4 rzeczy, których obawiam się w 2016 roku

obawy 2016

Cieszę się, ze ten rok już się skończył. 2015 był dla mnie trudny, męczący i pierwszy raz od lat, jestem nieco pesymistycznie nastawiony do nadchodzącego roku. Przyznam szczerze, że po prostu trochę się boję. I już tłumaczę o co chodzi.

Coraz szybciej trawimy informacje. W poniedziałek zamach terrorystyczny, w środę dyskusja w Sejmie, w piątek zmarł jakiś aktor, w niedzielę nie umiemy już nawet odtworzyć kolejności wydarzeń. Nie ma miejsca na refleksje, trawimy informacje w błyskawicznym tempie. Podobnie robimy podsumowania roku. Coś się wydarzyło, coś poszło nie tak, wygraliśmy mecz, ktoś umarł, były wybory, i tak codziennie. Fuck, z tego przecież coś wynika, jeśli brakuje szerszego kontekstu!

Jeśli już zastanawiamy się nad tym, co w ogóle wydarzyło się w minionym roku, a co wydarzy się w przyszłości, to warto byłoby na chwilę usiąść i faktycznie wybrać to, co ma fundamentalne znaczenie dla naszego życia. Zebrałem w jeden tekst kilka obaw, które mogą mieć dużo poważniejsze konsekwencje niż nam się wydaje. Przegląd absolutnie subiektywny, ale trochę mnie ciarki przechodzą jak o tym pomyślę.

Brak rzetelnej informacji

Dziennikarze mają swoje zdanie, bywają subiektywni, wiadomo. Ale powiedzcie mi szczerze, gdzie teraz można przeczytać coś obiektywnego? Sprawdzone fakty, pozbawione subiektywnego komentarza, wzbogacone o analizę skutków i przyczyn? Tłumaczę to zjawisko na wykładach o szumie informacyjnym w inwestowaniu – czytając co się wydarzyło dzisiaj, bez osadzenia tego na osi czasu i w zestawieniu z przyczynami/skutkami, dostajemy tak naprawdę informację utrudniającą inwestowanie. Musimy umieć ją obiektywnie zinterpretować.

Dziennikarstwo oparte o przedruk skrótu z zagranicznego materiału i dodanie interpretacji zgodnej z linią redakcyjną to nie jest dziennikarstwo. Na mojej liście autorów jest naprawdę niewiele nazwisk i większość to dziennikarze ekonomiczni, bo politycznych mediów już w ogóle nie tykam. Moim zdaniem wygląda to naprawdę źle i zmiany, jakie nadchodzą w mediach publicznych nie zakładają poprawy. Po prostu będzie inna narracja.

Czytam coraz więcej serwisów zagranicznych, telewizji nie oglądam prawie wcale, a jeśli szukam jakiejś informacji, to porównuję kilka źródeł tego samego newsa zanim wyciągnę wnioski. A mogłoby być tak prosto… niestety upolitycznienie mediów i podział na dwie narracje w Polsce utrudnia dostęp do faktów i mówiąc wprost… media robią ludziom coraz bardziej wodę z mózgu.

Niższy wiek emerytalny

Sztandarowa obietnica wyborcza partii obecnie rządzącej, która bez wątpienia przyciągnęła część głosów, to jeden z postulatów, z którymi nigdy się nie zgodzę. Po prostu nie. Zgadzam się z niektórymi postulatami PiSu, tak jak zgadzałem się z niektórymi postulatami PO, ale nikt mnie nie przekona, że powrót do starych założeń wyjdzie nam na dobre w długim terminie. Dłużej żyjemy, poprawia nam się standard życia, poziom medycyny jest wyższy dosłownie z dnia na dzień, demografia wygląda niekorzystnie, a nasz system zanim zdążył się w ogóle rozpędzić – został już częściowo rozmontowany. Będziemy pracować nieco krócej, ale świadczenia będą dużo niższe. Najbardziej uderzy to w kobiety. W praktyce i tak wiele osób będzie musiało i będzie chciało dorabiać do emerytury. Koszt samej reformy, a właściwie cofnięcia reformy sprzed 2 lat będzie gigantyczny. A i tak kiedyś znowu wrócimy do wydłużenia wieku emerytalnego (mogę się śmiało założyć).

Jedna rzecz byłaby mnie w stanie przekonać, że w długim terminie nam się to uda. Trzeci filar emerytalny, czyli obywatele odkładający samodzielnie na emeryturę. Obecnie mało kto w ogóle wie co to jest trzeci filar emerytalny, zaufanie do pierwszego filaru jest bliskie zeru, a drugi filar jest moim zdaniem właściwie skreślony. Ja, inni blogerzy i media możemy sobie pisać codziennie jak oszczędzać pieniądze, jak zacząć oszczędzać i jak inwestować, ale żeby odkładanie na emeryturę stało się powszechne… przed nami jakieś 100 lat pracy, żeby to się udało. Boję się, że problem niskich emerytur i braku oszczędności będzie dla Polaków bardzo dotkliwy.

ISIS – terroryzm 2.0

Obecnie pogłębiam wiedzę na ten temat. Każdy artykuł, opracowanie czy wywiad napawają mnie większym strachem, bo ten terrorystyczny potwór hodowany od lat jest potężną organizacją, która działa jak dobrze skonstruowany biznes. To nie jest banda dzikusów w jaskiniach. Do momentu zamachu w Paryżu, nie zwracaliśmy na to aż tak uwagi. Nie widzimy co ISIS robi w Syrii, przestraszyliśmy się jednak widząc ich na własnym podwórku – w Paryżu. Byłem tam rok temu. Spacerowałem tymi ulicami, gdzie w 2015 roku ustawiali się zamachowcy. I poszło im to tak łatwo, że aż ciężko uwierzyć.

Absolutnie nie zabieram głosu w merytorycznych dyskusjach w tej sprawie, bo wiem naprawdę mało w porównaniu z ekspertami… ale zastanówcie się nad szerszym kontekstem całej sytuacji. Zagrożenie terrorystyczne to słowo-klucz do wielu innych sfer naszego życia. Każdy rząd powie Wam, że musi zwiększyć inwigilację obywateli w celu poprawy bezpieczeństwa. No bo terroryzm. Będziemy zgadzać się na coraz większą ingerencję w życie ze względów bezpieczeństwa. Co za tym idzie – będzie więcej teorii spiskowych, nieufności itp. Zadaniem terroryzmu jest destabilizowanie państw i jeśli dodamy do tego problem z uchodźcami, to wyjdzie nam naprawdę wielki problem dla unijnych struktur.

Giełdowa katastrofa

Platforma Obywatelska przegrała w moich oczach absolutnie wszystko w momencie rozmontowania OFE. Najbardziej mierził mnie sposób przekonania ludzi, że to wszystko dla ich dobra, a OFE to kapitalistyczne zło, które tylko na nich zarabia. I tyle w temacie. Kilka miesięcy i fizycznie istniejące pieniądze wrzucono do ZUS-u. Rozumiem finansowy sens rozmontowania części opartej o obligacje, ale i tak uważam, że politycy nas okradli. Pokazali tym samym, że to bardzo proste.

Patrząc na giełdowe spadki na naszych głównych indeksach, nie chcę nawet dopuszczać do siebie myśli, że to jest już dyskontowanie całkowitego rozmontowania OFE. Zabranie części OFE, która inwestuje w akcje, nie będzie dla polityków żadnym problemem, ale zabije całkowicie nasz rynek kapitałowy. W 2015 roku tylko jedna giełda w Europie zanotowała większe straty od nas. Grecka.

Poważnie zastanawiam się nad budową portfela inwestycyjnego w bardzo długim terminie, wychodząc z założenia, że nasze spółki są dużo więcej warte niż ich obecna wycena. A jeśli spełni się scenariusz z OFE, to będzie jeszcze taniej. Jednak biorąc pod uwagę jak działa kapitał spekulacyjny na świecie… w końcu przyjdzie i do nas. I wtedy będzie można faktyczne bardzo dużo zarobić. Napiszę o tym w oddzielnym tekście, bo wydaje mi się, że nasz rynek ma dużo większy potencjał niż nam się wydaje. Jednak jeśli kapitał zagraniczny nie przyjdzie na nasz parkiet, to możemy zobaczyć naprawdę katastroficzny obraz. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno przeprowadzałem wywiady, w których padały deklaracje połączenia GPW z giełdą wiedeńską i marzenia o centrum finansowym Europy Wschodniej…

Jaki będzie 2016?

Pojęcia nie mam. Pisałem o tym dawno temu, że prognozować każdy może, ale niewiele to wnosi do naszego życia, a w przypadku inwestorów może nawet bardziej przeszkadzać niż pomagać. Obawiam się 2016 roku, bo mamy dużo więcej zagrożeń niż poprzednio, a stare problemy takie jak chociażby zadłużona Grecja czy fatalny stan naszej rodzimej waluty wcale nie przemijają.

To nie miejsce na pisanie osobistych planów na 2016, ale tych zapowiada się sporo. Prawdopodobnie też zacznę budować długoterminowy portfel akcji, bo mam wrażenie, że wyceny na naszym parkiecie wyglądają dużo gorzej niż fundamentalna sytuacja spółek i gospodarki.

Jeśli macie coś do dodania do moich 4 obaw lub chcecie napisać coś na pocieszenie, to zapraszam do komentowania ;) Wsparcie w tym roku bardzo mile widziane.

Tomasz Jaroszek

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.


  • „Ja, inni blogerzy i media możemy sobie pisać codziennie jak oszczędzać pieniądze, jak zacząć oszczędzać i jak inwestować, ale żeby odkładanie na emeryturę stało się powszechne…”

    – pozwól, że dokończę:

    …to powszechne musi się stać zarabianie przez Polaków takich pieniędzy, żeby mieli z czego odkładać na emeryturę po zaspokojeniu wszystkich swoich potrzeb, z kulturą i wypoczynkiem włącznie.

    Bo podobnie jak wielu innych blogerów piszesz o tym, jak oszczędzać, ale nie jesteś w stanie doradzić każdemu, jak zarobić. Jak zarobić tyle, żeby na wszystko, z odkładaniem na emeryturę włącznie, wystarczyło.

    • Tak, zarabiamy mało. Ale od powtarzania jak mantra, że zarabiamy za mało żeby zacząć robić cokolwiek, nikt się nie wzbogaci.

      • Podobnie jak od głoszenia szaleńczej neoliberalnej tezy, w myśl której każdy ma buławę w plecaku, trzeba tylko chcieć itp.

      • To prawda, że siła nabywcza funta się dużo większa. Ale z drugiej strony zarabianie mało wydaje mi się powszechnym mitem – to w większości kwestia nastawienia i pracowitości. Ludzie zarabiają 1200 bo na taką płacę się godzą. Nie oszczędzają, nie szukają dodatkowej pracy, więc finalnie boją się zmieniać pracę (bo zostaną bez środków). Kiedyś na blogu u Marcina Iwucia czytałem fajny komentarz. Ktoś stwierdził, że głupoty tutaj wypisują bo za 1200 nie da się przeżyć, a już na pewno nie oszczędzać. Marcin odpowiedział – Masz rację! Przestań więc zarabiać 1200.

        To równocześnie bardzo trudne i… bardzo proste.

    • – pozwól, że rozwinę rozwinięcie.
      Trzeba poprawić produktywność, a to wymaga początkowo ciężkiej pracy danej osoby (niekoniecznie fizycznej) i chęci. Na pierwsze niewielu ma ochotę, a drugie łatwiej zastąpić komentowaniem dlaczego inny mają lepiej.
      W tej materii szczególnie polecam występ Marcina Iwucia z konferencji FinBlog2015:
      https://www.youtube.com/watch?v=FSleN2l8xp4

  • „Ja, inni blogerzy i media możemy sobie pisać codziennie jak oszczędzać pieniądze, jak zacząć oszczędzać i jak inwestować, ale żeby odkładanie na emeryturę stało się powszechne…”

    – pozwól, że dokończę:

    …to powszechne musi się stać zarabianie przez Polaków takich pieniędzy, żeby mieli z czego odkładać na emeryturę po zaspokojeniu wszystkich swoich potrzeb, z kulturą i wypoczynkiem włącznie.

    Bo podobnie jak wielu innych blogerów piszesz o tym, jak oszczędzać, ale nie jesteś w stanie doradzić każdemu, jak zarobić. Jak zarobić tyle, żeby na wszystko, z odkładaniem na emeryturę włącznie, wystarczyło.

    • Tak, zarabiamy mało. Ale od powtarzania jak mantra, że zarabiamy za mało żeby zacząć robić cokolwiek, nikt się nie wzbogaci.

      • Podobnie jak od głoszenia szaleńczej neoliberalnej tezy, w myśl której każdy ma buławę w plecaku, trzeba tylko chcieć itp.

      • To prawda, że siła nabywcza funta się dużo większa. Ale z drugiej strony zarabianie mało wydaje mi się powszechnym mitem – to w większości kwestia nastawienia i pracowitości. Ludzie zarabiają 1200 bo na taką płacę się godzą. Nie oszczędzają, nie szukają dodatkowej pracy, więc finalnie boją się zmieniać pracę (bo zostaną bez środków). Kiedyś na blogu u Marcina Iwucia czytałem fajny komentarz. Ktoś stwierdził, że głupoty tutaj wypisują bo za 1200 nie da się przeżyć, a już na pewno nie oszczędzać. Marcin odpowiedział – Masz rację! Przestań więc zarabiać 1200.

        To równocześnie bardzo trudne i… bardzo proste.

    • – pozwól, że rozwinę rozwinięcie.
      Trzeba poprawić produktywność, a to wymaga początkowo ciężkiej pracy danej osoby (niekoniecznie fizycznej) i chęci. Na pierwsze niewielu ma ochotę, a drugie łatwiej zastąpić komentowaniem dlaczego inny mają lepiej.
      W tej materii szczególnie polecam występ Marcina Iwucia z konferencji FinBlog2015:
      https://www.youtube.com/watch?v=FSleN2l8xp4