7 zasad jak grać na giełdzie

jak grac na gieldzie

Jak grać na giełdzie, inwestować pieniądze lub jak zacząć inwestować – to pytania, które słyszę bardzo często. Mówię o giełdzie prostym językiem, więc wszyscy zakładają, że inwestowanie jest łatwe. Nie. Inwestowanie wymaga dużo nauki i założenia, że można też stracić pieniądze.  

Nie bez przyczyny użyłem sformułowania „grać na giełdzie” zamiast inwestować na giełdzie. To duża różnica, jednak Polacy szukają w wyszukiwarce 3 razy częściej jak grać zamiast jak inwestować. Giełda czy Forex to nie jest jest zabawa, podobnie jak biznes. Przeczytajcie sami.

Jak grać na giełdzie – moich 7 zasad

Zacząłem przygodę z giełdą dosłownie w wieku 18 lat. Pierwsze oszczędności w liceum wpłacałem na rachunek maklerski w mBanku i składałem zlecenia. Obserwowałem wykres i cieszyłem się, że zarobiłem. Wszyscy wtedy zarobili, bo było to przed kryzysem finansowym. Później wszystko straciłem i wiedziałem czemu. Później się dowiedziałem i otworzyłem szeroko oczy. Od tamtego momentu minęło prawie 10 lat i dalej się uczę. Wprawdzie budowałem już swoje małe portfele, spędziłem tydzień u Birgera Schaefermeiera w tradingroomie w Niemczech, zmagałem się z rynkiem Forex i testowałem różne strategie. Nadal uważam się za kogoś, kto musi się baaaaardzo dużo nauczyć.

Jestem współautorem książki „Ryzykować trzeba umieć” i pisałem o mojej specjalizacji, czyli inwestowaniu w szumie informacyjnym. Do tego rozdziału dodałem 7 zasad, które wypracowałem w trakcie lat inwestowania. Wszystkie narodziły się w bólach i przy stratach finansowych. Niektóre brzmią w stylu Paulo Coelho, ale tak już jest. proste zasady są najskuteczniejsze. Dla wszystkich początkujących i zaawansowanych – no i zapraszam do dyskusji, jeśli ktoś już chce porozmawiać o swoich doświadczeniach z rynku i o tym jak grać na giełdzie.

1. Ucz się cały czas

Jeśli siadasz do gry, naucz się zasad. Inaczej możesz równie dobrze iść do kasyna.

Pasją do rynków finansowych nie zaraziłem prawie nikogo… w długim terminie. Wielu znajomych pod wpływem mojej fascynacji wykresami i zawodu dziennikarza ekonomicznego siadało do platformy forexowej lub zakładało konta maklerskie i od razu rzucało się w wir inwestycji, bo przecież Tomasz mówił, że tu można naprawdę zarobić. Nikt nie wytrzymał na rynkach finansowych dłużej, bo nie znał zasad.

Na jedną dobrą transakcję składa się kilka elementów: poprzedzająca ją analiza, znalezienie momentu wejścia, momentu wyjścia (zarówno przy stracie, jak i zysku), zarządzanie wielkością pozycji. Jeśli zabraknie któregoś z tych elementów, transakcja może się po prostu nie udać.

Dla wielu początkujących nie ma dużej różnicy między poszczególnymi instrumentami. Ropa, podobnie jak złoto, WIG20, DAX czy też wycena bitcoina, idzie w dół i w górę. Dopóki nie poznasz zasad i powiązań pomiędzy tymi instrumentami oraz czynnikami makroekonomicznymi, gra jest dla Ciebie pełna tajemnic. Oto przykładowe zadanie: pojawia się kryzys cypryjskich banków, w górę idą amerykańskie giełdy i wycena bitcoina.

Dlaczego tak się stało?
Przyczyna wzrostu dwóch instrumentów jest zupełnie inna. Amerykanie prawie nie zwrócili uwagi na Cypr i giełda rosła pod wpływem silnego trendu, dobrych danych z gospodarki i zupełnie innych czynników. Bitcoin wystrzelił w górę, bo zachwiała się wiara w klasyczny system bankowy, gdy ograbiono posiadaczy depozytów. Jeśli nie rozumiesz tych zależności, to znaczy, że może jeszcze nie znasz zasad tej gry.

Rynek w pewnym sensie jest jak pokerowy stolik, chociaż to dosyć kontrowersyjne porównanie. Siadasz do stołu i masz o wiele większe szanse, jeśli masz doświadczenie i doskonale znasz zasady gry. Sam rzucasz żetony na stół i decydujesz o wielkości inwestycji. W każdej chwili możesz wstać od stołu. Podobne, prawda? A usiadłeś kiedyś do jakiejkolwiek gry bez znajomości jej zasad?

2. Graj z trendem

Trend jest Twoim przyjacielem, polowanie na korekty to wyższy stopień wtajemniczenia.

Jak mawiał Peter Lynch: „Ludzie stracili więcej pieniędzy na przygotowywaniu się do korekt i krachów niż na samych korektach i krachach”. Boimy się zysków. Wszyscy. Nie ma się czego wstydzić — każdy inwestor ma problem, kiedy zaczyna zarabiać i widzi rosnące saldo na rachunku. Chociaż brzmi to dziwnie, to każdy inwestor dokładnie rozumie, o czym teraz piszę. Trzeba być emocjonalnie gotowym na zyski, żeby utrzymać ich wysoki poziom. Widząc kilkadziesiąt procent zysku w krótkim czasie, odczuwamy przypływ euforii, dumy, radości i zarazem strachu, żeby zaraz tego nie stracić.

Jedną z moich ulubionych strategii jest kupowanie spółek, które notują historyczny szczyt. Widząc taki wykres, myślimy… jakie drogie akcje! I jak tu grać na giełdzie jak drogo? Jeszcze nigdy tyle nie kosztowały! I tutaj pojawia się błąd w myśleniu. Zgadzam się, jeszcze nigdy akcje nie były tak wysoko wyceniane, ale nie przypominam sobie, żeby ktoś ustalał górny limit. Rynek decyduje, jak długo utrzyma się trend. Kupując silne trendowe akcje, możemy bardzo dużo zyskać, po prostu trzeba kontrolować moment wyjścia.

Trend działa tak samo w drugą stronę. Silna fala spadków może się skończyć nawet za kilka tygodni, jeśli mamy poważny krach i odwrócenie trendu. Łapanie „spadających noży” kończy się bardzo często okaleczeniem inwestora.

Polowanie na korekty to według mnie wyższy stopień wtajemniczenia. Jeśli nie czujemy się w tym dobrze, to nie ma co próbować — ryzyko jest zbyt duże. Znacznie więcej zarobimy, idąc za silnym trendem — czy to wzrostowym, czy spadkowym. Kiedy przyjdzie silna korekta i zerwie nam stop lossy, to OK, mówi się trudno. Poczekajmy, może trend się odwróci, przybierze na sile i znowu wrócimy do tego instrumentu, ale już w drugą stronę.

Poza tym jest jedna bardzo prosta zależność. Jeśli jest się początkującym inwestorem, to trzeba się oswoić z „grą na krótko”. Podświadomie szukamy spółek, które dają zyski, i indeksów, które rosną. To kwestia nawyku nawet w patrzeniu na wykres.

3. Łączenie analiz

Nie bądź fanatykiem jednej analizy — gdy je połączysz, zrozumiesz „big picture”.

Znacie fanatyków analizy technicznej? Uwielbiam z nimi rozmawiać. Wszystko widać na wykresie, wszystko. Oczywiście najlepiej widać, jak już się to stało. Najlepsi potrafią wykreślić każdą teorię. To tak jak teorie Dowa. Każdy umie liczyć do pięciu, a później do trzech, ale każdy zaznacza punkty gdzie indziej. W USA drukują banknoty? Przecież motyl na wykresie mówi co innego! Kolejne cięcie stóp procentowych w Turcji? Filiżanka na wykresie sugeruje ruch w przeciwną stronę. I tak w kółko.

Z kolei skrajni fundamentaliści potrafią oglądać rosnący od tygodni wykres i powtarzać pod nosem, że to jedna wielka bańka. Wskaźniki i wycena wyraźnie mówią, że już dawno przekroczyliśmy granicę słowa „drogo” i zbliżamy się do rosnącej spekulacyjnej bańki. Patrzą i ostrzegają. Wykres pnie się w górę i w górę, bijąc kolejne rekordy. Sytuacja może trwać miesiącami, aż w końcu faktycznie następuje silna korekta. Wtedy fundamentalista podskakuje z radości, że miał rację i w końcu pękło. Ale nigdy nie liczy, ile do tego czasu mógł na tym zarobić!

Złotym środkiem jest połączenie analiz. Zaczynam od skali makro — patrzę, w jakim jesteśmy momencie i co się dzieje na świecie. Sprawdzam fundamenty, jeśli inwestuję w średnim lub długim terminie. O momencie wejścia decyduje najczęściej analiza techniczna — najbardziej pomocna, kiedy trzeba złożyć wreszcie to zlecenie. O momencie wyjścia decyduje wypadkowa wszystkich wcześniej wymienionych analiz!

Jeśli wykres wyraźnie podpowiada, że muszę uciekać, to tak zrobię. Jeśli spółka ma fatalne wyniki, to też jest ważny czynnik. Jeśli bank centralny kraju drukuje na potęgę pieniądze, to ma to kluczowy wpływ na zachowanie wielu instrumentów. Im więcej nitek połączysz, tym lepiej zrozumiesz, jak działa rynek.

4. Analizuj w czasie

Analizuj, zaczynając od długiego terminu. Musisz wiedzieć, w jakim momencie się znajdujesz.

Miałem okazję uczestniczyć w kilkudniowym szkoleniu Aleksandra Eldera w Polsce. Nauczył mnie bardzo ważnej techniki — oglądania wykresu o jedną skalę wyżej, niż robię to każdego dnia. Jeśli np. lubię przeglądać wykres ze świecami dziennymi, to powinienem zaczynać od tygodniowych. Jeśli oglądam świece godzinowe, to powinienem zaczynać co najmniej od 4-godzinnych.

Patrząc na wykres z ostatnich kilku tygodni, widzę, że np. indeksy w USA są w silnym trendzie wzrostowym. Nie umiem jednak powiedzieć, który to może być moment w całym cyklu. W momencie pisania tego fragmentu w USA są historyczne szczyty i hossa utrzymuje się od bardzo dawna. Widząc szeroki obraz, wiem, że jestem na rynku byka. Chociaż lubię kupować trend, będę ostrożny, bo możemy być w ostatniej fazie hossy. Później sprawdzę inne instrumenty, sytuację na świecie itp.

Wykres to jedno, a otoczenie makroekonomiczne to druga połowa układanki. Na wykresie możemy być w rynku byka, ale fundamentalne bądź makroekonomiczne problemy czają się tuż za rogiem. Wydaje mi się, że właśnie w takiej sytuacji jesteśmy obecnie na wielu rynkach. Fundamenty gospodarcze są bardzo kruche w wielu krajach Europy. Japonia usiłuje wyjść ze stagnacji agresywną polityką monetarną, chińskie dane to mimo wszystko jedna wielka niewiadoma i tykająca bomba azjatyckiego rynku nieruchomości.

Przyszło nam żyć i inwestować w bardzo ciekawych i dynamicznych czasach, ale rynki finansowe to sieć naczyń połączonych i im lepiej poznamy zależności pomiędzy poszczególnymi rynkami i instrumentami, tym szybciej odczujemy efekty nauki na naszym portfelu.

Wiele zależności zobaczymy, inwestując na prawdziwym rynku. Nie wszystko można wyczytać w książkach, praktyka jest kluczem do zrozumienia wielu procesów na rynku.

5. Ucz się na błędach

Naucz się wyciągać wnioski z własnych pomyłek. Analizowanie własnych transakcji da Ci często o wiele więcej niż przeczytanie kolejnych kilkudziesięciu teoretycznych książek.

Można przestudiować dziesiątki książek, a i tak liczy się to, co robimy na rynku. Nasza historia na rachunku u brokera jest najcenniejszą lekcją, jaką możemy wyciągnąć. Jeśli miesiąc w miesiąc nie zarabiamy na rynku lub saldo naszego rachunku topnieje, to coś robimy źle. Czasami wystarczy zajrzeć do historii zleceń i poszukać schematów, które kończyły się porażkami.

Jak tylko pomyślę o negatywnych doświadczeniach na rynku finansowym, od razu przypominają mi się notowania ropy i moja próba okiełznania tego instrumentu. Mógłbym powiedzieć, że nie mam do nich szczęścia, ale to nie kasyno — to rynek finansowy.

Popełniłem ewidentne błędy i nie wyciągnąłem z nich odpowiednich wniosków. Wniosek, jaki wyciągnąłem z potyczek na notowaniach ropy, to… omijanie rynku ropy. Czytam o sytuacji międzynarodowej, oglądam notowania ropy i śledzę bieżącą sytuację.

Ma to oczywiście wpływ na gospodarki wielu krajów i cena ropy jest jednym z elementów, które trzeba znać, analizując makroekonomicznie sytuację na rynkach. Nikt nie każe mi jednak prognozować cen i obstawiać, jak zakończą się dzisiaj notowania. Nie czuję się komfortowo, analizując ten instrument, więc po prostu go nie zaczepiam.

Jedną z podstawowych lekcji, jakie wyciągnąłem z inwestowania w ten instrument, jest zbyt ciasne stawianie stop lossów, czyli zleceń zabezpieczających. Nie sądziłem, że na surowcach mogą być aż takie wahania dzienne, które wyrzucały mnie z pozycji znacznie częściej, niż powinny. Okazywało się, że kierunek obierałem dobry, ale zbyt blisko postawione zlecenie zabezpieczające uruchamiało się błyskawicznie przy chociażby publikacji danych z amerykańskiego rynku. Szybko wyciągnąłem z tego lekcje — lepsze wyniki osiągałem, zmniejszając pozycję, ale stawiając szerzej stop lossy.

6. Mniej znaczy więcej

Opanuj kilka instrumentów i znajdź swój ulubiony rynek. Nie musisz zarabiać wszędzie, bądź specjalistą swojej własnej metody.

Cristiano Ronaldo świetnie gra w piłkę nożną, Usain Bolt biega jak błyskawica, a Michael Phelps jest najlepszym pływakiem na świecie. Wszyscy są wyśmienici w swoich wąskich dziedzinach. Pewnie Ronaldo umie grać w siatkówkę, a Bolt zagra chętnie w piłkę nożną, ale mistrzami są tylko w swoich dyscyplinach. Skupiają na nich swoją uwagę od lat, zbierają doświadczenie, trenują, trenują, trenują. Tak ja inwestor powinien trenować jak grać na giełdzie.

Korzystając z analogii giełdowej, chciałbym wstrzelić się w moment wejścia na wykresie tak celnie, jak Ronaldo wykonuje rzuty wolne. Do tego trzeba jednak setek transakcji, które mają tyko doświadczeni inwestorzy.

Po kilku latach inwestowania zauważyłem, że niektóre instrumenty mają swoje charakterystyczne zachowania. Na przykład niemiecki DAX bardzo często cały dzień podąża w kierunku wyznaczonym w pierwszych dwóch godzinach notowań. Jeśli otworzy się silną luką spadkową i nie zamknie jej do 11.00, to jest bardzo prawdopodobne, że spadnie nawet jeszcze niżej. Czy podobnie jest na innych instrumentach? Nie mam pojęcia.

Próbowałem swoich sił na różnych instrumentach i niektóre lekcje były bardzo bolesne. Na niektórych rynkach nadal mówię, że nie wiem jak grać na giełdzie – już konkretnej, np. brytyjskiej. Nie dotykam notowań ropy, tylko zerkam na wyceny w ramach analizy. Nie czuję tego instrumentu, nie lubię go analizować fundamentalnie, gdyż wymaga ogromnej wiedzy, także geopolitycznej. Swoją uwagę wolę skupić na moich ulubionych metodach i rynkach.

Obecnie mam portfel akcyjny polskich spółek i powoli przymierzam się do budowy portfela spółek zagranicznych. Z instrumentów interesuje mnie S&P 500, DAX oraz złoto. Z par walutowych eksperymentuję z USD/PLN i szukam większych trendów na jenie. Zaznaczam, że 80 proc. portfela inwestowane jest metodami, które przynoszą regularne zyski; 20 proc. to wspomniane eksperymenty oraz szukanie nowych metod i instrumentów.

Tyle w zupełności wystarczy, żeby być jak Ronaldo na swoim boisku.

7. Chcesz mieć rację czy pieniądze?

Nigdy nie wygrasz z rynkiem. Im szybciej to zrozumiesz, tym szybciej zaczniesz na nim zarabiać.

Bank centralny Turcji zmienia stopy procentowe i notowania walut szaleją. Ben Bernanke wychodzi na mównicę i przedstawia politykę drukowania miliardów dolarów, aż nie skończy się kryzys. Zadłużenie w państwach południowej Europy to tykająca bomba, która lada miesiąc wybuchnie… lub nie. Nie jesteś w stanie tego przewidzieć. Ja też nie.
Nawet nasi najlepsi ekonomiści w kraju mogą jedynie prognozować i snuć scenariusze, które mają większe lub mniejsze szanse na spełnienie się. Twoje zadanie to dostosować transakcje i styl inwestowania do bieżącej sytuacji i dowiedzieć się jak grać na giełdzie adekwatnie od warunków. Powiedzmy, że od trzech lat zarabiasz na rynku byka. Nagle przychodzi krach i przez kilka miesięcy notowania spadają. Co robisz? Chcesz być mądrzejszy od rynku i szukać idealnego momentu na dokupienie akcji? A może uśredniasz straty, bo „na pewno kiedyś ceny odbiją”? Nie! Dostosowujesz się do panującej na rynku sytuacji!

Włącz notowania dowolnej spółki. Zobacz historyczny dołek i historyczny szczyt. Zobacz, jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma punktami. Naprawdę sporo pieniędzy, prawda?

Wszyscy uczą się, że trzeba kupić tanio, najlepiej na dołku, i sprzedać na szczycie, czyli przysłowiowej górce. W praktyce wychodzi dokładnie odwrotnie, ale też nie o to mi chodzi. Warto uświadomić sobie już na początku inwestowania, że nigdy nie trafimy w mityczny dołek i nie sprzedamy idealnie na szczycie. W ruchu trwającym nawet kilka miesięcy jest naprawdę ogromny potencjał do zarobienia pieniędzy. Jeśli wejdę w rynek kilka tygodni po dołku, a wyjdę na miesiąc przed historycznym szczytem, to też zarobię — i to całkiem spore pieniądze.

Nie wygramy z rynkiem, nie wiemy jak grać na giełdzie ze stuprocentową skutecznością nie wykreślimy idealnego scenariusza i podczas inwestycji wiele razy świat nas zaskoczy. Jeśli mamy odpowiednio postawione stop lossy, to każda taka sytuacja będzie dla nas jedynie lekcją. Nie walcz z rynkiem, dostosuj się i szukaj dobrych momentów do inwestycji.

Rynek poszedł nie po Twojej myśli? Nie szkodzi. Wiem, że się powtarzam, ale zastanów się, czy chcesz mieć rację, czy zarabiać.

Ufasz moim zasadom i wszystkiemu, co napisałem? A zatem nie czytałeś dokładnie. Sprawdź to! Nie pozwól, żebym był dla Ciebie kolejnym wymądrzającym się ekspertem. Wyciągnij z tego rozdziału jak najwięcej dla siebie i… inwestuj, inwestuj, inwestuj. Podobno do sukcesu na rynkach finansowych winda jest tylko w Goldman Sachs. My idziemy po schodach.

Podsumowanie

Zanim zaczniesz inwestować swoje pieniądze – ucz się. Trochę teorii, trochę symulacji i małymi kroczkami prosto na rynek. Wiedzy jest naprawdę dużo i wcale nie kosztuje wiele tysięcy złotych. To straty są dużo bardziej bolesnym kosztem nauki, zanim zrozumiesz jak grać na giełdzie. Inwestowanie jest rewelacyjne, ale tytuł książki „ryzykować trzeba umieć” nie jest tylko powiedzeniem – to naprawdę cenna rana dla każdego początkującego.

Powodzenia na rynku – służę pomocą, tekstami i nagraniami!

Tomasz Jaroszek

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.


  • Szukam dobrego brokera, czy poleci ktoś kogoś? znalazłem w necie rankingi typu https://ranking-forex.pl/ wszystko wydaje sie byc cacy i w ogóle, tylko czy można im ufać?