4 lekcje Wilka z Wall Street – nauka inwestowania

wilk z wall street nauka inwestowania

Inwestujesz na giełdzie? Masz produkty bankowe? I nie byłeś jeszcze w kinie? Wilk z Wall Street to obowiązkowy punkt programu w nauce inwestowania. Trzeba tylko umieć wyciągnąć odpowiednie wnioski. Pomyśl o tym, bo w swoim życiu spotkasz niejednego wilka, który zechce dobrać się do Twojego portfela.

Wilk z Wall Street to nie jest film o kokainie i imprezowaniu. Wprawdzie zaraz po wyjściu z kina, nie mogłem spać, szukałem, czytałem, „googlowałem”, trafiłem nawet na niesamowite efekty specjalne, jakie zafundowało nam w tym filmie Hollywood… ale cały czas kotłowały mi się w głowie lekcje, które można wyciągnąć z filmu. Inwestuję od prawie 7 lat, mam kilkadziesiąt produktów finansowych i przez lata miałem styczność z branżą finansową…

Uwierzcie mi, Wilk z Wall Street to nic innego jak pięknie pokazane elementy rynku finansowego, posypane kokainą i w otoczeniu pięknych roznegliżowanych kobiet! Sami rozumiecie, Hollywood.

Klient nie rozumie produktu

Uwaga, mikro-spoiler. Jest taka scena, w której główny bohater wprost do kamery zaczyna opisywać działanie mechanizmu finansowego, z którego korzysta. I nie kończy, bo stwierdza, że widz i tak pewnie nie ma bladego pojęcia o czym on teraz mówi. I ma rację. Nie wiemy co kupujemy, a w szczególności w bankach kiwamy głową, bo wierzymy, że doradca (sprzedawca!) chce dla nas jak najlepiej.

I jedna rzecz. Wstyd nam się przyznać, że nie rozumiemy, więc spokojnie składamy podpis i kiwamy głową. Słyszeliście o polisolokatach, z których nie można odzyskać pieniędzy? Albo o kredytach walutowych, których rata na pewno nigdy nie wzrośnie? Klienci to podpisują, bo nie rozumieją do końca produktu. Słyszą ogólne informacje o rosnących przez lata odsetkach, nie pytają dokładnie o prowizje. A bankierzy im to podsuwają do podpisu, bo… prowizja! (jeśli pomyślałeś teraz „bo chcą dla nas jak najlepiej” to chyba ani razu nie byłeś w banku)

Wilk z Wall Street pobiera prowizję

To bardzo cenna lekcja dla każdego inwestora, który jeszcze nie zrozumiał dlaczego domy maklerskie i brokerzy są dla inwestorów tak hojne – dają darmowe materiały, szkolenia, kursy, książki, filmy, wszystko za darmo! Tylko inwestuj. Kupuj, sprzedawaj, obracaj papierami, niech pieniądze będą ciągle w ruchu. Twój broker pobiera prowizję kiedy kupujesz i kiedy sprzedajesz i to będzie dla niego najważniejsze.

Wiele domów maklerskich zrozumiało te lekcje w ostatnich latach i dba o edukację swoich klientów. Można wejść z kapitałem kilku tys. złotych, stracić je i zniechęcić się do inwestowania, ale wtedy broker musi szukać kolejnego klienta. Zrozumiano, że lepiej zainwestować w jego edukację i niech zarabia! Ba! Niech będzie milionerem! Byle tylko ciągle sprzedawał i kupował. Wykorzystaj to i czerp darmową wiedzę, ale pamiętaj jaki jest cel brokera. Nic nie ma za darmo, nic.

Wilk z Wall Street zawsze sprzedaje

Za każdym razem, kiedy dzwoni do Ciebie ktoś z banku albo podsuwa Ci doskonałe rozwiązanie finansowe dla Ciebie i rodziny, miej świadomość, że ta osoba sprzedaje produkt, z którego ma prowizje. To wszystko jest z reguły ujęte w planie sprzedażowym instytucji na cały kwartał i jesteś elementem tej układanki. Cytując Wilka z Wall Street: „ktoś właśnie wsadza Ci ten produkt głęboko w gardło”, aby na najbliższym spotkaniu Zarządu ktoś mógł pochwalić się rekordowymi wynikami sprzedaży.

Wybieraj tylko potrzebne produkty w bankach i nie podejmuj od razu decyzji. Umowa nie ucieknie, zawsze możesz wrócić za kilka dni, sprawdzić dobrze ofertę, przeczytać umowę i wrócić po produkt. Bankier zawsze chce podpisu tu i teraz, bo klient w oddziale to klient prawie w garści.

Nauka inwestowania: nikt nic nie wie

Czy jutro giełda amerykańska pójdzie w górę czy w dół? Nikt tego nie wie. Nikt. Ani Warren Buffet, ani Jordan Belfort, ani Twój makler, ani Pan w garniturze, który mówił o giełdzie w telewizji. Nikt. Cała zabawa na rynku kapitałowym to umiejętność dostosowania się do zachowania cen akcji i innych instrumentów.

Ja preferuję podczepianie się pod silne trendy, co pokazują chociażby zyski ze spółek z sWIG80 z 2013 roku. „Kupowanie siły” to nic innego jak dostosowanie się do trendu wzrostowego. Nie mam pojęcia kiedy wykres papieru, który posiadał całkiem się załamie. Nikt tego nie wie. Ważne jest to, że będę musiał go błyskawicznie sprzedać jak tylko kurs się załamie. Przegrywa ten, kto nie podejmuje żadnej decyzji.

Lekcje Wilka z Wall Street:

Inwestuj świadomie, pamiętaj, że zawsze płacisz prowizje od transakcji.

Bankier sprzedając Ci produkt ma z tego prowizję.

Nie kupuj czegoś czego nie rozumiesz.

Nikt nie wie czy ceny na giełdzie pójdą w górę czy w dół. Nikt. Im szybciej to zrozumiesz, tym szybciej zaczniesz zarabiać na giełdzie.

Tomasz Jaroszek

Tomasz Jaroszek – jednoosobowa redakcja Doradca.tv ;)

Podobał Ci się tekst?

Zapisz się na newsletter, otrzymuj powiadomienia bezpośrednio na skrzynkę mailową.


  • Marek

    Hm, autor ma kilkadziesiąt produktów finansowych? Z chęcią poznam tę listę, bo 23-30 to owszem uwierzę, ale kilkadziesiąt, to już manipulacja słowami.
    Na filmie co prawda jeszcze nie byłem, ale mówienie, że makler ma prowizje, czy pracownik banku jest oczywiste. W sklepie jak kupujesz chleb to nie wiem Czy Pan wie, ale sprzedawca też ma prowizje z Pańskiego zakupu, i co też chce sprzedać dla prowizji?? Pan też po coś pisze te artykuły marnej jakości, nieprawdaż…

    • Od lat jako dziennikarz ekonomiczny testowałem produkty finansowe. Mam ponad 20 kont bankowych dla klientów indywidualnych (w tym w każdym różne subkonta), konta firmowe, kilka lokat, produkty emerytalne, kredyt, rachunki u kilku brokerów, 4 karty kredytowe i ponad 20 debetowych, a do tego regularnie testuję aplikacje finansowe na różnych urządzeniach, kilka kantorów internetowych, systemy płatności w sieci, pożyczki społecznościowe… Ok, jeśli to nie wystarczy żeby powiedzieć kilkadziesiąt to przyznaję rację. Nadużyłem słowa.

      Co do prowizji to nie chcę pokazać mechanizmu, ze bank ma prowizję, ale że sprzedawca. Jak w sklepie spożywczym ktoś pomaga mi wybrać chleb to nie dostaje od tego bochenka prowizji. Zarabia sklep, niekoniecznie sprzedawca w nim zatrudniony. Chodziło mi o pokazanie konkretnego mechanizmu – doradca finansowy poleca nam często produkt, z którego sam ma prowizję – konkretną kwotę i konkretny człowiek. Może przez to kierować się chęcią zysku, a nie dobrem klienta.

      • Marek

        W ramch ścisłości 20 kont bankowych – jest jednym rodzajem produktu finansowego, różnią się od siebie a to nadal jeden produkt. Tak z ciekawośći po co Panu, aż tyle kont (ja ma dwa prywatne w pln, jeden firmowy w pln, i jeden prywatny w euro)?

        Sam jestem jak to nazywasz „doradcą” w branży finansowej, wielu moich znajomych też pracują jako „doradcy” (różne branże) i prosze mi uwierzyć, kłamstwo i naciąganie ma krótkie nogi. To się może udać tylko w krókim okresie czasu. Ja sam, jak i moi znajomi, Doradzamy, a nie wciskamy produkt, bo tylko w ten sposób można zbudować relację i zaufanie. A klient zadodolony wróci do Nas, ten co się poczuje oszukany odejdzie i zrazi się do całej branży. Więc prosze nie uogólniać, bo w przypadku osób nie obeznanych rodzi to fale podejrzeń. Co do sprzedawcy w piekrani, nie wiem jak to jest konkretnie na rynku Krakowskim, ale rynek, który znam pod tym względem o wiele lepiej, stosował metodę, procent od utargu miesięcznego, więc też sprzedawczyniom zależało na jak największej sprzedaży.
        Pański artykuł ma bardzo wymowne znaczenie – „doradcy” to oszuści, każdy chce Wam wcisnąć to na czym najwięcej zarobi!
        Ba znajoma, któa pracuje w pewnej firmie będącej brokerem od kredytów hipotecznym, opowiada mi często jak to ludzie sami wybierają gorszą ofertę, ale z Polskiego Banku – bo Polski to dobry, mimo, że Ona próbuje im wytłumaczyć o ile więcej zapłacą wybierając Polski Bank.
        Pozdrawiam i życzę bardziej realistycznego spojrzenia na pewne kwestie
        Marek

      • Marek

        Tak dla ścisłosći 20 kont, to nadal jeden produkt bankowy, różniący się szczegółami. A tak z ciekawości, po co Panu, aż tyle kont, ja mam 2 prywatne w pln, jedno prywatne w euro, i jedno firmowe w pln, ale aż dwadzieścia??
        Nie wiem jak na Pańskim rynku, ale na rynku, który znam o wiele lepiej, sprzedawcy w sklepach mają płaconą jakąś prowizję od utargu miesiecznego, więc można by ich też posądzać o chęć wciśnięcia jak nadroższego produktu.
        Sam jestem doradcą w branży około finansowej i wielu moich znajomych, także pracuje jako tzw. „doradcy” sprzedając różnorodne produkty.
        I wiem jedno, wciskanie jak najdroższego produktu, który jest niedostosowany do potrzeb klienta, jest działaniem na krótką metę. Owszem da się, ale taki klient już do Nas nie wróći i nie poleci Naszych usług swoim znajomym. Więc prosze mi wierzyć, sprzedajemy to co pasuje do klienta (by do Nas wrócił w przyszłości i polecił Nas swoim znajomym).
        Mam koleżankę, co pracuje w znanej firmie pośrednictwa kredytowego. I fakty, są takie, że kliencie kierują się np. tym, że Bank jest Polski, mimo, że jego oferta jest o wiele gorsza od zagranicznych konkurentów. Ale ludzi, mimo przedstaiwenia im faktów, wybierają droższy produkt.
        Pański artykuł ma wydźwięk, o znaczeniu, każdy doradca chce Wam wcisnąć jak najdroższy produkt.
        Proszę nieco wyluzować, nie każdy sprzedawca to oszust.
        Pozdrawiam
        Marek

  • Marek

    Hm, autor ma kilkadziesiąt produktów finansowych? Z chęcią poznam tę listę, bo 23-30 to owszem uwierzę, ale kilkadziesiąt, to już manipulacja słowami.
    Na filmie co prawda jeszcze nie byłem, ale mówienie, że makler ma prowizje, czy pracownik banku jest oczywiste. W sklepie jak kupujesz chleb to nie wiem Czy Pan wie, ale sprzedawca też ma prowizje z Pańskiego zakupu, i co też chce sprzedać dla prowizji?? Pan też po coś pisze te artykuły marnej jakości, nieprawdaż…

    • Od lat jako dziennikarz ekonomiczny testowałem produkty finansowe. Mam ponad 20 kont bankowych dla klientów indywidualnych (w tym w każdym różne subkonta), konta firmowe, kilka lokat, produkty emerytalne, kredyt, rachunki u kilku brokerów, 4 karty kredytowe i ponad 20 debetowych, a do tego regularnie testuję aplikacje finansowe na różnych urządzeniach, kilka kantorów internetowych, systemy płatności w sieci, pożyczki społecznościowe… Ok, jeśli to nie wystarczy żeby powiedzieć kilkadziesiąt to przyznaję rację. Nadużyłem słowa.

      Co do prowizji to nie chcę pokazać mechanizmu, ze bank ma prowizję, ale że sprzedawca. Jak w sklepie spożywczym ktoś pomaga mi wybrać chleb to nie dostaje od tego bochenka prowizji. Zarabia sklep, niekoniecznie sprzedawca w nim zatrudniony. Chodziło mi o pokazanie konkretnego mechanizmu – doradca finansowy poleca nam często produkt, z którego sam ma prowizję – konkretną kwotę i konkretny człowiek. Może przez to kierować się chęcią zysku, a nie dobrem klienta.

      • Marek

        Tak dla ścisłosći 20 kont, to nadal jeden produkt bankowy, różniący się szczegółami. A tak z ciekawości, po co Panu, aż tyle kont, ja mam 2 prywatne w pln, jedno prywatne w euro, i jedno firmowe w pln, ale aż dwadzieścia??
        Nie wiem jak na Pańskim rynku, ale na rynku, który znam o wiele lepiej, sprzedawcy w sklepach mają płaconą jakąś prowizję od utargu miesiecznego, więc można by ich też posądzać o chęć wciśnięcia jak nadroższego produktu.
        Sam jestem doradcą w branży około finansowej i wielu moich znajomych, także pracuje jako tzw. „doradcy” sprzedając różnorodne produkty.
        I wiem jedno, wciskanie jak najdroższego produktu, który jest niedostosowany do potrzeb klienta, jest działaniem na krótką metę. Owszem da się, ale taki klient już do Nas nie wróći i nie poleci Naszych usług swoim znajomym. Więc prosze mi wierzyć, sprzedajemy to co pasuje do klienta (by do Nas wrócił w przyszłości i polecił Nas swoim znajomym).
        Mam koleżankę, co pracuje w znanej firmie pośrednictwa kredytowego. I fakty, są takie, że kliencie kierują się np. tym, że Bank jest Polski, mimo, że jego oferta jest o wiele gorsza od zagranicznych konkurentów. Ale ludzi, mimo przedstaiwenia im faktów, wybierają droższy produkt.
        Pański artykuł ma wydźwięk, o znaczeniu, każdy doradca chce Wam wcisnąć jak najdroższy produkt.
        Proszę nieco wyluzować, nie każdy sprzedawca to oszust.
        Pozdrawiam
        Marek