Po dwóch kadencjach Baracka Obamy w USA i po tylu latach silnej hossy na rynkach finansowych, wielu specjalistów prognozowało zmianę trendu. Tymczasem wybór Donalda Trumpa wywołał inny efekt, który ma sensowne podłoże fundamentalne – to tzw. hossa Trumpa.
Przed wyborami prezydenckimi w USA wydawało się, że koniec kadencji Obamy i radykalna zmiana na Republikanina będzie doskonałym momentem dla rynków finansowych do silnej korekty. Na rynkach takie momenty są często wykorzystywane chociażby do realizacji zysków po udanym rajdzie cenowym. Jednak amerykańska giełda po raz kolejny pokazała swoją siłę. Hossa Trumpa to ciekawa koncepcja, która moim zdaniem może być dobrą okazją do zarobienia pieniędzy, ale trzeba być bardzo ostrożnym, żeby wiara w jeden scenariusz nie przykryła nam trzeźwej oceny rynku.
Partnerem publikacji jest dom maklerski Degiro. Możecie dowiedzieć się o nim więcej czytając recenzję konta maklerskiego.
W ostatnich latach, najsilniej rosnące spółki na amerykańskiej giełdzie były związane z technologią i startupami. Najlepszym przykładem są Apple, Google, Facebook, Amazon, Tesla czy Microsoft. Do wzrostów na giełdzie przyczyniał się też prawie nieograniczony dostęp do kapitału, bo rekordowo niskie stopy procentowe oraz program tzw. poluzowania ilościowego, jaki zastosowała amerykańska Rezerwa Federalna. Pieniędzy na rynku nie brakuje, a Wall Street zapomniała już dawno temu o poziomach z czasów kryzysu. Wydaje się, że trudno przebić czymś pozytywne impulsy z ostatnich lat, w szczególności, że mówimy o obietnicach wyborczych. I tutaj pojawia się hossa Trumpa.
Co w takim razie proponuje Trump, żeby przedłużyć wzrosty indeksów?
Warto pamiętać o jednej bardzo istotnej rzeczy – od kryzysu finansowego urosły rynki finansowe, ale w takiej proporcji wcale nie polepszyło się życie Amerykanów. Wprawdzie jest dużo lepiej niż w czasie kryzysu, ale ani nie zmniejszyło się zadłużenie obywateli, a w bardzo wielu przypadkach, sytuacja materialna nie wróci jeszcze wiele lat do stanu sprzed 2008 roku. Jednymi słowy: wzbogacają się amerykańscy inwestorzy, ale nieproporcjonalnie szybciej niż amerykańscy obywatele.
Każda zmiana politycznego układu sił, która niesie za sobą pakiet reform oznacza dla niektórych sektorów wzrosty, a dla niektórych spadki – zawsze tak to działa i cała sztuka inwestowania to dobra diagnoza wpływu reform na spółki zanim zainwestujemy w coś konkretne pieniądze. Jeśli nowy rząd zmniejsza podatki danemu sektorowi, to wyceny akcji na to zareagują. Jeśli ustawa coś ogranicza lub zwiększa koszty, wyceny to zdyskontują (spadki zobaczymy pewnie szybciej niż samą ustawę).
Hossa Trumpa, tak jak wspomniałem wyżej w punktach z obietnicami wyborczymi, już przyniosła bardzo dobre efekty sektorowi bankowemu:

(Goldman Sachs – 3 lata – zwróćcie uwagę na końcówkę 2016 od wyborów w USA)
Zmiana liderów jest ważna, jeśli hossa ma być kontynuowana. W ostatnich latach to spółki technologiczne były odpowiedzialne w dużej mierze za zyski inwestorów. Widać to doskonale po wykresie Nasdaq:

Donald Trump już na etapie kampanii wyborczej kładł nacisk na bardziej tradycyjne branże, takie jak chociażby budownictwo.
Nie szukajcie w książkach, nie chodzi mi tylko analizę techniczną. Oczywiście nawiązuje to do teorii fal Elliota, która zakłada, że rynki poruszają się pewnym schematem. Jednak sam twórca tej teorii odnosił się w dużej mierze do psychologii tłumu, a o tym dzisiaj zapominamy.
Piąta fala, czyli ostatnia fala wzrostów na rynkach, poprzedza początek bessy, czyli silnych spadków cen przez dłuższy czas. Ta fala jest charakterystyczna pod wieloma względami:
No i pojawia się moje ulubione zdanie (z reguły gdy rosną obawy):
TYM RAZEM BĘDZIE INACZEJ
Kiedyś nie rozumiałem o co chodzi, ale po kilku latach na rynku to zdanie nabiera znaczenia 😉 Zawsze po okresie dużych wzrostów cen, gdy nie widać na horyzoncie żadnej korekty, inwestorzy zaczynają się zastanawiać czy przypadkiem tym razem hossa nie potrwa dużo dłużej i nie ma się czym przejmować. Taki entuzjazm powoduje wejście na rynek kolejnych, już początkujących inwestorów, którzy kupują bardzo przewartościowane spółki i… koło się zamyka.
Piąta fala w czasie prezydentury Trumpa to mój scenariusz. Od momentu gdy nowy prezydent zabrał głos po ogłoszeniu wyników, amerykańskie akcje rosną jak szalone. Wiele sektorów uwierzyło w obietnice wyborcze, o których pisałem wyżej, a serie sesji wzrostowych na głównych indeksach znowu biją rekordy.
Historyczne szczyty na giełdzie już mamy, idziemy po kolejne. Jeśli zobaczymy euforię inwestorów, to za tej prezydentury możemy zobaczyć także silną korektę lub nawet wejście w bessę. To mój subiektywny scenariusz i uważnie obserwuję sytuację, żeby poglądy nie przysłoniły mi rzeczywistego obrazu rynku. Wolę mieć pieniądze niż rację – póki co obowiązuje ewidentnie trend wzrostowy, jednak wydaje mi się, że za prezydentury Trumpa będzie doskonała okazja, żeby spekulować pod kątem spadków.
Jednymi słowy, hossa Trumpa może być arcyciekawa dla inwestorów i spekulantów! Oczywiście pod warunkiem, że macie dobry dostęp do instrumentów zagranicznych i bazujecie na oryginalnych informacjach i analizach z USA. Polecam zajrzeć do tekstu o globalnym inwestowaniu: pokazałem tam kilka pomysłów inwestycyjnych na instrumentach dostępnych w Degiro i dodałem listę amerykańskich stron internetowych, do których zaglądam.
W kolejnym wpisie pokażę Wam w jaki sposób można chronić swój kapitał podczas spadków lub na nich zarabiać – oczywiście myśląc o rynkach zagranicznych.