The Big Short, najlepszy film o kryzysie finansowym [RECENZJA]

Big Short recenzja

2008 rok. Akcje największych banków tracą każdego dnia po kilka procent. Lehman Brothers upada. Miliony ludzi traci pracę, miliony kredytobiorców tracą domy. Amerykańska gospodarka jest na kolanach. Nikt nie wie co się stało. No… prawie nikt.

Kilka osób zaczęło obserwować symptomy nadchodzącej bańki na rynku nieruchomości i postanowiło, że można na tym zarobić. Zagrali przeciwko amerykańskiemu systemowi finansowemu. Zarobili, bo system zawiódł, a miliony ludzi straciło swój majątek. Obstawili „wielkiego shorta”. Ale o tym zaraz ;)

Najpierw zwiastun!

 

Kiedy pierwszy raz widziałem trailer, nie mogłem się doczekać. Każdy kto lubi rynki finansowe, doskonale rozumie ten rodzaj emocji, które towarzyszą transakcjom na giełdzie. No i zyskom! Kasa! Kasa! Kasa!

Do kina poszedłem z kumplem, który świetnie zna rynki finansowe i mechanizmy działania giełdy. Nikomu innemu seansu nie proponowałem – obstawiałem, że będzie to kino hermetyczne, gdzie widz bez znajomości giełdy zaśnie na krześle. Bardzo się myliłem…

Big Short recenzja

O kryzysie finansowym i upadku Lehman Brothers napisano bardzo dużo książek i nagrano kilka niezłych filmów. Jednak w przypadku kina o rynkach finansowych… to naprawdę wielkie wyzwanie, żeby odbiorcy dobrze się bawili i jednocześnie zrozumieli o co chodzi. Im bardziej reżyser pójdzie w stronę Wall Street, tym będzie gorzej dla masowego odbiorcy.

Pamiętam jak zaproszono mnie na premierę filmu Margin Call (tłumaczenie: Chciwość). Była branża finansowa, dziennikarze plus osoby towarzyszące. I do razu widać było po minach kto ten film rozumie, a kto liczył na coś zupełnie innego. To nie jest film dla masowego odbiorcy i nawet Kevin Spacey nie sprawi, że publiczność zrozumie jak działał rynek kredytów i instrumentów opartych o nie. To jest po prostu nudne, jeśli nie jesteś fanem giełdy! Był też Inside Job, ale nie ma co porównywać dokumentu do filmów takich jak Big Short. Inside Job jest filmem obowiązkowym dla każdego, kto chce zrozumieć co wydarzyło się w 2008 roku. Nic jednak nie było tak dobre jak Big Short.

Historia kryzysu z innego punktu widzenia

Christian Bale, Steve Carell, Ryan Gosling i Brad Pitt to obsada, która gwarantuje pełne sale kinowe. Do tego kilka scen z tłumaczeniem pojęć finansowych przez celebrytów. To się musiało udać, chociaż będzie w filmie kilka momentów, w których widz przypadkowy może się pogubić. Podoba mi się, że tłumy nastolatek wzdychających do Ryana Goslinga przy okazji zrozumieją jak działają instrumenty pochodne. O ile oczywiście zrozumieją.

Big Short daje do myślenia, bawi i doskonale tłumaczy w prosty sposób zjawiska finansowe, jakie zaszły na rynkach w latach przed kryzysem finansowym. Sami bohaterowie filmu tłumaczą widzom, że rynek finansowy celowo jest tak skomplikowany, żebyśmy się w nim pogubili i się nim nie interesowali. W ten sposób lepiej się na nas zarabia.

No właśnie, bohaterowie filmu… to grupa inwestorów, którzy przewidzieli co wydarzy się w 2008 roku i postawili na załamanie rynków i spadki. Katastrofa gospodarki, to ich zysk. Obrzydliwie duży zysk. To ciekawe doświadczenie, bo w pewnym momencie kibicujemy bohaterom, którzy tak naprawdę odliczają do ekonomicznej katastrofy i sami dobrze wiedzą, że miliony ludzi stracą pracę i majątek. Gdybym miał to porównywać do czegoś z polskiego podwórka: film o inwestorach, którzy zarobili na kursie franka, podczas gdy kredytobiorcy utknęli z kredytami na długie lata. Koniec końców, nawet jak ktoś im pomoże z tego wyjść, to sektor finansowy przerzuci opłaty na klientów i koło się zamknie ;)

Czego zabrakło?

Zastanawiałem się, czy ktoś zwróci na to uwagę i póki co tylko Krzysiek z bloga Metafinanse zauważył, że gubi się w tym filmie jeden aspekt – rządowy. Nie ma tutaj wzmianki o Fed, czyli amerykańskim banku centralnym. Nie ma ani jednej sceny z politykiem, nie ma nic. Winne są banki, sprzedawcy kredytów, agencje ratingowe (w szczególności polecam ten temat), chciwi bankierzy i maklerzy, ślepi analitycy… cała amerykańska finansjera. Nikt nie przypomina jednak, że politycy nakręcali te wielką bańkę spekulacyjną, pompowali rynek nieruchomości, tworzyli gwarancje rządowe dla kredytobiorców.

Oczywiście w samym filmie pojawia się informacja, że to kryzys widziany z konkretnej perspektywy – inwestorów grających na spadki. Pewnie gdyby pokazać kryzys oczami obywatela i posiadacza kredytu hipotecznego, to bohaterowie Big Short byliby krwiopijcami, którzy odliczają dni do załamania amerykańskiej gospodarki.

Film z misją?

Film pokazuje jak mechanizmy na rynkach finansowych mogą zniszczyć nawet całe gospodarki. Pokazuje też, że instytucje finansowe działały w czasie kryzysu niczym przestępcy. No i Wall Street to czyste zło, a agencje ratingowe to idioci. Mógłbym na tym skończyć, ale moim zdaniem najważniejszym bohaterem filmu jest… chciwość.

Chciwość i strach to dwie emocje, które dyktują warunki na rynkach finansowych od zawsze. Bohaterowie filmu byli chciwi i bali się cały czas. Chciwy był sektor finansowy, chciwi byli kredytobiorcy, chciwość dopadła wszystkich i doprowadziła do kryzysu. Christian Bale zagrał rewelacyjnie, ale chciwość jest moim kandydatem do Oscara.

Towarzyszyła mi też po wyjściu z kina. Z każdą sceną żałowałem, że byłem w czasie kryzysu za młody, żeby zrozumieć jego mechanizm i nic na nim nie zarobiłem… na następnym kryzysie nie zawaham się ani sekundy przed obstawieniem krótkiej pozycji. (zapewne tak powiedział każdy inwestor po wyjściu z kina…)

Źródło materiałów: www.thebigshortmovie.com

Tomasz Jaroszek

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.


  • Tomku, dzięki za recenzję. Zaufałam Ci już z Mr.Selfridge (uwielbiam!) i The Big Short na pewno też obejrzę. Skoro zapewniasz, że nie jest aż tak trudny w odbiorze dla „zwykłego” obywatela ;)

  • Tomku, dzięki za recenzję. Zaufałam Ci już z Mr.Selfridge (uwielbiam!) i The Big Short na pewno też obejrzę. Skoro zapewniasz, że nie jest aż tak trudny w odbiorze dla „zwykłego” obywatela ;)