html
  • http://www.obserwatorfinansowy.pl/bez-kategorii/lekcje-z-japonskiej-straconej-dekady/
  • http://lukaszpiechowiak.blogbank.pl/2014/07/08/kto-rozumie-inflacje-i-dlaczego-deflacja-jest-zla/
  • http://www.bankier.pl/wiadomosc/5-mitow-o-deflacji-3181257.html
  • http://forsal.pl/artykuly/822201,deflacja-sponsorem-wysokich-zyskow-z-lokat.html
  • http://biznes.nf.pl/r-petru-tep-deflacja-w-polsce-jest-ta-dobra-deflacja,,49125,143
  • http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/deflacja-to-nic-zlego/
  • http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/obawa-przed-deflacja-jest-przesadzona/

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.