Spółki biotechnologiczne na GPW – wywiad z Pawłem Biedrzyckim

spółki biotechnologiczne na GPW

Spółki biotechnologiczne na GPW to ciekawy sektor na giełdzie, który w długim terminie może być bardzo zyskowny. Jednak jego analiza wymaga sporej wiedzy na temat modelu działania spółek i specyfiki tej branży na giełdzie. Jak w takim razie inwestować w spółki biotechnologiczne na GPW?

Tym razem nie będę Wam opowiadał sam na co zwrócić uwagę inwestując w spółki biotechnologiczne na GPW. Mam dla Was świetnego przewodnika po tych spółkach – Paweł Biedrzycki, inwestor indywidualny z bardzo dużym doświadczeniem i redaktor naczelny serwisu StrefaInwestorow.pl odpowiedział na moich kilka pytań i wyszedł nam z tego dobry poradnik dla inwestorów – na co zwrócić uwagę, jeśli chcemy zainwestować w spółki biotechnologiczne na GPW.

Dla tych, którzy preferują wersję tekstową, mam poniżej elegancko przeredagowaną transkrypcję rozmowy. Ja sam częściej czytam wywiady niż ich słucham, więc domyślam się, że część z Was na pewno woli wersję pisaną ;)

Spółki Biotechnologiczne na GPW – wywiad

Tomek Jaroszek: Często polecam artykuły ze Strefy Inwestorów, więc część widzów może Cię już znać. Mam jednak prośbę, czy mógłbyś powiedzieć coś o sobie jako o inwestorze indywidualnym.

Paweł Biedrzycki: Jestem takim inwestorem, jak pewnie każdy z Was, tylko zaczynałem dużo, dużo wcześniej. Pierwsze akcje kupiłem jeszcze w szkole podstawowej, to był gdzieś mniej więcej 1997 rok i przeżyłem krach rosyjski. To był pierwszy krach, który przeżyłem i pierwsze takie doświadczenie, na szczęście na małych pieniądzach. Później była przerwa, powrót na rynek tuż przed hossą, 2002-2003 rok, no i od tamtej pory jestem do dzisiaj na rynku. Po drodze uruchomiłem serwis Strefa Inwestorów. Jestem typowym inwestorem indywidualnym i staram się prowadzić serwis dla takich przeciętnych, normalnych inwestorów indywidualnych.

Wiele razy podkreślasz, że mamy na polskim parkiecie dwa ciekawe sektory: spółki gamingowe, czyli producentów gier i spółki biotechnologiczne na GPW, czyli producentów leków. Dzisiaj nie o grach, dzisiaj o biotechnologii. Młoda branża, trudna w analizowaniu, co w niej widzisz takiego ciekawego?

Lata obecności na rynku nauczyły mnie, że warto patrzeć na to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych, a później zauważone tam trendy próbować powielać w Polsce. Gaming jest takim przykładem. Rzeczywiście ta branża w USA potężnie się rozwinęła, przyniosła inwestorom duże zyski i po pewnym czasie ten rynek stworzył się też u nas. Ale nie tylko – jeżeli popatrzymy na branżę odzieżową, czyli LPP, CCC, to też jest branża, która w Stanach Zjednoczonych miała swój rozwój i szczyt kilkanaście lat wcześniej. Inny przykład to AmRest, spółka, która właściwie jest typowym „fast foodem”, który rozwija sieć swoich restauracji. Ta branża była bardzo modna swego czasu w USA i po pewnym czasie trend dochodzi i do nas. Również AmRest przyniósł polskim inwestorom bardzo duże zyski.

Tak samo biotechnologia, która od lat rozwija się w Stanach Zjednoczonych. Widzę, że ten rynek rozwija się u nas i upatruję w tym potencjału na wzrost. Na razie ta strategia jak najbardziej się sprawdza.

Przejdźmy w takim razie do konkretnych spółek biotechnologicznych, mógłbyś wytłumaczyć czytelnikom jaki jest model biznesowy w tym sektorze, jak działają spółki biotechnologiczne na GPW?

Czasami się śmieję, że biotechnologia to jest branża idealnie stworzona dla rynku kapitałowego. To jest właściwie jedyna branża, która rzeczywiście całkowicie wykorzystuje te możliwości, które daje giełda i rynek kapitałowy. No bo po spółki wchodzą na giełdę?

Po kapitał.

Zazwyczaj po kapitał i ewentualnie rozproszenie ryzyka związanego z tymi inwestycjami, które będą realizowały za pozyskany kapitał. W innych branżach ten potencjał na wzrost jest dużo mniejszy, a przynajmniej nie taki duży jak w przypadku biotechnologii. Tutaj jeżeli spółka odnosi sukces, to rzeczywiście ten potencjał na wzrost jest ogromny. To sprawia, że obecni akcjonariusze spółki nie mają nic przeciwko temu żeby nowi dołączyli z kapitałem do spółki.

Zastrzyk gotówki jest w stanie dać spółce potężny rozwój. W innych branżach zazwyczaj jest tak, że albo rozwadniamy swój zysk, albo na przykład sprzedajemy własne akcje i raczej następuje dystrybucja tych akcji. Tutaj mamy specyficzną branżę, gdzie nowi akcjonariusze właściwie są pozytywnym zjawiskiem dla spółki. Bardzo dobrze, że rzeczywiście coś takiego zaczyna się rozwijać na polskim rynku kapitałowym.

Samo stworzenie leku to wyjątkowo długoterminowy proces. Wydaje się, że jeśli podchodzimy do inwestycji krótkoterminowo i spekulacyjnie, to możemy się na tym kolokwialnie mówiąc, „przejechać”. Spółki biotechnologiczne na GPW to raczej sektor dla inwestorów długoterminowych, prawda?

Nakłady inwestycyjne są gigantyczne. Oczywiście można poszukiwać analogii do branży gamingowej, ponieważ stworzenie dużej gry trwa kilka lat. Jednak w przypadku przeprowadzenia procesu z etapu cząsteczki do leku, może minąć kilka lub nawet kilkanaście lat.

Trzeba jednak pamiętać, że te spółki nie muszą wynaleźć leku, żeby pojawiły się zyski. Proces polega na tym, że spółka rozwija swoją cząsteczkę. Gdy cząsteczka zostanie zatwierdzona, to dopiero wtedy można ją nazwać lekiem, dopóki to nie nastąpi to cały czas jest formalnie cząsteczka. Tę cząsteczkę można komercjalizować z jakąś firmą farmaceutyczną, wtedy już pojawiają się na tym etapie zyski, więc kluczowe są postępy w badaniach. Im na późniejszym etapie tych badań komercjalizujemy cząsteczkę i podpisujemy współpracę z firmą farmaceutyczną, tym potencjalnie większe są zyski z tego projektu. Tutaj zazwyczaj takie „milestone’y”, czyli kolejne etapy, które przejdzie cząsteczka badań. Są oczywiście potencjalne tantiemy od sprzedaży, ale to jest odległa przyszłość, jeżeli rzeczywiście udałoby się przeprowadzić lek do fazy, w której można go sprzedawać. Wtedy pojawia się już procent od sprzedaży leku.

W przypadku innowacyjnych leków, bo tutaj jest największy wzrost, te potencjalne tantiemy są gigantyczne. Opatentowany, innowacyjny lek ma patent od 15 do 20 lat, czyli przez tyle czasu spółka jest w stanie praktycznie dyktować cenę leku. Jeżeli coś takiego w ogóle by się jakiejś polskiej spółce biotechnologicznej udało, to byłaby gigantyczna wartość. Oczywiście wcale nie musi się im aż tak udać, żeby ich wycena rynkowa rosła. Warto być tego świadomym w tej branży.

Tak jak powiedziałeś, są to spółki kapitałochłonne, tylko ten kapitał trzeba jakoś pozyskiwać albo po drodze jeszcze zarabiać. Jak działa w praktyce takie połączenie segmentu badawczego z zarabiającym w spółce?

Są założyciele, którzy obejmują akcje i decydują się podjąć ryzyko w postaci zainwestowania swoich pieniędzy w zamian za potencjalne zyski ze wzrostu wartości spółki. Ta branża charakteryzuje się tym, że tutaj dywidend nikt nie wypłaca. To się po prostu nikomu nie opłaca, bo wszystkie zyski zazwyczaj się reinwestuje w nowe projekty badawcze. No i teraz skąd czerpać kapitał?

Od akcjonariuszy – to jest pierwsza opcja. Jeżeli rzeczywiście spółka osiąga sukcesy, ma dobre projekty i ma pomysł co robić żeby na późniejszym etapie komercjalizować projekty badawcze, to rzeczywiście akcjonariusze chętni na zainwestowanie na pewno się znajdą. To jest jedna droga. Druga droga to granty badawcze. To jest potężna wartość dla polskich spółek biotechnologicznych, bo te granty na badania i rozwój są w Polsce i są zwłaszcza w segmencie biotechnologicznym bardzo duże. To jest praktycznie dodatkowy i darmowy kapitał, który wspomaga pieniądze, które zainwestowaliśmy w spółkę. Trzecia droga to komercjalizacja cząsteczek, czyli etap podpisania umowy z firmą farmaceutyczną. To ona nam płaci za to, że ma prawa do tego projektu, a jeżeli on się uda, to na kolejnych etapach wypłaca nam pewne pieniądze, żebyśmy dalej mogli prowadzić badania.

Są także inne formy działalności spółki. Na przykład Selvita, jako jeden z przedstawicieli, ma też duży segment usługowy, czyli po prostu zajmuje się najmem swoich naukowców dla innych firm. Rzeczywiście ten biznes się świetnie rozwija, to taka prosta działalność usługowa.

I nie są zależni w ten sposób jedynie od dopływu nowego kapitału, są w stanie poniekąd zarobić na siebie?

Tak, to jest bardzo fajny model. Ten segment, z tego co pamiętam, rośnie mniej więcej 30% rok do roku, więc on też jest wzrostowy, ale przede wszystkim daje gwarancję, że mamy stały napływ pieniędzy i daną marżę, co poprawia płynność takiej spółki. Jest też inny model, możemy na przykład próbować komercjalizować lek generyczny. Warto wyjaśnić czym są leki generyczne – to takie leki, na które wygasł patent. Lek generyczny każdy może praktycznie skopiować, ale tutaj jest na przykład taki segment „generyczne plus”, czyli bierzemy jakiś lek generyczny i dodajemy do tego jakąś swoją innowację, na którą my mamy tylko prawo.

Próbujemy go usprawnić, tak?

Dobrym przykładem z polskiej giełdy jest Celon Pharma. Oni mają lek Salmex, który jest lekiem na astmę, ale dodali do niego swój inhalator, który jest całkowicie przez nich opatentowany. Produkt bardzo ładnie się sprzedaje, generują stabilny przepływ pieniędzy, który oczywiście w większości reinwestują w segment innowacyjnych projektów badawczych.

Rozmawiamy na przykładach spółek, którym, jak popatrzymy chociażby na wykresy na polskim parkiecie, udało się odnieść sukces na giełdzie. Dobrze sobie radzą od lat i można o nich rozmawiać w kontekście „success story”, ale kluczowa jest selekcja. Gdybyśmy popatrzyli na to ilu spółkom się nie udało albo w ogóle już nie istnieją, to widać faktycznie ryzyko. Jak odróżnić dobrą spółkę, jeśli chcemy sami zainwestować pieniądze, a tych propozycji mamy kilka?

Trzeba być świadomym tego, że ryzyko jest gigantyczne. Stworzenie firmy biotechnologicznej to jest potworny wysiłek. To nie jest gaming. Żeby otworzyć firmę biotechnologiczną nie wystarczy tak jak w branży informatycznej kupić biurka, kilka komputerów…

Utalentowani programiści i zaczynamy!

Dokładnie, dwóch programistów odchodzi od spółki, jeden grafik, drugi od programowania, zakładają spółkę gamingową i już. Tutaj to nie jest takie proste. Laboratoria – uzbrojenie jednego stanowiska biotechnologa to są koszty nawet kilkuset tysięcy złotych. Do tego oczywiście sprzedaż. Nie wrzucamy gry na Steama i ona się sama sprzedaje. Tutaj ktoś musi jeździć po świecie, mieć biura, spotykać się z zagranicznymi firmami i pokazywać im swoje projekty. Sama sprzedaż cząsteczki innowacyjnej to jest wielkie przedsięwzięcie.

Moim zdaniem spółki muszą przejść ten młodociany etap. Chyba Nassim Taleb w „Antykruchości” pisał, że najlepszy biznes jest taki, gdzie masz jakiś stały segment działalności plus ewentualny potencjał na gigantyczny wzrost w segmencie innowacyjnym. No i ja w taki sposób selekcjonuję te spółki biotechnologiczne na GPW. Interesują mnie firmy, które mają ustabilizowany biznes podstawowy, typu Selvita – usługi czy Celon Pharma – sprzedaż Salmexu, a oprócz tego prowadzą kilka projektów badawczych, które mogą być w dalszym etapie wyselekcjonowane. Te dwa kryteria są z mojego punktu najważniejsze, czyli podstawowy stabilny biznes, generujący przychody i kilka projektów badawczych, które mogą się dodatkowo udać.

Jest bardzo duży odsiew na poszczególnych etapach badań, mamy badania przedkliniczne, trzy etapy badań klinicznych, tam się wszystko może wydarzyć. Na przykład jakieś badanie zostaje wstrzymane i mamy bardzo negatywne reakcje na kursie akcji takiej spółki biotechnologicznej. W Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza na tych spółkach z jednym projektem, często kończyło się tym, że po prostu taka spółka znikała z rynku. Jeżeli spółka ma zdywersyfikowane portfolio, no to nawet jak jeden projekt badawczy jej odpadnie, to ona nie znika, bo ma cały czas kolejne projekty badawcze, nad którymi może pracować.

Widać na wykresie spółek biotechnologicznych w Stanach, jak indeks nie idzie idealnie z innymi indeksami spółek w USA i potrafił się np. załamać w 2016.

Ta branża jest trochę antycykliczna. Oczywiście ogólna koniunktura na rynku akcji ma znaczenie, ale nie do końca. Ważne są postępy w badaniach, ale też regulacje prawne, bo 2016 rok, to był moment kampanii wyborczej. Wtedy było potężne ryzyko, że wybory wygra Hillary Clinton, która chciała odgórnie ograniczyć możliwości zarabiania na lekach w Stanach Zjednoczonych. To oczywiście zostało szybko uwzględnione w wycenach tych spółek.

Ryzyko szybko wliczono w ceny.

To było takie ryzyko polityczne. Teraz te spółki w większości już odrobiły przecenę wywołaną tamtym ryzykiem. Tutaj kluczowy jest właśnie potencjał komercyjny tych projektów badawczych, które są realizowane.

Czy przy tego typu analizie traktujesz tak samo spółki, które są już na parkiecie i te, które na giełdę dopiero wybierają się na giełdę? Oczywiście każdy prospekt emisyjny trzeba przeanalizować, ale kierujesz się dokładnie tymi samymi zasadami?

Osobiście uważam, że liderzy już są na rynku biotechnologii: Selvita, Celon Pharma, Mabion to są absolutnie liderzy i ciężko będzie je wyprzedzić nowym spółkom. Oczywiście są sygnały, że pojawią się nowe podmioty już w tym roku, ale trzeba to indywidualnie analizować. Tutaj kluczowa jest typowa wiedza biotechnologiczna, której ja nie do końca posiadam, czyli ocena tego projektu: Czy rzeczywiście on może być skomercjalizowany? Czy faktycznie może z tego powstać działający lek? Ja nie jestem w stanie tego zweryfikować, więc raczej patrzę na to czy spółka ma kapitał, żeby zrealizować taki projekt do jakiegoś etapu i ewentualnie ile ma tych projektów badawczych.

Sprawdzam czy to nie jest spółka jednego projektu badawczego. No i trzecia rzecz: czy spółka ma podstawową działalność, która by stabilnie jej generowała przychody. To są trzy kryteria, którymi ja osobiście się kieruję, aczkolwiek wyobrażam sobie też, że można zainwestować w spółkę, która ma jeden projekt badawczy i który praktycznie ma szanse bardzo duże na komercjalizację. To oczywiście też jest możliwe, ale tutaj jest już potrzebna wiedza biotechnologiczna, właściwie biologiczna.

Trzeba mieć po prostu świadomość jakie podejmuje się ryzyko, kiedy kupujemy tego typu spółkę, z jakim horyzontem czasowym, z jakim zabezpieczeniem, jak w ogóle podchodzimy do stop-lossa itp. Z mojego doświadczenia, trzeba na to szczególnie uważać ze względu na zmienność w krótkim terminie. Jak do tego podchodzisz?

Tu jest dużo większa zmienność. Zwłaszcza, że spółki biotechnologiczne na GPW są dość małe jak na standardy światowe. Spółki zagraniczne są wyceniane na poziomie kilkudziesięciu miliardów dolarów, a u nas największa nie ma nawet pięciuset milionów dolarów kapitalizacji. Nasi inwestorzy dopiero uczą się tej branży. Na gamingu już się znają, na biotechnologii zaczynają dopiero poznawać. Tam jest rzeczywiście dużo większa zmienność, ale z drugiej strony jest duży potencjał na wzrost, co sprawia, że możemy mniejszą kwotą inwestować w taką spółkę i zostawiać sobie potencjalną opcję – jeżeli spółce się uda, to mamy rzeczywiście za 5-6 lat bardzo dużą stopę zwrotu.

Ostatnie pytanie na koniec. Przeczytałem bardzo fajny pomysł na strategię inwestycyjną pod jednym z artykułów na Strefie Inwestorów. A co gdyby mieć problem trochę z selekcją, więc po prostu kapitał przeznaczony na spółki biotechnologiczne rozłożyć na kilka spółek? Zmniejszamy przez to po prostu ryzyko, że nie wyselekcjonujemy tej najlepszej.

To jest bardzo dobra strategia, bo potencjał straty to 100%, a w przypadku spółek z perspektywą globalną mamy duży potencjał zysków. Historia polskiej giełdy pokazuje, że spółki, które działają tylko na polskim rynku zawsze dobijają do sufitu. Dociska ich konkurencja prędzej czy później albo kończy im się rynek w Polsce, więc muszą szukać nowej branży, a jak to się nie udaje to zatrzymuje się ich rozwój. Natomiast w przypadku branż globalnych, perspektywa jest właściwie nieograniczona, bo leki innowacyjne można sprzedawać na całym świecie i ratować ludziom życie, zarabiając przy okazji bardzo duże pieniądze.

To rzeczywiście jest bardzo dobra strategia, bo dajemy sobie szansę na spore zyski. Jeżeli spółkom się nie powodzi, to mogą stracić tylko sto procent, ale jeżeli im się uda, to ten wzrost jest potencjalnie pięć, sześć, a nawet dziesięć razy większy. Wystarczy ta jedna transakcja żeby zniwelować wszystkie straty z innych projektów. To jest strategia bardzo mi bliska. Gdy zaczynałem swoją przygodę z tym sektorem, to dokładnie w ten sposób działałem. Teraz bardziej staram się poznać spółkę. Jako prowadzący Strefę Inwestorów mam większy dostęp do tych osób, mogę czasem spotkać się z prezesem na wywiad, przez to jeszcze lepiej zrozumieć ten biznes. To też pomaga mi zwrócić uwagę, która spółka może mieć potencjalnie większe szanse na sukces. W początkowym etapie, myślę, że to jest bardzo dobra strategia.

Zajrzyjcie na kanał YouTube – pod video wywiązała się spora dyskusja i Paweł odpowiada na kolejne pytania widzów.

 

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.