IniJob – moja pierwsza inwestycja w crowdfunding

inijob crowdfunding

Od dłuższego czasu czekałem na ciekawy projekt żeby sprawdzić jak w praktyce działa tzw. equity crowdfunding. Okazja wydaje się idealna, bo IniJob to interesujący model biznesowy i… znam właściciela tego startupu!

Jeśli śledzicie bloga, to wiecie, że uwielbiam inwestować i pokaźna część bloga jest właśnie o pomnażaniu majątku drogą inwestycji. Osobiście preferuję akcje giełdowe, chociaż zdarzają mi się inne instrumenty (ETF, CFD, a nawet czasem jednostki funduszy). Lubię spekulacje i ciekawe pomysły inwestycyjne, a sporo z nich chciałbym pokazywać na blogu. Do crowdfundingu udziałowego przymierzałem się od dobrych kilku miesięcy, jednak nie przekonała mnie żadna z ofert.

Teraz nadarzyła się doskonała okazja, bo o kapitał ubiega się firma, której koncepcję kupuję jako inwestor indywidualny i… znam właściciela! Wydaje mi się, że lepszej okazji na eksperyment szybko nie będzie, a chciałbym przy okazji wytłumaczyć jak to działa.

W tym tekście zobaczycie:

  • Co to jest crowdfunding udziałowy
  • Co to jest Inijob
  • Moja subiektywna analiza tego biznesu

Nie będę się powtarzał z informacjami, które znajdziecie na stronie oferty Inijob – jest tam sporo o samej emisji i modelu biznesowym, więc proponuję przeczytać i ten tekst i ofertę, może nawet lepiej w odwrotnej kolejności ;)

Co to jest crowdfunding udziałowy?

Większość z nas kojarzy szerokie pojęcie crowdfundingu. To forma finansowania różnego rodzaju projektów przez społeczność, która jest zorganizowana wokół tego projektu. I tak oto fani mogą pomóc wydać komiks utalentowanego rysownika lub wspomóc finansowo projekt lokalnej społeczności. Pomysły nie mają ograniczeń, to społeczność ostatecznie decyduje czy chce wyłożyć na coś pieniądze.

To teraz idźmy dalej – crowdfunding ma swoje odmiany. Można w zamian za finansowe wsparcie otrzymać jakąś gratyfikację (np. egzemplarz produktu + bonus + pakiet+…) lub stać się prawnie akcjonariuszem spółki. Jak się domyślacie, mnie interesuje zostanie udziałowcem, bo to już szansa na realne zyski.

Crowdfunding udziałowy to realne inwestowanie, ale nieco inne niż na giełdzie i na zupełnie innym etapie dla samej spółki. Firma musi mieć odpowiednią formę prawną i spełnić sporo wymagań żeby w ogóle do tego podejść.

Inaczej też podchodzimy do analizy. W startupach kupujemy bardziej ideę, doświadczenie właścicieli, model biznesowy itp. Nie mamy tak wyczerpujących danych co na giełdzie, ale kupujemy na tak wczesnym etapie, że tych danych po prostu jeszcze przez lata może nawet nie być.

IniJob idzie po kapitał

Spółka Inijob chce pozyskać pieniądze na rozwój za pomocą platformy crowdfundingowej beesfund.com. Szczegóły oferty i przydatne linki w pigułce:

Kwota zbiórki: 400 tys. zł
Liczba akcji: 5.000 akcji
Cena pojedynczej akcji: 80 zł
Procent oferowany: 9,09%

Liczby są proste do zrozumienia – 5.000 akcji po 80 zł każda, daje razem 400 tys. zł. Procent oferowany to 9,09%, czyli tyle akcji z całości jest przeznaczonych dla akcjonariuszy w ramach akcji.

Łatwo zatem wyliczyć, że cały biznes wyceniono na ok. 4,5 mln złotych. Dużo? Tak i nie, ale o tym poniżej ;)

Jak to działa?

Platforma crowdfundingowa jest pośrednikiem pomiędzy nowymi akcjonariuszami a firmą, która chce pozyskać kapitał. Samo dokonanie transakcji jest proste:

akcje inijob zakup

Dalej uzupełnienie adresu, przeczytanie regulaminu i umowy i przelew. Łatwiejsze niż zakupy na Allegro.

Teraz trudniejsza część, czyli rozszyfrowanie szczegółów danej oferty i analiza czy ten biznes ma perspektywy. Z reguły właściciele firmy ubiegającej się o kapitał przygotowują też listę pytań i odpowiedzi, które mogą się pojawić i są cały czas aktywni w trakcie trwania oferty – odpowiadają na każde pytanie potencjalnego inwestora. Jeszcze raz odsyłam na adres akcji.

Tutaj znajdziecie odpowiedzi na pytania:

  • Na co zostaną przeznaczone środki,
  • Jakie spółka ma dalsze plany,
  • Jakie są prawne aspekty oferty.

Oprócz tego co jest na stronie i co przeczytałem o samym biznesie, dopytałem o jedną rzecz. Wprawdzie odpowiedź na pytanie o formę prawną firmy już jest na stronie, ale uciąłem sobie dłuższą rozmowę z właścicielem na ten temat i przytoczę wypowiedź w całości żeby lepiej zrozumieć konstrukcję dwóch spółek i wcielenia jednej w drugą.

Bartosz Michałek:

W pierwszej kolejności powstała spółka z o.o.. Wybraliśmy tę formę, ponieważ w jej ramach było najłatwiej i najszybciej wnioskować o dotację. Spółka wystąpiła o dotację (wartość projektu ok. 1,2 mln zł; wartość dotacji ok. 0,85 mln).

Następnie zaplanowaliśmy działania w ramach crowdfundingu. Działanie w ramach crowdfunding nie są możliwe z poziomu spółki z o.o.. Musieliśmy powołać spółkę akcyjną lub komandytowowo-akcyjną. Przekształcenie spółki z o.o. w spółkę akcyjną byłoby długotrwałe i kłopotliwe. Dlatego zdecydowaliśmy się na powołanie spółki komandytowo-akcyjnej, w ramach której komplementariuszem jest spółka z o.o. (obrazowo rzecz ujmując działa jako podmiot zarządzający spółką akcyjną).

Docelowo cały majątek spółki z o.o. zostanie przeniesiony do spółki komandytowo – akcyjnej. Będzie funkcjonował jeden podmiot, a interesy akcjonariuszy będą zabezpieczone. Aby sfinalizować tę procedurę spółka z o.o. musi otrzymać dotację, a potem zgodnie z procedurami i po otrzymaniu zgody agencji pośredniczącej w udzielaniu dotacji stanie się przedmiotem własności S.K.A.

Złamanie powyższych deklaracji groziłoby nam reperkusjami ze strony akcjonariuszy i KNF tak więc nie jest możliwe, abyśmy nie wywiązali się z powyższych deklaracji. W ramach powyższego modelu zostało już przeprowadzone wiele akcji na Beesfund i inwestorzy rozumieją powyższą mechanikę.

Co to jest Inijob?

Inijob to platforma internetowa wspierająca komunikację w firmach, a konkretnie umożliwiająca lepszą komunikację pracowników z pracodawcami.

Postawiono diagnozę: komunikacja pomiędzy pracownikami a pracodawcami nie działa dobrze.

Rozwiązaniem ma być możliwość dodawania przez pracowników (anonimowo!) inicjatyw oraz zgłaszania problemów w pracy, dzięki czemu pracodawca jest w stanie zareagować i wprowadzić koniecznie zmiany. Skala problemów może być różna: od poważnych takich jak korupcja czy nieuczciwe praktyki po kiepską kawę w kuchni.

Co do samego modelu biznesowego: nigdy nie płaci pracownik, płaci pracodawca w modelu abonamentowym.

Tak to działa:

jak działa inijob

Diagnoza wydaje się być trafiona – mamy z każdym rokiem coraz bardziej widoczną dominację pracownika, bezrobocie jest rekordowo niskie i dla wielu firm utrzymanie pracownika na stanowisku staje się coraz większym wyzwaniem. Samo posiadanie tej usługi to też plus dla wizerunku pracodawcy (wierzę, że to będzie ważne dla dużych firm).

Z perspektywy pracownika – wynagrodzenie nie jest jedynym czynnikiem trzymającym nas w pracy, jeśli mamy świadomość, że obok czeka nas szereg innych ofert. W szczególności młode pokolenie (millennialsi) w dużych miastach stanowi duże wyzwanie dla pracodawców.

A teraz prywata: Ja sam rezygnowałem z pracy zawsze, gdy uważałem, że wyczerpał mi się potencjał rozwoju. Nie decydowały pieniądze, bo z reguły pracodawca od razu proponował wyższe kwoty żebym został. Nie przechwalam się – po prostu potwierdziłem na sobie, że nie o tylko o kasę chodzi w pracy ;)

Osobiście uważam, że diagnoza twórców Inijob jest trafna. Zawsze dosyć odważnie rozmawiałem z pracodawcami i nie bałem się powiedzieć, że moim zdaniem coś nie działa dobrze i warto coś poprawić. Ja nie potrzebowałem Inijob, ale wiele osób z mojego otoczenia zdecydowanie tak. Nie wiem czy to kwestia obaw o swoje stanowisko czy faktycznie różnica pokoleń w podejściu do pracy, ale znam dużo osób, które przytakiwały zawsze szefom, a tak naprawdę zgrzytały zębami.

Bartosz Michałek robi też jedną mega rzecz – prowadzi bloga Startuplife opisującego jak powstaje jego startup od samego początku – możecie przeczytać także jak przygotowuje się firmę do crowdfundingu czy tez jak zaprasza inwestorów do biznesu.

Bardzo subiektywna ocena

Rzadko zdarza się sytuacja, że inwestujecie w jakąś firmę, a jej szefem jest Wasz znajomy. Sami przyznacie, że czysto statystycznie to trudna sprawa, biorąc pod uwagę liczbę spółek na giełdzie i pozyskujących w ten sposób kapitał.
Bartosz Michałek, założyciel Inijob, to mój były szef z czasów, gdy pracowałem w serwisie Comperia.pl (2008/2009). Był jednym z jej założycieli. Pracowałem tam rok, później śledziłem losy Comperii z perspektywy dziennikarza, a jako bloger jestem też w ich programie partnerskim. Doświadczenie założyciela jest tutaj kluczowe, bo Comperia przeszła ciekawą drogę:

  • kryzys finansowy w 2008 roku i bardzo trudny czas dla firmy
  • pozyskanie dofinansowania z Unii Europejskiej
  • wejście na rynek NewConnect
  • przejście z NewConnect na GPW

Szczerze, jedyne czego zabrakło w tej historii to sprzedaż firmy jakiemuś wielkiemu inwestorowi. Być może historia powtórzy się tutaj ;)

Właściciel nie jest anonimową osobą i nie jest to jego pierwszy biznes. To rozwiązuje mój odwieczny problem ze startupami, którym kompletnie brakuje doświadczenia w biznesie, ale chcą pozyskać milionowe dofinansowanie nie wiedząc na czym będą zarabiać…

Inijob prowadzi bardzo profesjonalną komunikację i to też nie jest przypadek – partnerami są właściciele agencji PR: Clear Communication Group. Fachowców na pokładzie nie brakuje.

Znaczenie ma też „moda na startupy”. Żyjemy w czasach, w których dobrze przyjęty przez inwestorów model biznesowy może pozyskać gigantyczny kapitał bez większych problemów. Na rynku jest więcej gotówki niż dobrych pomysłów. Już nie tylko prywatni inwestorzy, a całe kraje inwestują w dobre startupy.

Gdyby ten startup zamknął się jedynie na Polskę, miałbym wątpliwości co do inwestycji, bo nasz rynek ogranicza potencjał biznesu. Wejście na rynek amerykański to ambitny cel, ale to też zupełnie inna liga. Jeśli uda się zaistnieć w USA, warunki gry zmieniają się całkowicie.

Firmami, do których często nawiązuje Inijob są amerykańskie GLINT i GlassDoor. Warto przeczytać na co zwraca uwagę Techcrunch opisując ich biznesy.

W trakcie pisania tego artykułu dotarła do mnie jeszcze jedna wiadomość, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że to się może udać. Spółka pozyskała dofinansowanie z Unii Europejskiej (źródło):

Wartość dotacji: 848 192,84 zł
Wartość projektu: 1 490 395,99 zł

I na koniec jedna sprytna rzecz, którą warto moim zdaniem zauważyć. Zbieranie inwestorów poprzez crowdfunding to zarazem pozyskiwanie ambasadorów marki. Jak w coś zainwestowałem, to faktycznie częściej o tym wspominam, częściej sam myślę jak mogę pomóc itp., a w ten sposób firma zyskuje dodatkową promocję. Sprytny win-win!

Ryzyko

Nie może być tak różowo. Crowdfunding to nie giełda – nie wystawię zlecenia sprzedaży od ręki. Tutaj może być sytuacja, w której nigdy nikt nie zechce kupić ode mnie w ogóle udziałów. Wyjście z takiej inwestycji to dla mnie zawsze największy znak zapytania. Gdy spółka wchodzi na później na giełdę lub sami właściciele dokonują skupu akcji – wtedy sytuacja jest klarowna, ale dużym ryzykiem takich inwestycji jest wariant pozostania z udziałami w kieszenie na długie lata, bez możliwości spieniężenia papierów.

No i stając się akcjonariuszem, nabywam różne prawa, z których spółka musi się wywiązywać. Sam jestem ciekaw jak to będzie wyglądało w praktyce, bo jeszcze nigdy w crowdfundingu udziałowym nie brałem udziału.

Znalazłem bardzo fajny artykuł o tym – warto przeczytać zanim staniemy się akcjonariuszami jakiejkolwiek spółki w tym modelu.

Sam biznes też ma swoje potencjalne ryzyka – sam rynek amerykański ze swoim otoczeniem prawnym będzie ogromnym wyzwaniem, ale tego nie unikniemy w biznesie. W razie potencjalnego zagrożenia, mała firma może szybko reagować. Startupy są na szczęście elastyczne (w przeciwieństwie do dużych firm), więc mogą łatwo dostosowywać się do zmian na rynku i tworzyć nowe źródła przychodu.

Co dalej?

Tak oto mam 10 akcji Inijob.

Mam nadzieję, że pewnego dnia napiszę na blogu, że ta inwestycja była strzałem w dziesiątkę. Jednak w startupach statystyka nigdy nie jest po stronie inwestora – dlatego tak istotna jest selekcja spółek. Większość firm nie da zarobić. Właściciele funduszy potrafią nie zarobić na 9 z 10 spółek, ale ta dziesiąta przyniesie tyle zysku, że zwróci się 9 porażek inwestycyjnych. Oczywiście liczę na to, że Inijob będzie w tych 10%.

Co do samego crowdfundingu, bez wątpienia to nie będzie moja ostatnia inwestycja w tej formie. Nie brakuje w Polsce innowacyjnych pomysłów, a forma crowdfundingu rozwija się z roku na rok.

Żeby nie było tak pesymistycznie na koniec – poczytajcie historię BrewDog, pasjonatów piwa, którzy kilka lat temu pozyskali kapitał na rozwój właśnie przez crowdfunding. Akcje kupowane po 230 dolarów dzisiaj są warto ponad 6 tys. Czyli da się ;)

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.


  • Bardzo ryzykowny sposób inwestowania, ale jeśli powiedzie się, to akcje będą wart bardzo dużo. Jednakże nie ryzykujesz jakiegoś dużego kapitało i to własnie jest fajne w społecznościowym inwestowaniu.

  • bitcoinzadarmo.pl

    A co myslicie o CROWDFUNDINGu na takiej zasadzie jak tutaj przedstawia polska grupa http://lp.zarfund-polska.com.pl/adrian-m/
    CROWDFUNDING oparty rowniez o bitcoin

  • Łukasz Sobański

    Tomku, bardzo rzeczowy artykuł zarówno dla inwestorów i startupów które planują pozyskanie w ten sposób kapitału. Nie mogę „przy okazji” nie dodać, że dziś ruszyła nasza kampania na Beesfund https://zainwestuj.cityinspire.com/ więc zapraszam, tych świadomych :)